Tego dnia mama obudziła mnie dosyć wcześnie i kazała mi wyjść z psem na spacer. Z trudem zwlokłem się z łóżka, zjadłem śniadanie, zabrałem psa i niewyspany poszedłem na podwórko.

Byłem zamyślony i nie zwracałem zbytniej uwagi na Kła. Zagwizdałem na niego, ale nie przybiegł, w końcu zorientowałem się, że pies znikł! Zerwałem się jak oparzony i zacząłem go szukać. Przez głowę przelatywało mi tysiące myśli. Miałem przeczucie, że stało się coś niedobrego. Wołałem na niego tak głośno jak tylko mogłem. Z trudem powstrzymywałem łzy. Byłem bezradny... Pozostawało mi tylko wrócić do domu i opowiedzieć wszystko mamie. Tak też zrobiłem. Wpadłem w rozpacz i długo nie mogłem dojść do siebie. Chciałem by Kieł wrócił. Nie myślałem o niczym innym. Teraz liczyło się dla mnie tylko to, by znowu przytulić się do mięciutkiego, białego futerka mojego ukochanego zwierzaka. Mijały dni, tygodnie, miesiące. Nie było godziny, w której nie pomyślałbym o Kle. Przez cały ten czas czułem się, jakbym stracił coś bardzo ważnego w moim życiu. Jakbym stracił wszystko, co posiadam najcenniejszego. Życie nie miało dla mnie sensu. Gdy tylko widziałem dzieci bawiące się ze swoimi zwierzątkami, pogrążałem się w smutku. Ciągle miałem nadzieje, że Kieł do mnie wróci. W ostatni dzień wakacji, poszedłem na długi, sierpniowy spacer z przyjaciółmi. Nagle usłyszałem radosne szczekanie. W mgnieniu oka znalazłem się na ziemi. Naskoczył na mnie duży, biały pies. Szczekał wesoło i lizał mnie po rękach. Gdy wreszcie udało mi się podnieść oniemiałem z wrażenia - ujrzałem swego ulubieńca!

Ogarnęła mnie fala szczęścia. Zacząłem skakać z radości. Piesek również nie ukrywał zadowolenia. Nie spodziewałem się, że jeszcze kiedyś go zobaczę. Od tej pory zwracam na niego większa uwagę. Nigdy nie spuszczam go z oczu. Zdałem sobie sprawę z tego, że Kieł jest moim najlepszym przyjacielem!