Chciałabym napisać Waszą opowieść. Pochyłe pismo byłoby pajęcze, a strony białe i szeleszczące, zabarwione jedynie tuszem, wylewającym słowa i zdania, kropki i przecinki. Przód okładki miękki, z cienkiej tektury. Powieść rozpoczynałby prolog. Krótki, ale wdzięczny, jakby wyszeptany. Początek powinien opisywać dwoje młodych ludzi, którzy są w stanie oddać wszystko w imię miłości. Ujęłabym to krótko, przesadnie zwięźle. Czytelnikom wydawać by się mogło, że jest wręcz odwrotnie. Ale jeśli tak sądzą, to znaczy, że nigdy nie widzieli tego niezwykłego uczucia, jakie jest między Wami.

Pierwszy rozdział nosiłby tytuł „Miłość jest męką, brak miłości śmiercią”. Zakreśliłabym te słowa zamaszyście, szkarłatnym atramentem. Po prostu nic innego nie byłoby w stanie określić tego, co przeżyliście. Dwa wielkie, godnością równe rody w pięknej Weronie, pełne nienawiści, znów krew szlachetną przeleją dwójki kochanków, przez gwiazdy przeklętych.

Drugi rozdział nie miałby tytułu. Nie potrafiłabym ubrać w jedno lub dwa krótkie słowa następstw, które niczym płomienie i fale zobrazowałyby plątaninę uczuć i sprzeczności, jakie Was ogarnęły. Zdawałoby się, że Wasze oszołomione serca zaraz wybuchną. Miłość to uczucie najtrudniejsze i najpiękniejsze. Życie to podobno najwspanialszy z darów, jakie otrzymaliśmy od genialnego Stwórcy... Czymże jednak jest życie po brzegi wypełnione bolesną tęsknotą za tym uczuciem, która wysysa wszelką radość? Mogliście ją znaleźć tylko w swojej obecności.

Rozdział trzeci, „Łamać”. Gdybym to pisała, nie byłabym pewna, dlaczego tytuł brzmi właśnie tak. Może chodzi o barierę, która stanęła przed Wami w drodze do szczęścia. Miłość ma tak wiele twarzy. Czasem trwa długo, czasem umiera, traci swą moc, pisze scenariusze bez happy endu. Pokonaliście wszystkie jej oblicza, zdobywając miłość nieziemską, która połączyła was na wieki.

Nad tytułem czwartego nie namyślałabym się zbytecznie. „Połowa”, tak, zwyczajnie. Szukając punktu odniesienia do uczucia tragicznego, natknęłam się w wielu audycjach telewizyjnych na młodą parę stulecia, księcia Williama i księżną Catherine. Mogę powiedzieć, że także pochodzili z dwóch różnych światów, jednak zostali obdarzeni miłością szczęśliwą, zwieńczoną ślubem jak z bajki. Z pewnością kochają się równie prawdziwie jak Wy, ale ich historia znalazła się na wielu pierwszych stronach czasopism i gazet, kiedy pamięć o smutnych zakończeniach odchodziła w zapomnienie.

Pokonując śmierć, daliście świadectwo uczucia ponadczasowego, którego nie da się scharakteryzować słowami. Dlatego skończyłabym pisanie w tym miejscu, przerywając zdanie w połowie. Nie postawiłabym kropki. Nie byłoby tylnej okładki. Nigdy nie zakończyłabym tej historii, pisałabym ją nadal, dopisując litery i słowa, zdania i rozdziały, codziennie, do nieskończoności.