Tego dnia mama obudziła mnie dosyć wcześnie i kazała mi wyjść z psem na spacer. Z trudem zwlokłem się z łóżka, zjadłem śniadanie, zabrałem psa i niewyspany poszedłem na podwórko. Byłem zamyślony i nie zwracałem zbytniej uwagi na Kła. Zagwizdałem na niego, ale nie przybiegł, w końcu zorientowałem się, że pies znikł! Zerwałem się jak oparzony i zacząłem go szukać. Przez głowę przelatywało mi tysiące myśli. Miałem przeczucie, że stało się coś niedobrego. Wołałem na niego tak głośno jak tylko mogłem. Z trudem powstrzymywałem łzy. Byłem bezradny... Pozostawało mi tylko wrócić do domu i opowiedzieć wszystko mamie. Tak też zrobiłem. Wpadłem w rozpacz i długo nie mogłem dojść do siebie. Chciałem by Kieł wrócił. Nie myślałem o niczym innym. Teraz liczyło się dla mnie tylko to, by znowu przytulić się do mięciutkiego, białego futerka mojego ukochanego zwierzaka. Mijały dni, tygodnie, miesiące. Nie było godziny, w której nie pomyślałbym o Kle. Przez cały ten czas czułem się, jakbym stracił coś bardzo ważnego w moim życiu. Jakbym stracił wszystko, co posiadam najcenniejszego. Życie nie miało dla mnie sensu. Gdy tylko widziałem dzieci bawiące się ze swoimi zwierzątkami, pogrążałem się w smutku. Ciągle...