Dwa utwory W. Kuczoka – opowiadanie Dioboł z tomu Opowieści słychane i powieść Gnój, podejmują tę samą tematykę, opisując dwie różne, a zarazem podobne śląskie rodziny, w których dochodzi do maltretowania syna ze strony ojca. Relacje pomiędzy głównymi bohaterami obu utworów, ich przeżycia i odczucia są pełne analogii, dlatego bez problemu można je zestawić i porównać.

Bohaterem pierwszego opowiadania jest bezimienny chłopak. Poznajemy urywki z różnych etapów jego życia: dzieciństwa, dojrzewania, dorosłości. Chłopak wychowywany jest przez ojca – matka umiera, gdy jest jeszcze mały. Dorastaniu chłopaka towarzyszy wieczny strach: obecny czy to w przedszkolnej sali, kiedy chłopak obawia się przyłapania na nie zjedzeniu rogalika, czy to w domu, kiedy ojciec wyciąga pejcz, by go ukarać, albo po mszy, gdy nie potrafi zdać ojcu relacji z treści kazania. Dziecko jest maltretowane, bite i wyzywane od „diobłów” i „pieronów”. Gdy w jego życiu pojawia się urocze zwierzę – pies, bardzo szybko dochodzi do tragedii – pies atakuje ojca, co w konsekwencji doprowadza do mordu na zwierzęciu przeprowadzonym przez dorosłego.

Wojtek, bohater Gnoju, dorasta w podobnej atmosferze. Bity przez ojca, również za pomocą pejcza, wyzywany i torturowany także psychicznie, dorasta w wiecznym strachu. Ojciec wyżywa się na synu, z satysfakcją zadaje mu ciosy na zapas, wymierza kary z najbłahszych powodów i nie zdaje sobie sprawy z siły swoich uderzeń. Matka chłopca żyje, ale pełni niewielką rolę w jego życiu – usuwa się w cień, nie broni go przed ojcem, a nawet jeśli próbuje to robić, nie osiąga większych rezultatów. Wojtek traktowany jest jak zwierzę, pies, ojciec tresuje go tak samo jak swoje czworonogi, nazywając go szczeniakiem rasy ludzkiej:

T e n pejcz musiał mieć swój zapach, bo zanim stary K. przystępował do seansów wychowawczych, czy to w stosunku do suki, czy do mnie, podtykał nam pod nos t e n pejcz i kazał wąchać; już drżąc lekko podekscytowany władzą, już nie mogąc doczekać się chwili, w której zada pierwsze razy, mówił jeszcze „no powąchaj”. (s. 63)

Obaj chłopcy mają jedno marzenie: przerwać to, co się dzieje, odwdzięczyć się za wszystkie krzywdy. Wojtek pragnie, by wybuchła wojna, żeby mógł bezkarnie zabić swojego ojca:

Chciałem, żeby wybuchła wojna. Czekałem, aż wybuchnie jakaś wojna, choćby tylko na kilka dni, wstąpiłbym wtedy do armii wrogiej tej, w której walczyłby stary K., a nawet gdyby nie walczył w żadnej, gdyby schował się gdzieś i próbował przeczekać, ja byłbym we wrogiej armii i wykonywał jej rozkazy, a rozkazem byłoby strzelać do przeciwników, wtedy w majestacie prawa mógłbym przyjść do domu i zastrzelić starego K., potem wojna mogłaby się skończyć. (s. 69)

Natomiast chłopak z Diobła pragnie dorosnąć, żeby stać się silniejszym od ojca, aby ten nigdy nie odważył się go już uderzyć. Pragnie też odwdzięczyć się i ukarać go za każdy cios:

...ale w domu czeka nieuniknione, pejcz, krzyk, łzy i ból aż do wieczora, przez cała noc, i nienawiść, postanowienie, że jeszcze nie dziś, jeszcze nie teraz, ale kiedyś na pewno, kiedyś na pewno rozliczy się z każdego uderzenia, dokładnie, bez przeoczeń, kiedyś… (s. 205)

W obu tekstach pojawia się też motyw spożywania posiłków. Bohater Diobła ma problem ze zjedzeniem rogalika w czasie przerwy śniadaniowej w przedszkolu. Strach uniemożliwia mu jedzenia, dławi się i nie potrafi przełknąć posiłku, co doprowadza do gniewu przedszkolanki. Wojtek ma podobne problemy – nie znosi żurku zrobionego własnoręcznie przez ojca. Spędza nad talerzem kolejne minuty, pilnowany i ponaglany do jedzenia. Za pełny talerz czeka go kolejna kara cielesna, spotkanie z pejczem ojca.

Ale mimo nienawiści chłopcy czują się związani ze swoimi opiekunami. Czekają na dobre chwile, na odruchy człowieczeństwa, na wzruszenia, krople łez, które świadczyłyby o tym, że ich rodzice nie są tak do końca źli. Gdy Wojtek przebywa w sanatorium tęskni do domu, nawet do przeraźliwego ojca, marzy o tym, by poczuć się znowu „swój”, za wszelką cenę. Chłopak z drugiego opowiadania czeka na jedną zbłąkaną łzę w oczach ojca, po tym jak zaatakował go pies i jest szczęśliwy, kiedy ją zauważa.

U obu ojców uwidacznia się też ciekawa cecha: mimo krzywd, które zadają swoim dzieciom, są bardzo religijni, chodzą do kościoła, modlą się, uważają się za poprawnych katolików, a jednocześnie są zdolni do okrucieństw – to zakłamana wiara na pokaz.

Śmierć ojców wbrew pozorom nie przynosi rozwiązania. Dorosłego Wojciecha w myślach wciąż ściga obraz „tego” domu, nie potrafi uciec przed przeszłością, widzi w sobie obraz ojca, jego cechy, wspomnienia są w nim ciągle żywe, na zawsze odcisnęły piętno na jego psychice:

I wszędzie tam, dokąd dotarłem, ciągnąłem za sobą cień t e g o domu, im dalej uciekłem, tym bardziej się naprężał, krępował mi ruchy, spowalniał kroki; w im bardziej świetliste miejsca trafiałem, tym bardziej mnie cień naznaczał; „nie zasłaniaj mi światła”, słyszałem wszędzie, gdzie się kładłem cieniem, a przez długi czas się kładłem, przez długi czas się pokładałem, ratunku szukając w stadnych bezsennościach, a potem we śnie. I zmęczyłem się śmiertelnie w tym cieniu, w tym zimnie, a nim uległem ostatecznie, zdążyłem stracić mowę. (s. 212)

Wojciech szuka spokoju, odpoczynku i zapomnienia, ale przeszłość gnębi go zbyt bardzo, by tego doznać. W ostatnich wersach powieści padają słowa: Byłem, już mnie nie ma. (s. 213)

Podobne są doświadczenia drugiego mężczyzny: choć próbuje sobie ułożyć życie, ma żonę i syna, nękają go wspomnienia tego, co było. Widzi w sobie obraz ojca, a w swoim synu obraz samego siebie. Nie potrafi żyć, czuje nienawiść do całego świata. Decyduje się na samobójstwo, bo tylko zniknięcie wydaje mu się jedyną drogą do odnalezienia zrozumienia i spokoju:

… widzi twarz ojca, który wie i czeka na niego, kiedy zakłada sobie pętlę i kopie stołek, zanim halinka zapuka do pokoju, widzi twarz ojca, która po raz pierwszy jest pełna zrozumienia, idzie więc do niego, bez powrotu. (s,. 208)

Kuczok pokazuje nam w swoich utworach dwa obrazy patologicznych rodzin, dla których nie ma ratunku. Pozwala nam prześledzić rozwój dziecka dojrzewającego w chorej atmosferze i konsekwencje, jakie to ze sobą niesie. Z jego twórczości przebija przejmujący smutek i brak nadziei. Pokazuje sytuacje, których nie da się naprawić, prowadzące do całkowitego rozpadu i nieszczęścia. Utwory te są dowodem jak wielkim i trudnym do rozwiązania jest problem agresji i patologii w rodzinie.