
Czarny Pan
Tytuł: Czarny Pan Autor: P.E.K. Czas i miejsce akcji: 1552r, Opactwo Benedyktynów w Tyńcu Postacie: Gian Pietro Carafa (Inkwizytor) Siemomysł (Mnich) Lawrenc (Opat) Florian (Hospitaliusz) Dagobert (Templariusz) Leon (Mistrz nowicjatu) ~Cisza przed burzą~ Tego wieczora jak każdej soboty Magister Leon, w roli doświadczonego mieszkańca zakonu, nauczał nowicjuszy codziennego życia. Nie bez powodu został na niego wybrany. Jest najlepszy w tym fachu. Umiejętności zarządzania i edukowania innych przychodziły mu z łatwością. Wszyscy tłumaczyli to genami.
Tytuł: Czarny Pan Autor: P.E.K. Czas i miejsce akcji: 1552r, Opactwo Benedyktynów w Tyńcu Postacie:
- Gian Pietro Carafa (Inkwizytor)
- Siemomysł (Mnich)
- Lawrenc (Opat)
- Florian (Hospitaliusz)
- Dagobert (Templariusz)
- Leon (Mistrz nowicjatu) ~Cisza przed burzą~
Tego wieczora jak każdej soboty Magister Leon, w roli doświadczonego mieszkańca zakonu, nauczał nowicjuszy codziennego życia. Nie bez powodu został na niego wybrany. Jest najlepszy w tym fachu. Umiejętności zarządzania i edukowania innych przychodziły mu z łatwością. Wszyscy tłumaczyli to genami. W prawdzie pochodzi z wykształconej rodziny, a jego rodzice to bardzo oczytani ludzie, jednak to wiele lat doświadczeń nauczyło go takich działań. Za nie cały miesiąc zapowiedziana została uroczystość ślubowania kandydatów na braci, więc czasu zostało naprawdę nie wiele. Nastał czas potrzeby posiadania bliższych więzi z Bogiem, stąd też tak ogromne zainteresowanie dołączeniem do grona benedyktynów. Nie było to takie proste, ponieważ do zakonu nie mógł trafić każdy. Na pozór takie proste, a jednak. Szkolenia Mistrza wymagały ogromnego skupienia i szczerej intencji. Tak zwani nie proszeni goście nie przetrwaliby tego. Tylko cierpliwość, wewnętrzny spokój i wiara w Boga dawała wstęp. Po skończonej wspólnej modlitwie, Leon wraz z Siemomysłem udali się głównym korytarzem do biblioteki. Nazywana skarbnicą. Nic dziwnego. Przeogromna, trzyizbowa, wyłożona starannie wypolerowanym kamieniem. Na chwilę obecną liczyła 4394 księgi. Między innymi: księgi liturgiczne, Pismo św., komentarze, pisma Ojców Kościoła oraz uznanych i aprobowanych przez Kościół teologów, a także podstawową literaturę szkolną. W posiadaniu również była obszerna literatura ascetyczno-mistyczna oraz kaznodziejska a także pisma z zakresu historiografii, filozofii antycznej, prawa. Brat Siemomysł bardzo lubił przebywać w tym miejscu. Cenił je za tą niezwykłość, którą w sobie kryje. Ale przede wszystkim kochał pięknie oprawiane, ręcznie pisane oraz zdobione tomy. Sam chciał kiedyś dokonać czegoś podobnego. Bardzo cenił sobie rady Mistrza oraz Opata. Z pewnością przy ich boku za kilkadziesiąt lat mógłby zastąpić któregoś z nich. Szybko uczył się. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się mu skłamać podczas kapitulacji win. W czasie jej trwania zakonnicy wyznawali swoje grzechy. A gdy jakiś pominęli, inni mnisi na nich donosili. Wiedział jakie są konsekwencje, więc nie starał się nawet nikogo oszukać. Z tego względu miał jako nieliczny, nieograniczony dostęp do księgozbiorów. Nastała już godzina dziewiąta, więc zgodnie z planem Florian wyszedł na codzienny obchód. Do jego obowiązków należała kontrola wszystkich pomieszczeń oraz zamknięcie klasztoru na czas nocy. Tak i też stało się tego wieczoru. Jednak doszło do niespodziewanego sporu pomiędzy Hospitaliuszem, a Siemomysłem. Nie lubili się, lecz nigdy nie stanęli na wojennej ścieżce. Tym razem zapowiadało się inaczej.
- Precz stąd, bo nie ręczę za siebie ! – Florian krzyknął z wielką pogardą, nie zwracając uwagi na wielkie przejęcie ze strony Brata. Siemomysł zawsze starał się być bezkonfliktowy. Nie chciał więc wchodzić w dyskusje, które mogły doprowadzić to poważniejszych problemów. Odparł więc na tą zaczepkę bardzo delikatnie:
- Przepraszam, pójdę do siebie. Już nikt więcej się nie odezwał, więc młody mnich zgodnie z tym co powiedział, wybrał się do swojego pokoju na wyższej kondygnacji. Prowadziły do niego centralne schody klasztoru. Jednak w połowie drogi ogarnęła go silna potrzeba modlitwy. Nie chciał się narażać na kolejne spotkanie z tym człowiekiem lecz było to silniejsze od niego. Udał się lewą stroną budynku na dół do kaplicy. To jedyne pomieszczenie oprócz pokoi, które otwarte było zawsze. Cicho i powoli wszedł do niej. Zamknął drzwi i usiadł w pierwszej ławce naprzeciw tabernakulum. Jednak próbując odmówić modlitwę do Benedykta z Nursji, coś mu to uniemożliwiło. Poczuł dziwny ziąb ze strony ołtarza. Przez dłuższą chwilę był zdezorientowany. Wstał, podszedł bliżej hostii, pokłonił się i wyszedł. Jedynie to był wstanie wykonać. Miał jednak wielkie wyrzuty sumienia, że nie został dłużej by lepiej poczuć tę tajemniczą atmosferę.
