Soplicowo

Śnił mi się domek położony na małym pagórku. Wiatr delikatnie ruszał długą trawą porastającą na obrzeżu dróżki skierowaną w stronę budynku. Poszedłem dróżka w stronę domku spoglądając co trochę na piękne krajobrazy. Po prawej stronie rósł gęsty, zielony las. Po drugiej stronie była przepaść, której nie było widać końca. Wraz z zbliżaniem się do budynku zauważyłem, że jest bliżej przesunięty lasu. Znajdowałem się już prawie u celu. Dom z bliska wydawał się o wiele większy niż z daleka.

Śnił mi się domek położony na małym pagórku. Wiatr delikatnie ruszał długą trawą porastającą na obrzeżu dróżki skierowaną w stronę budynku. Poszedłem dróżka w stronę domku spoglądając co trochę na piękne krajobrazy. Po prawej stronie rósł gęsty, zielony las. Po drugiej stronie była przepaść, której nie było widać końca. Wraz z zbliżaniem się do budynku zauważyłem, że jest bliżej przesunięty lasu. Znajdowałem się już prawie u celu. Dom z bliska wydawał się o wiele większy niż z daleka. Miał on małe, drewniane frontowe drzwi oraz dwie pary okien po obu stronach. Ściany były pomalowane na kolor beżowy, a dach pokryty czerwonymi dachówkami. Przed domek rosły żółte tulipany, które było równej odległości od siebie. Zapukałem do drzwi, lecz nikt nie otwierał. Starałem się popatrzyć przez okno, ale nic nie mogłem przez nie zobaczyć. Po dłuższym czasie przycisnąłem klamkę. Drzwi uchyliły się i wszedłem do środka. I znalazłem się w swoim własnym domu. Cała rodzina była w domu. Mama krzątała się w kuchni, tato naprawiał szafę w dużym pokoju, a moja siostra słuchała muzyki. Wszyscy zachowywali się normalnie, jak gdyby mieszkali na tym samym osiedlu co wcześniej, a nie w domku położonym na wzgórzu. Wtedy się obudziłem.

Potem przemyślałem wszystko jeszcze raz i stwierdziłem, że moim Soplicowem nie jest budynek czy jakaś rzecz, jest nim moja własna rodzina.