Według mnie życie nie jest wyścigiem. Każdy żyje tak, jak chce i robi to co chce, żyje dla siebie lub dla innych. Ma w swoim życiu wzloty albo upadki, a najczęściej raz jest na szczycie, a chwilę później z niego spada. Nie można traktować życia jako wyścigu, ponieważ jest to bardzo "głupie". Postaram się przedstawić klika argumentów potwierdzających moją tezę.

Życie nie może być wyścigiem, ponieważ nie ma za niego żadnej nagrody. Kończy się zawsze tak samo- śmiercią. Bez względu na to, czy było ono pełne sukcesów, szczęścia, czy niedoli, smutku i cierpienia.

Moim zdaniem także to, że nie ma równego startu dla wszystkich zawodników jest problemem- kto wygra taki wyścig? Mały chłopiec, urodzony w niewielkiej wiosce chodzący do misyjnej szkoły, w której do dyspozycji ma jedną książkę i jeden zeszyt oraz ołówek, czy bogaty angielski chłopiec, od małego uczący się w prywatnych szkołach, następnie udający się na studia, zdobywający tam nagrody i dyplomy, gdy w tym samym czasie jego afrykański kolega pracuje w polu, aby utrzymać rodzinę? Od razu widać, że gdy nie ma równego startu i tego samego toru to nie można robić wyścigu. Wszystkie zawody polegają na tym, że jest do pokonania pewna trasa, a wygrywa ten, kto pokona ją pierwszy. Otrzymuje za to nagrodę, która jest z góry wyznaczona i jest czymś miłym, wartościowym, a nie śmiercią Nie można walczyć o śmierć. Jest to bezsensowne.

Uważam, że życie nie jest wyścigiem, każdy stara się jak najlepiej robić to, co umie, lubi, czym się pasjonuje. Mimo tego, że wciąż rywalizujemy podczas nauki w szkole, o dobre oceny, o dostanie się do wymarzonej szkoły, następnie o jak najlepsza pracę, nie możemy nazywać życia wyścigiem. Każdy żyje swoim życiem i jedzie po torze, który sam sobie wyznacza. Wyścig, w którym każdy przegrywa według mnie nie istnieje i dlatego trzeba czerpać z życia radość, a nie rywalizować między sobą.