Chciałabym przybliżyć różnice i podobieństwa w kreacji światów między powieściami fantastycznymi i sf. Być może powinnam zacząć od podania słownikowych definicji pojęć „fantasy” i „s-f”, jednak uważam, że nie ma to sensu, bowiem, jak mawia Andrzej Sapkowski „ile słowników, tyle definicji, a każda kolejna wyklucza to, co zawiera poprzednia”. Najwłaściwsze słowa obrazujące różnice między światami dwóch gatunków zostały wypowiedziane przez Stanisława Lema: „Jeśli bohater leci na latającym dywanie to mamy fantasy, a jeśli na stołku antygrawitacyjnym, to s-f”.

To właśnie różnice w technologii są najważniejsze, a zarazem najprostsze do zaobserwowania. W literaturze fantasy nie występują tak liczne udogodnienia technologiczne jak w s-f.

Świat przedstawiony w fantasy przypomina średniowiecze. Główny bohater powieści fantastycznej „Eragon” c. Paoliniego z kuzynem Roranem wychowywali się w małej wiosce Carvahal gdzie pracowali na roli. Nie używali do tego żadnych wspaniałych maszyn. Oprócz siły własnych mięśni mieli do dyspozycji tylko cepy, łopaty. Kowal Horst pracował przy użyciu młota. Dla porównania w „Diunie” Franka Herberta pojawiają się bardziej innowacyjne rozwiązania: kombajny żniwne, służące do zbierania przyprawy zwanej ”melanżem”, zgarniarki mające zadbać o bezpieczny powrót kombajnów do bazy. Jedna z zasad, których muszą przestrzegać mieszkańcy świata wykreowanego przez Herberta, brzmi: „nie będziesz tworzył maszyn na ludzkie podobieństwo.” Na jej podstawie można przypuszczać, że jest to możliwe, prawdopodobnie takie maszyny powstały, choć wynikły z tego duże problemy, stąd zakaz. W „3 stygmatach Palmera Eldritha”, napisanych przez Dicka, pracę wykonują roboty, ludzie w walizce noszą podręcznego psychologa, mającego im pomóc uniknąć przeniesienia na kolonizowane planety lub księżyce.

Inną różnica technologiczną jest sposób podróżowania. We „WP” Tolkiena bohaterowie czasem jeździli konno, jednak przez większość czasu trwania podróży musieli maszerować. To powodowało, że droga była długa i niewygodna. Podobnie jest w większości książek fantasy, choć czasem bohaterowie mogą przemieszczać się w bardziej niezwykły sposób. Dobrym przykładem jest Eragon, który podróżował na grzbiecie swej wspaniałej smoczycy, Saphiry. Również w „WP”, Gandalf uratowany z wieży Orthanku odbył podróż w szponach cudownego, wielkiego orła Gwaihira. Jednak to w „Świecie czarownic” Andre Norton, bohater odbył najbardziej niezwykłą podróż. Aby uciec przed grożącym mu niebezpieczeństwem Simon Tergath przeszedł przez portal utworzony przez magiczny kamień, pochodzący jeszcze z czasów króla Artura., tym samym dostał się do swojego właściwego świata- Estcarpu.

W powieściach s-f podróże odbywają się w wygodnych, wręcz luksusowych warunkach. Międzyplanetarne podróże w „Diunie” odbywają się przy pomocy statków zwanych ‘galeonami”, należącymi do Gildii. Statki są ogromne, pasażerowie wynajmują fregaty, których w trakcie podróży nie wolno im opuszczać. Nie wiedzą wprawdzie kto podróżuje obok nich, ale nie są całkiem odcięci od świata- posiadają ekrany umożliwiające obserwowanie wydarzeń na pokładzie. W świecie wykreowanym przez Dicka w :3SEP” statki służące do transportu między planetarnego są wygodne. Pasażerowie otrzymują napoje od stewardes,. Statki posiadają też funkcje obronne, są uzbrojone w lasery, których tak bardzo obawiał się tytułowy Eldrith. Ale transport to nie tylko podróże między planetarne. To również podróże po powierzchni planety. I tak w „Stygmatach” Meyerson jeździ taksówką kierowaną przez robota. A taksówka nie jeździ po ziemi. Unosi się nad nią. Piesze wędrówki nie są możliwe, gdyż temperatura powietrza jest niebezpieczna dla życia człowieka. W „Diunie” bohaterowie latają ornitopterami- rodzajem samolotów.

Mimo, że w fantasy technologia nie jest zbyt zaawansowana w gatunku pojawia się inny rodzaj potęgi. Jest nią magia. Dzięki wspaniałej mocy bohaterowie mogą dokonywać niemal cudownych rzeczy. „Eragonie” rany leczono przy pomocy magii, Arya rozbiła przy pomocy mocy Istad Mithir aby uratować Eragona, a Saphira grób Broma, nauczyciela Eragona przemieniła w diament by okazać swą wdzięczność. We WP czarodziej Gandalf potrafił rozpalić ogień mimo szalejących zamieci, w Mori koniec jego różdżki jarzył się światłem i odbył kilka walk przy użyciu magii by chronić przyjaciół. W”ŚC” Jaelith stworzyła miłosne zaklęcie.

Jednak nie można powiedzieć, że magia pojawia się tylko i wyłącznie w powieściach fantasy. Podobnie jak w „Świecie czarownic” pojawiała się czasem zaawansowana technologia w postaci statków podwodnych czy nowoczesnego oświetlenia, tak np. w „Diunie” są mentaci, a w „3SPE” pojawiają się jasnowidzowie, którzy w rzeczywistości robią to samo co mentaci- przewidują przyszłość.

Magia zawsze służy człowiekowi, który się nią posługuje do ułatwienia życie, rozwiązania problemów czy ich ubiegnięcia. Jest bardzo użyteczna, czasem nawet bardziej niż technologia.

Bohaterowie w powieściach fantasy i s-f są prezentowani z różnych stron. W powieściach s-f bohaterowie są ukazani z psychologicznego punktu widzenia. Meyerson zastanawia się nad swoim postępowaniem , cały czas analizuje co, z jakiego powodu zrobił. W ten sposób dostrzega swoje błędy: porzucenie żony, zostawienie szefa, któremu groziło niebezpieczeństwo samemu sobie. To doprowadziło do decyzji o udaniu się na kolonię.

Z kolei w literaturze fantasy postępowanie bohaterów nie jest oceniane, nie ukazuje się ich głębszych przemyśleń. Z góry założone jest jaka dana postać ma być i nie ma miejsca na zastanawianie się nad jej charakterem. I tak, Aragorn we „WP” jest idealnym rycerzem- honorowy, zawsze chce postępować właściwie, pragnie pomagać. Gandalf jest potężnym, bardzo mądrym czarodziejem, elf Legolas jest piękny, świetnie strzela z łuku i lubi śpiewać, a Sauron jest zły i pragnie władzy.

Ciekawy jednak jest fakt, że główni bohaterowie zawsze czują się nieco zagubieni w sytuacji, w której się znajdują. Wydarzenia często w pewien sposób ich przerastają. Tak np. było z Paulem z „Diuny”, który odkrył niepokojące umiejętności gdy musiał uciekać z Arrakańskieg zamku. Chłopak nie wiedział kim jest, nie czuł się już człowiekiem. Pozbawiony uczuć, nie będący w stanie rozpaczać po śmierci ojca, księcia Leto, miał wrażenie, że jest maszyną, a nie istotą ludzką. Podobnie wydarzenia, w których centrum znalazł się Eragon przerosły chłopaka. Nagle z młodego rolnika i myśliwego został legendarnym Smoczym Jeźdźcem tylko dlatego, że znalazł kamień, który się okazał jajem smoka. I w towarzystwie Saphiry, smoczycy musiał stawić czoło wojnie, polityce, choć nigdy nie miał takich aspiracji i nie potrafił samodzielnie dać sobie rady. Nie wiedział co ma robić.

W interesujący sposób w obu gatunkach przedstawiono różnice między społeczeństwami. W fantasy pojawiają się mieszkańcy różnych państw, którzy często należą do zupełnie różnych gatunków. I tak mieszkańcy lasów: Lothlorien i Mrocznej Puszczy to zawsze elfy. W Shire mieszkają hobbici, ludzie w Rohanie lub Gondorze a krasnale pod Górą. Przedstawiciele poszczególnych ras raczej unikają kontaktów między sobą. Różnice polegają na wyglądzie spiczaste uszy elfów, brody krasnoludów, czy niski wzrost hobbitów, są nie do przeoczenia. Ale różnica też polega na osobowości: elfy kochają sztukę i lasy, hobbici fajkowe ziele, a krasnoludy niechętne wychodzą spod ziemi.

W sf państwa stanowią planety, których mieszkańcy różnią się wyglądem, np.: Galadanie są piękni, Arrakańscy Fremeni mają całkiem błękitne oczy, wszyscy mają inne potrzeby: arystokratom zależy na pieniądzach, Arrakanom na wodzie, ale muszą oni wszyscy ze sobą współpracować, bo ciężko byłoby przetrwać jednemu bez drugiego. Nie ma mowy o unikaniu kontaktu między sobą nawzajem. Natomiast między planetami nie ma kontaktu większego. Wiadomo tylko o konflikcie Harkonenów i Atrydów z dwóch różnych planet.

Religia w zależności od książek obu gatunków odgrywa raz większą, raz mniejszą rolę. Jednak zawsze się pojawia, choć nie wszyscy bohaterowie coś czczą.

W powieściach fantastycznych bóstwa nie mają nic wspólnego z realnymi wierzeniami. W ”Ścz” Norton czarownice czczą Moc. Robią wszystko by jej nie obrazić, drżą na samą myśl o tym, że mogły by ją utracić. Z tego powodu Najwyższa Strażniczka nie pozwoliła osiedlić się w górach Estcarpu Sokolnikom- obawiała się, że sposób w jaki traktują kobiety sprawi, że moc odwróci się od czarownic. W powieści Norton pojawia się też dawny bohater, który pomagał niegdyś ludziom z Estcarpu, ale dawno już nie żyje. Pamięć o nim jednak przetrwała w legendzie i Estcarpianie przez cały czas darzą go szacunkiem traktując jak rodzaj Boga. Świadczy o tym fakt, że Koris gdy stracił swą broń poprosił Voltę o jego topór, który był bronią mityczną.

We „WP” za bóstwo uważano Elbereth- gwiazdę. Cześ oddawał jej głównie elfy, jednak w ustach każdego przedstawiciela Śródziemia jej imię sprawiało swego rodzaju cud. To wykrzyknięcie jej imienia uratowało Froda nad brodem gdy uciekał przed Nazgulami.

W powieściach s-f bardzo popularny jest ateizm. Bohaterowie otwarcie mówią, że nie wierzą w żadnego Boga. Brak wiary w niczym im nie przeszkadza, przeciwnie, gdy Meyerson z „3SPE” trafił na kolonię, na Marsie poznał neokatoliczkę Anne, która próbowała nawracać kolonistów. Nie byli o nim tym zachwyceni, nawet zaczęli uważać dziewczynę za wariatkę. Jednak nawet w powieści Dicka pojawia się religia, wspomniany już neokatolicyzm.

W „Diunie” doktor Yue podarował Paul’owi biblię proestancko-kaolicką mając nadzieję, że ocali jego duszę. Miał swój ulubiony fragment biblii, często ją czytał co świadczy o jego wierze. Arrakanie wierzyli w przybycie Maud’Diba, który miał być ich mesjaszem. A kobiety z Bene Geserit oczekiwały swojego Kwisats Haderath.

Tak więc religie są ważnym elementem powieści należących do podgatunków fantastyki.

Ważnym elementem powieści obu gatunków są konflikty. Występują zawsze, niezależnie od gatunków, bo ludzie zawsze muszą o coś walczyć.

I tak w powieściach fantasy mamy romantyczną walkę o wolność. Bohaterowie stają w szranki z nieprzyjacielem by móc żyć tak jak tego pragną we własnym państwie. Estcarpianie walczą z Kolderem, który wykorzystuje potworne wojska zombi, bo jak inaczej nazwać ludzi pozbawionych woli, niezdolnych do myślenia? Obawiają się również napaści z krajów granicznych- Alizonu i Karstenu, które obawiają się niezwykłych mocy Czarownic. Jak się okazuje obawy Estcarpiańczyków są słuszne, ponieważ Karsten wydał wyrok na wszystkich obywateli Starej Rasy w obrębie swych granic.

We WP i Eragonie walczono z potężnymi Czarnoksiężnikami pragnącymi zdobyć władzę nad całym światem. Gdyby do tego doszło mieszkańcy wykreowanych przez Paoliniego czy Tolkiena światów skazani byliby na straszne, ciężkie życie w terrorze.

Walki w obydwu utworach odbywają się przy pomocy bardzo średniowiecznej broni- czasem łuków lub toporów, ale przede wszystkim wspaniałych mieczy, takich jak Zar’roc Eragona, czy Andruil Aragorna.

W „Diunie” walczą ze sobą dwa rody arystokratyczne- Atrydów i Harkonenów. Konflikt rozpoczął się od przekazania planety Arrakis Atrydom przez Imperatora. Planeta wcześniej należała do Harkonenów, którzy wydobywając melanż, przyprawę występującą tylko tam zarabiali ogromną ilość pieniędzy.

Podobnie w „3SEP” walka dotyczyła pieniędzy: tytułowy Palmer wrócił z obcej galaktyki i przywiózł ze sobą nowy rodzaj narkotyku, Chew-Z. Nie podobało się to Leo, który zarabiał głównie sprzedając Can-d, inny narkotyk kolonistom. Eldritch stanowił dla niego konkurencję, zwłaszcza, że zyskał poparcie dla swego przedsięwzięcia od ONZ.

Walczono już inaczej- choć Paul uczył się szermierki i nie rozstawał się z nożem to jednak główną bronią były rusznice laserowe i broń atomowa, posiadana przez każdy ród arystokratów. Z kolei Leo planował zamordować Palmera przy pomocy lasera- wyposażenia statku kosmicznego.

Walki w obu gatunkach może pozornie się różniły, ale w rzeczywistości miały ze sobą wiele wspólnego- walczono o władzę. Sauron, Galbatorix, Kolder- chcieli panowania nad większymi terytoriami. Przyprawa, narkotyki, dawały pieniądze, a więc dawały również władzę. Władzę, której człowiek zawsze pożądał.

Po mojej wypowiedzi można wnioskować, że między gatunkami jest więcej różnic niż podobieństw i wniosek jest poprawny. Choć oba gatunki, s-f i fantasy, są odłamami fantastyki to trwa między nimi nieustanny konflikt. Zwolennicy s-f twierdzą, że „Twórcy czegoś co określa się mianem fantasy mają ułatwione zajęcie. Czytelnik nie musi rozumieć magii, wystarczy, że jest.

Ilościowo znaczenie więcej moich pisarzy jest z fantasy, ale jakościowo nic się nie może równać z Lemem albo F. Herbertem”, a z kolei fani fantastyki wyśmiewają się z twierdzenia, że s-f jest lepsze, bo mówi o przyszłości i nauce. Jak jest naprawdę, który gatunek lepszy, każdy może ocenić samodzielnie.