Minął już jeden dzień od kiedy odszedł Mały Książę. Przez cały czas obwiniam się za jego odejście. Często byłam dla niego niemiła, ciągle o coś go prosiłam, nie dziękując. Gdybym zwracała uwagę na to co czyje i nie byłabym tak bardzo skupiona na swojej osobie, zapewne dalej by się mną opiekował i może nawet byśmy oglądali teraz wspólnie zachód słońca. Podczas jednej z ostatnich rozmów z ukochanym przekonywałam go, że moje cztery kolce obronią mnie przed tygrysem z pazurami, teraz na samą myśl o dzikich zwierzętach, jakie mogą przyjść, kiedy będę spała, odczuwam lęk i strach. Gdyby był tu Mały Książę, na pewno by mnie uspokajał, mówił że nic nie przyjdzie ale go tu nie ma i po przeze mnie. Przez cały czas wyrzucam sobie, że nie doceniałam jego poświęceń. Podlewał mnie, abym miała co jeść, zakładał na noc klosz bym nie zmarzła, ustawiał parawan by ochronić mnie przed przeciągami, zabijał te nieszczęsne gąsienice, które przez cały czas podgryzają moje piękne listka. Teraz kiedy Mały Książę odszedł jestem brzydka, gdyż nie mam już dla kogo żyć. On odszedł z mojej winy i zapewne szybko nie wróci ale kiedy następnym razem odwiedzi swoją planetę ujrzy to co pozostał po mnie. Ale żeby się nie zamartwiał że to z jego winy zmarłam pozostawię mu lis. Napisze w nim że po jego odejściu się zmieniłam i zrozumiałam, że w najważniejszą osobą na tej planecie nie byłam ja tylko on. Mały Książę poświęcił mi tyle czasu, a ja go nie doceniłam tera ponoszę za to konsekwencje...