Tańczyli na moście

Tańczyli noc całą

Zbiry, katy, wyrzutki,

Wisielce, prostytutki,

Syfilitycy, nożownicy,

Łotry, złodzieje, chlacze wódki.

Tańczyli na moście

Tańczyli do rana.

Żebracy, ladacznice,

Wariaci, chytre szpicle,

Tańczyły tan ulice,

Latarnie, szubienice, hycle.

Tańczyli na moście

Dostojni goście:

Psubraty!

Starcy rozpustni, stręczyciele,

Wstydliwi samogwałciciele,

Wzięli się za rece,

Przytupywali,

Grały harmonie, harmoniki,

Do świtu grali,

Tańczyli tan swój dziki:

Dalej! Dalej!

Żarli. Pili. Tańczyli.

A był jeden obcy,

Był jeden nieznany,

Patrzyli nań spode łba,

Ramionami wzruszali,

Spluwali.

Wzięli go na stronę:

Mówili, mówili, pytali,

Milczał.

Podszedł Rudy, czerwony:

- Coś za jeden?

Milczał.

Podszedł drugi, bez nosa,

Krościasty:

- Coś za jeden?

Milczał.

Podszedł pijus, wycedził

- Coś za jeden?

Milczał.

Podeszła Magdalena:

Poznała, powiedziała...

Płakał...

Ucichło. Coś szeptali.

Na ziemię padli. Płakali.

Autor chciał ukazać, jak zdefraudowane jest nasze społeczeństwo, jak nie wiele pozostało w nas człowieczeństwa, tego pierwotnego, nie skażonego złem. Coraz więcej w naszym świecie jest "łotrów, złodziei, chlaczy wódki" nie zwracających uwagi na to co w życiu najważniejsze, czyli okazywanie współczucia i zrozumienia dla bliźnich. Wiersz ten ukazuje, czym tak naprawdę jest prawdziwa wiara. Człowiek wierzący nie potrzebuje świadectwa, czy też jawnego znaku danego nam od Stwórcy.