Rozpoczynając rozważania na powyższy temat, trzeba sobie najpierw odpowiedzieć na pytanie czym jest klaustrofobia i czym jest miłość oraz co daje połączenie tych dwóch rzeczy? Klaustrofobia to paniczny lęk przed przebywaniem w ciasnym lub zamkniętym pomieszczeniu, miłość to pokrótce głębokie przywiązanie do kogoś lub czegoś, namiętność i umiłowanie. Jednak jak rozumieć klaustrofobię miłości? Przynosi mi na myśl coś negatywnego, coś co ogranicza i nie pozwala na uwolnienie. Analizując temat, można dojść do wniosku , że klaustrofobia ukazuję się w miłości jako spotkanie - wejście do małego, zamkniętego miejsca, zakochanie - odczuwanie silnych emocji związanych z tym pomieszczeniem, poczucie zamknięcia i uwolnieniu – czyli tym co wyzwala. Każdy etap , który przeżywa osoba ze swoją fobią ma odzwierciedlenie w nieszczęśliwym zakochaniu.

„Lalka” B. Prusa to idealny przykład opowieści z wątkiem o niespełnionej miłości, takiej która zatruwa i nie pozwala na trzeźwe myślenie. Główny bohater, Stanisław Wokulski, przeżywa wszystkie trzy jej etapy. Pierwszy, czyli spotkanie, następuje całkiem przypadkowo, gdzieś w teatrze, gdzie po raz pierwszy widzi obiekt, czyli Izabelę Łęcką, który/a zatruje mu umysł i duszę. Następuje ono niedługo po śmierci żony, przez co być może tym goręcej i żywiej angażuje się myślami w osobę Izabeli. Kiedy następuje zakochanie? Zapewne od pierwszych chwil, co tym bardziej doprowadza Wokulskiego do „zagłady”. Jest totalnie zatruty, uwiązany i sparaliżowany tą miłością, zachowuje się irracjonalnie, szalenie, nie zastanawiając się nad skutkami swoich działań i czynów. Zaślepienie Izabelą Łęcką jest tym gorsze, że nie dostrzega jej wad, nie widzi, że jest niewiele wartą pustą arystokratką, która nic większego, interesującego, samą sobą nie reprezentuje. Jest piękna, wykształcona, ale jak to powiedział Ochocki „tylko... taka jak tysiące innych z jej sfery”. Czy Wokulski potrafił się uwolnić od jej wpływu, od jej obrazu w swojej głowie? Było to tym cięższe, że Stanisław miał w większej mierze wyobrażenie na temat jej osoby, niż znał jej prawdziwe oblicze. Co gorsza , nie myślał nawet o „odkochaniu się” a brnął w tą bezsensowną miłość coraz bardziej. Pierwsze otrzeźwienie nastąpiło w momencie, gdy usłyszał rozmowę Izabeli ze Starskim, a dokładniej ich flirt. Kolejne następowały chociażby w Paryżu gdzie myślał już o niej „(...) ależ to jest Mesalina, jeżeli nie ciałem, to duchem... I ja, ja mam szaleć dla niej?... Ja!...” Jednak najbardziej ocknął się, słysząc kolejną rozmowę Izabeli ze Starskim w pociągu , gdy już był jej narzeczonym. Dowiedział się o romansie, uzmysłowił sobie jak bardzo był oszukiwany. Chciał uwolnić się od tego, zapragnął śmierci, dążył do niej. Czy definitywnie się uwolnił? Czy stuprocentowo odkochał? Z pewnością jakaś część uczuć w nim pozostała, szczególnie jeśli przyjmujemy, że popełnił samobójstwo. Pewnie na zawsze została w nim chociaż część niespełnienia i pragnienia Izabeli. Ten chorobliwy pierwiastek, nie dający o sobie zapomnieć...

Film „Święty Dym” Jane Campion ukazuje nie tylko uczucie łączące dwójkę ludzi, ale też miłość , oddanie do religii i wierzeń. Ruth Barron poniekąd „zakochuje się” w jednej z indyjskich sekt, platonicznie w guru wyznawanym przez nich. Tymczasem PJ Waters mający „wyleczyć” Ruth z tego, sam popada w pętlę zakochania, tym samym uczuciem obdarza bohaterkę, co ona sama swoją religię. Obydwoje dostają nagłego 'olśnienia' miłości, co kończy się wewnętrzną samozagładą. Oba uczucia są raczej bezsensowne, Ruth jest zapewne oszukiwana przez sektę, a PJ Waters porzuca swoje własne zasady, unicestwia własne „ja” aby wręcz na kolanach błagać o odwzajemnienie uczuć. Zatracenie, brak logicznego myślenia, dominacja emocji i odczuć nad rozsądkiem, upadek duchowy, to tylko skrót ze scen ukazanych w filmie. Uwolnienie jednak przychodzi, Ruth pali i niszczy rzeczy przypominające jej „dawną” religię, a PJ Waters godzi się z tym, że ich miłość nigdy nie będzie miała prawa do istnienia. Bohater tworzy rodzinę, wychowuje dzieci, a kontakt utrzymywany z Ruth jest przyjacielsko-wspomnieniowy. Ona i on wynoszą ogromną lekcję z tych życiowych , odmiennych miłości. Przejście przez te uczucia wiele ich uczy, uodparnia i pozwala na samorozwój. Jednakże jak i w przypadku bohatera „Lalki”,Wokulskiego, zostaje w nich maleńka część tych chwil, które kiedyś w tak silny sposób na nich oddziaływały. Pewne „miłostki” zostają niczym piętno na całe życie, nie da się ich niczym zatuszować, zapomnieć czy zatrzeć. Można je porównać do rysy na lustrze- chociażby nie wiem jak bardzo się polerowało, próbowało wypełnić czy zreperować jest to niemożliwe, zostanie ono na zawsze i będzie raziło swoją szpetotą do końca własnego istnienia.

„Mulholland Drive” Davida Lyncha to jeden z tych filmów, w których nic nie jest zbyt proste i wiele zależy od interpretacji odbiorcy. Próbując zanalizować to dzieło, można dojść do wniosku, że miłość może objawiać się w najgorszych odmianach jako coś co zupełnie obezwładnia i każe żyć iluzją. Słowo klaustrofobia idealnie opisuje stan Betty, która zakochuję się w koleżance z planu filmowego, Camili. Jej słabość do niej jest do tego stopnia inwazyjna, że zaczyna żyć w zupełnie innym świecie: świecie marzeń i co najgorsze złudzeń. Jej uczucie do Camili jest podwójnie niweczące, nie dość, że niespełnione, to do tego jeszcze poniekąd zakazane, inne, bo homoseksualne. Z każdą chwilą emocje te powodują jej destrukcję, na dodatek Camila zaręcza się z niejakim reżyserem, co doprowadza Betty do skrajnego szaleństwa. Postanawia wynająć płatnego zabójcę, by ukarać sprawcę swojej nieszczęśliwej miłości. Można powiedzieć, że Camila jest winna tych emocji w Betty, pozwoliła im powstać i początkowo sama je potęgowała. Betty jednak nie jest w stanie się uwolnić od oplatających ją z każdej strony uczuć, śmierć Camili na niewiele się zdaje, bo oprócz poprzednich emocji dochodzi przeraźliwa świadomość tego co się zrobiło. Betty definitywnie zapragnęła uwolnić się od tego co ją dręczyło, paraliżowało i wprowadziło w psychozę. Popełniła samobójstwo, nie mogąc znieść siebie samej i tego co w niej zaistniało. Czy można było uniknąć zagaśnięcia tych dwóch istnień? Być może wystarczyłoby, aby Camila nie bawiła się w taki sposób Betty, nie wyzwalała w niej uczuć. Była z pewnością świadoma jaki ma na nią wpływ więc po co dawała jakąkolwiek nadzieję? Powinna być świadoma tego, że jej zachowanie wpływa i przede wszystkim ma prawo wpływać na odczucia innych. Była odpowiedzialna za te uczucia. Nie usprawiedliwia to zabójstwa jej przez Betty, ale stawia w świetle, w którym nie jest ofiarą, a manipulatorką doprowadzającą innych i w końcu pośrednio też siebie do destrukcji.

Klaustrofobia miłości, to dobre określenie dla tych toksycznych uczuć, które w większości są tylko mrzonkami nie mających prawa realizacji w rzeczywistości. Wszystkie trzy powyższe przykłady takie są, ich końcowy rezultat nie przynosi tego co by chcieli opisywani bohaterowie. Nie są to miłości niespełnione, a raczej takie które spełnić się nie mają prawa. Wokulski jako kupiec raczej nie ma szans na małżeństwo z arystokratką, PJ Waters jest mówiąc kolokwialnie zbyt stary dla Ruth, a Betty nie jest w stanie zmienić ani wzbudzić uczuć Camili, szczególnie, że ta z pewnością wolała łatwiejszą drogę heteroseksualnej miłości niż innej, wymagającej zbyt wiele poświęceń. Każdy przypadek jest odmienny, jednak wszystkie trzy łączy jeden fakt, opętanie miłością, która dusi i powoli unicestwia. A przecież nie taki powinien być obraz najpiękniejszego uczucia, które człowiek jest w stanie doświadczyć w teraźniejszym życiu...?