
Nowa Fala - Barańczak
Stanisław Barańczak to czołowy przedstawiciel tzw. Pokolenia Nowej Fali – poetów i pisarzy urodzonych pod koniec okupacji, bądź tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Przeżyciem pokoleniowym tej generacji były zwłaszcza wydarzenia marca 1968 (protesty studentów po zdjęciu z afiszy spektaklu „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka) oraz grudnia 1970 (strajki robotników na wybrzeżu). Poetyka Nowej Fali opierała się na negacji zastanego stanu literatury polskiej, była więc zasadniczo różna od poetyki pokolenia Współczesności .
Stanisław Barańczak to czołowy przedstawiciel tzw. Pokolenia Nowej Fali – poetów i pisarzy urodzonych pod koniec okupacji, bądź tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej. Przeżyciem pokoleniowym tej generacji były zwłaszcza wydarzenia marca 1968 (protesty studentów po zdjęciu z afiszy spektaklu „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka) oraz grudnia 1970 (strajki robotników na wybrzeżu). Poetyka Nowej Fali opierała się na negacji zastanego stanu literatury polskiej, była więc zasadniczo różna od poetyki pokolenia Współczesności . Nowofalowcy krytykowali literaturę estetyzującą (czyli upiększającą obraz rzeczywistości) – pragnęli ukazać świat – czyli szarą, PRL-owską rzeczywistość, taką jaką była naprawdę. Poezja Nowej Fali obrazuje codzienność szarego człowieka, obywatela państwa totalitarnego; ukazuje go w różnych codziennych sytuacjach, np. jako mieszkańca szarego blokowiska, uczestnika sklepowej kolejki. Poezja ta bazuje również, a może przede wszystkim, na różnego rodzaju aktach mowy, którymi posługiwała się propaganda komunistyczna, które były nieodzownym atrybutem życia w tamtych czasach, a więc: artykułem prasowym, plakatem propagandowym, komunikatem, sprawozdaniem, ankietą, formularzem itp. Wyżej wymienione akty mowy, jako typowe dla języka komunistycznej propagandy, posługiwały się „nowomową”, czyli właśnie językiem, mającym na celu indoktrynację, fałszującym rzeczywistość itp. Nowomowa została wykorzystana w poezji Nowej Fali w celu jej własnej demaskacji; poeta staje się nieufnym wobec języka; demaskując go, ukazuje jednocześnie prawdę o zafałszowanej rzeczywistości. Właśnie owo ukazywanie prawdy, poprzez stosowanie konkretu i ironii, stało się cechą rozpoznawczą poezji Stanisława Barańczaka, nazwanego przez krytyków „sumieniem” Pokolenia ’68. W wierszu pt. „Pan tu nie stał” mamy do czynienia z sytuacją kolejki w sklepie; kolejki długiej, stojącej wiele godzin – kolejki, w której ludzie zajmowali sobie miejsca itp. – a która urosła niemalże do rangi symbolu epoki PRL-u. Utwór, pozornie chaotyczny, skonstruowany jest na zasadzie „zlepienia” różnego rodzaju związków frazeologicznych oraz potocznych wyrażeń, utworzonych na bazie czasownika „stać”. Przy czym związki frazeologiczne: stać za kimś murem, stać na stanowisku, stać na czele [np. partii] stanowią dyskretną, choć oczywistą aluzję do języka propagandy komunistycznej – zwroty te pojawiały się bowiem bardzo często w przemówieniach, komunikatach, w prasie, telewizji itp. Kolejne zwroty ( stać [kogoś na coś], stać na ziemi, stać otworem, stać na uboczu, stać w miejscu, stawiać się, stać na szarym końcu) mogą być opisem sytuacji stania w kolejce po prostu. Możemy je jednak odczytywać również jako rodzaj słowotwórczej zabawy – testowania możliwości języka (co poniekąd zbliża poetykę Nowej Fali do poezji lingwistycznej). Bawiąc się słowem, poeta „wypróbowywuje” możliwości semantyczne języka – ukazuje to samo słowo wchodzące w wiele związków, a tym samym nabierające nowych znaczeń. Słowo może zatem znaczyć bardzo wiele, bądź nie znaczyć nic. Komunistyczna nowomowa jest zatem bełkotem, zlepkiem słów o nieokreślonym sensie – podobnie, jak nieokreślony jest ów zlepek wyrażeń związanych ze „staniem”. Mogą to być przypadkowe, spisane naprędce wyrażenia, zasłyszane przez poetę właśnie podczas stania w kolejce. Poeta czerpie zatem z obserwacji rzeczywistości; w swojej poezji korzysta z tego co widzi i słyszy; w mediach, na ulicy, w kolejce itp. Jego obserwacje służą w poezji demaskacji widzianego świata, na który poeta się nie godzi. W analizowanym przeze mnie utworze można ponadto dostrzec subtelną ironię, przejawioną w doborze wspomnianych już związków frazeologicznych oraz w zakończeniu: „stawaj /pan w pąsach na szarym końcu, w końcu /znajdzie się jakieś miejsce i dla pana” – poeta odsyła tymi słowami wpychającego się mężczyznę na koniec kolejki. Rozumiejąc te słowa szerzej, możemy powiedzieć, że tak jak w kolejce, tak w szarej rzeczywistości PRL-u każdy ma swoje przydzielone mu miejsce, wypełnia określone role społeczne i polityczne, od których nie ma odstępstwa. W utworze „Spójrzmy prawdzie w oczy” Barańczak ukazuje codzienność za pomocą interesującego konceptu: wszystkie bowiem metaforyczne i dosłowne określenia wiążą się w jakiś sposób z tytułowym motywem oczu. Również w tym utworze poeta posługuje się licznymi związkami frazeologicznymi. Związek tytułowy, „spojrzeć prawdzie w oczy” – oznacza właśnie: ukazać prawdę, stawić jej czoła – nawet, jeśli jest to prawda trudna do zaakceptowania. Mówi się ponadto, że „oczy są zwierciadłem duszy” – nieprzypadkowo więc uczynił je poeta „zwierciadłem” odbijającym rzeczywistość. Również i w tym utworze poeta jawi się nam jako doskonały obserwator rzeczywistości. „Wpatruje” się on bowiem w „nieobecne oczy” przechodniów; „stężałe oczy” śledzące rozkład autobusów, „krótkowzroczne oczy” człowieka czytającego gazetę, „w oczy pośpiesznie/ obmywane rankiem / z nieposłusznego snu, pośpiesznie ocierane /za dnia z łez nieposłusznych”. Poprzez oczy charakteryzuje poeta ich właścicieli; przeciętnych, szarych ludzi, zagubionych w rzeczywistości PRL-u, zmęczonych tą rzeczywistością ludzi pracy, „przyłapanych” na codziennych czynnościach; czytania gazety, jazdy autobusem. Są to ludzie pogrążeni w melancholii, bez entuzjazmu, niejako zatopieni w szarej codzienności. Całe życie toczy się jakoby w pośpiechu – tak człowiek żyje, pracuje oraz umiera (oczy „pośpiesznie zakrywane monetami” stanowią aluzję do dawnych obrzędów pogrzebowych). Poeta zawarł w tym utworze wskazówkę moralną, przesłanie, skierowane do „szarego człowieka” – należy „stanąć na wysokości oczu” (jest to niewątpliwie gra słowna ze związkiem frazeologicznym „stanąć na wysokości zadania”) – należy zatem być gotowym do zmierzenia się z prawdą, przyjrzeć się prawdzie, zdemaskować ją i nie bać się jej głośno wypowiedzieć. Prawda ma „szare oczy” – cała bowiem rzeczywistość epoki jest właśnie szara i smutna; brak tu miejsca na przeciętność i indywidualizm, liczą się tylko masy, nie ma znaczenia jednostka. Oczy prawdy są: „wlepione w afisz i utkwione w chmurach” – afisz stanowi oczywisty przykład propagandy komunistycznej. W zestawieniu z chmurami, afisz może symbolizować to, co przyziemne, codzienne, zwyczajne; to co podane jest do powszechnej wiadomości. Chmury z kolei mogą symbolizować sferę marzeń, tego co „nieprzyziemne”, górnolotne; tego, co odrywa człowieka od szarej codzienności. Prawda dotyka obu tych sfer; prawda ma podfałszowywać rzeczywistość, ma pokazywać drogę stawiania czoła rzeczywistości, ma kierować człowieka ku sposobom oderwania się od monotonnej codzienności. „A choćby się pod nami nigdy nie ugięły nogi, to jedno będzie nas umiało rzucić na kolana” – pisze poeta w zakończeniu utworu. „Tym” są owe oczy – zwierciadło prawdy. Idąc szerzej ty tropem, można dojść do wniosku, że to jedno, co pozostaje człowiekowi zamkniętemu w szarej rzeczywistości, to jedno, co można i czego należy bronić – to właśnie wartość prawdy, czyli niezachwianej moralności i poszanowania ludzkiej godności. Nawet jeśli człowiek nigdy nie znajdzie się w trudnej sytuacji (a więc takiej, gdy jego wartości, godność, czy byt będą zagrożone), powinien umieć stawiać czoła prawdzie, postępować godnie, ponieważ prawda jest świętością (która rzuca na kolana!).
Reasumując, możemy powiedzieć, iż utworów Stanisława Barańczaka wyłania się pewna wizja rzeczywistości polskiej okresu PRL-u oraz życia społecznego w ustroju państwa totalitarnego. Wiele razy użyliśmy już określenia „szara rzeczywistość” – ponieważ przymiotnik ten najlepiej charakteryzuje świat przedstawiony tej poezji. Jest to rzeczywistość przesiąknięta fałszem nowomowy i komunistycznej propagandy, rzeczywistość wroga człowiekowi. Elementami codzienności jest praca, zmęczenie, lektura szarych gazet (które również kłamią!), afiszy, komunikatów. W codzienności PRL-u nie ma miejsca na indywidualizm jednostki, człowiek postrzegany jest tylko jako część masy. Różne są również trudności, z którymi muszą borykać się ludzie – bywa, że muszą stoczyć walkę w obronie swych praw i godności; częstym elementem tej rzeczywistości są choćby przesłuchania, donosy itp. Poezja „Nowej Fali” stara się właśnie ukazywać prawdziwe (więc negatywne) oblicze tej rzeczywistości, które przez organa propagandy ukazywane było przecież w samych superlatywach. Poezja tego pokolenia jest więc właśnie „przyznaniem się do prawdy” – odkłamaniem rzeczywistości, ukazaniem jej taką, jaką była naprawdę dla przeciętnego, szarego obywatela, a nie taką, jaką chciały ją ukazać władze totalitarne.
