
Elżbieta Drużbacka jako strażniczka obyczajów i moralizatorka w obliczu kryzysu małżeństwa w wierszu „Skargi kilku dam w wspólnej kompanii będących, dla jakich racyj z mężami swoimi żyć nie chcą”
Elżbieta Drużbacka jako strażniczka obyczajów i moralizatorka w obliczu kryzysu małżeństwa w wierszu „Skargi kilku dam w wspólnej kompanii będących, dla jakich racyj z mężami swoimi żyć nie chcą” Podobno Elżbieta z Kowalskich Drużbacka nie była pisarką wybitną. Taki pogląd należy do większości badaczy literatury, począwszy od Juliana Krzyżanowskiego, który do poetki odnosi się z ogromną rezerwą i chłodem, przez Antoniego Lange, który o Drużbackiej mówił jako o „szczebiotliwej kobiecinie o fatalnych nieraz właściwościach frazeologii” , a skończywszy na Wacławie Borowym, który pisze o Drużbackiej z większą sympatią, jednak zauważa niedociągnięcia i braki w jej twórczości.
Elżbieta Drużbacka jako strażniczka obyczajów i moralizatorka w obliczu kryzysu małżeństwa w wierszu „Skargi kilku dam w wspólnej kompanii będących, dla jakich racyj z mężami swoimi żyć nie chcą”
Podobno Elżbieta z Kowalskich Drużbacka nie była pisarką wybitną. Taki pogląd należy do większości badaczy literatury, począwszy od Juliana Krzyżanowskiego, który do poetki odnosi się z ogromną rezerwą i chłodem, przez Antoniego Lange, który o Drużbackiej mówił jako o „szczebiotliwej kobiecinie o fatalnych nieraz właściwościach frazeologii” , a skończywszy na Wacławie Borowym, który pisze o Drużbackiej z większą sympatią, jednak zauważa niedociągnięcia i braki w jej twórczości. Jednak ocenianie poetki całościowo nie jest dobrym pomysłem. Mnogość tematów, wielość ujęć i zmiana nastawienia do podejmowanej problematyki z biegiem czasu, uniemożliwia to zadanie. Należy więc odczytywać wiersze Drużbackiej wybiórczo, najlepiej pojedynczo. Rzeczywiście, nie wszystkie napisane są na podobnym poziomie, z zastosowaniem inspirowanych klasykami figur retorycznych (choć zdarza się to nader często), czy ściśle trzymając się reguł wersyfikacyjnych. W większości z nich można jednak bez trudu odnaleźć wartość artystyczną i zaspokoić głód poetycki. Z wielu z nich możemy również nauczyć się czegoś, kipi w nich bowiem od dobrych rad, które poetka podsuwa młodszym od siebie i mniej doświadczonym, posiadając oczywiście dobre intencje. Drużbacka sama mówiła o swojej twórczości, że są to „niewieście koncepta, które żadnej w nauce praktyki nie mając, ledwie znają imię poetyki” , była więc świadoma jak daleko jej do wybitnych twórców z epok wcześniejszych, sugerując jednocześnie (co szokujące), że na poziom jej talentu i umiejętności wpływa również fakt, iż jest kobietą. Ocenę ogólnego dorobku literackiego okresu przedstanisławowskiego ocenia się negatywnie . Ciężko szukać dowodów na wyjaśnienie tej tezy, można z nią jednak spekulować. W przypadku Drużbackiej mamy bowiem do czynienia z solidną reprezentacją epoki. Jako osoba aktywna i obecna w życiu towarzyskim ówczesnych elit, kobieta z talentem dostrzeżonym przez magnatów i wspomagana przez nich finansowo, znająca życie i obyczaje również dzięki licznym podróżom (krajowym i zagranicznym) bezsprzecznie przyczyniła się do rozwoju literatury na ziemiach polskich w wieku XVIII.
Głównym tematem wierszy Elżbiety Drużbackiej jest miłość. Jest to zarówno miłość tradycyjna, typowa dla współczesnych jej czasów, z podziałem na aktywnego mężczyznę i pasywną kobietę, miłość zmysłowa, cielesna i wyzwolona, miłość romantyczna ale też momentami uczucie zmysłowe a nawet sprośne. Zawsze jest to jednak związek uczuciowy łączący dwoje ludzi: kobietę i mężczyznę. Niestety, związek ten nie zawsze jest udany. Drużbackiej, która mężatką była raz i męża swego darzyła szczerym i niezwykle silnym uczuciem (niestety, pożegnała go kilka lat po ślubie), ciężko było zrozumieć taką kolej rzeczy. Odniosła się do tego zjawiska w wierszu „Skargi kilku dam w wspólnej kompanii będących, dla jakich racyj z mężami swoimi żyć nie chcą”.
Wiersz, który mimo, iż stworzony został w tonie satyrycznym, charakteryzuje się silnym ładunkiem dydaktycznym. Poetka, która (będąc osobą silnie wierzącą i tworzącą również na pochwałę Boga) jawnie sprzeciwiała się rozwodom, napisała wiersz wychodząc naprzeciw młodym kobietom, które niedawno zostały żonami. Aby w pełni zrozumieć naukę płynącą z wiersza, przytoczę sytuację liryczną.
Wiemy, iż podmiotem lirycznym utworu jest kobieta, wypowiada się on bowiem w rodzaju żeńskim. Spaceruje po ogrodzie w godzinach porannych, modląc się. W pewnym momencie słyszy głosy kilku kobiet. Dostrzega je siedzące na darni i zażywające tabakę. Podmiot z zainteresowaniem przysłuchuje się rozmowie, pozostaje jednak niezauważony – chowa się za drzewami. Obserwuje kobiety płaczące, wzdychające, narzekające. Czuje solidarność wynikającą z tożsamości płci, współczuje im. Następnie informuje odbiorcę co usłyszała. Pierwsza z kobiet wypowiadających się ma żal do swojego męża, że nie jest wystarczająco rozrywkowy. Nie może znieść, iż jest on domatorem, który zamiast używać życia w świecie, podróżować, bawić się, bez ustanku pozostaje w czterech ścianach. Nie organizuje zabaw również w domu, zaniedbując tym samym żonę. Zamiast rozmawiać z nią o sprawach istotnych, woli doglądać zwierząt i gospodarstwa. Narzeka również na braki w domowej spiżarni – mąż nie zapewnia jej nawet tak podstawowego produktu jak kawa, zamiast tego poi ją piwem z serem. Druga z kobiet licytuje się z pierwszą: twierdzi iż jej cierpienie jest większe, ponieważ poślubiła skąpca. Wspomina o mało urozmaiconym jadłospisie, ma za złe mężowi, że nie rozpieszcza jej prezentami i bibelotami, zarzuca mu głupotę. Trzecia dama wyśmiewa problemy dwóch pozostałych nazywając je fraszkami. Ma jednak podobny problem, co pierwsza pani. Mąż również zaniedbuje jej potrzebę poznania. Ubolewa nad ograniczoną ilością wojaży: nie była w Warszawie, nie wiedziała Izby Senatorskiej ani Sejmu. Cierpi, bo nie bywa na balach, wydarzeniach kulturalnych. Mąż każe jej zajmować się obejściem, osadzając ją przy kurach. Nie dba o jej nienaganny strój, nie przejmuje się, że jego żona nie podąża za najnowszymi trendami w modzie. Trzecia dama jako pierwsza wspomina o zamiarach związanych z rozwodem. Kolejna kobieta czuje się lepiej słuchając poprzedniczek: widzi, że nie jest w swojej niedoli sama. Małżonek zaniedbuje jej potrzeby. Poprosiła go o modną wówczas bekieszę, jednak on zignorował jej apel, próbuje na niej oszczędzać zastępując aksamit dużo tańszym suknem, aby spłacić kredyt każe jej pracować. Nazywa go więc prostakiem i planuje porzucić. Ostatnia z dam wytacza ciężkie działa – piekli się bowiem o wachlarzyk. Oczywiście, wachlarzyk nie byle jaki. Wykonany z niezwykłą subtelnością z kości słoniowej, prezentował postać Kupidyna. Mąż, wziąwszy wachlarzyk w swe wielkie dłonie, nie obszedł się z nim z należytą delikatnością i zniszczył go, łamiąc cenną kość słoniową. Kobieta nie może mu tego wybaczyć – pozostając w głębokim żalu postanawia wyjechać, opuszczając jego i dzieci, nazywając go brutalem, wypominając trzynaście lat wspólnego pożycia, nie omieszka również wspomnieć o ogromnej wartości pieniężnej swojej straty.
W tym momencie podmiot liryczny traci cierpliwość. Aby nie wybuchnąć oburzeniem przy damach, zasłania uszy, zaciska zęby i oddala się pospiesznie. Postanawia jednak dać wyraz swojemu sprzeciwowi dla ich zachowania. Odbiorcy wiersza może wreszcie powiedzieć co myśli na temat rozwodu i separacji. Brak rozumu pięciu kobiet z parku porównuje do Pięciu Panien z Ewangelii, którym brakowało oleju w lampach. Podmiot denerwuje się, że tego typu uwagi wyszły z ust kobiet doświadczonych, mężatek, które powinny wykazać się większą mądrością życiową. Sugeruje, iż usprawiedliwionym po części byłoby usłyszeć podobne tezy od młodych i niedoświadczonych panien, nie zaś od mężatek z długoletnim stażem. Sugeruje, iż rozwód, czy nawet wspomnienie o nim jest żartowaniem ze świętości i brakiem szacunku dla Boga jako najwyższej świętości, która łączy ludzi węzłem małżeńskim. Przysięga jemu składana jest dla nich igraszką, a kościół i ołtarz miejscem zwykłym jak każde inne. Nie mają świadomości, że wierność i uczciwość małżeńska to sprawa nie tylko ciała, ale i duszy, którą Bóg łączy z inną na wieczność. Wypomina, że ze zbytnią swobodą kobiety wiążą się z mężczyznami, którzy oferują im więcej, po czym gdy zobowiązań nie wypełnią, wymieniają go bez oporów. Podmiot wyśmiewa kobiety: nazywa je rozpuszczonymi, swawolnymi, twierdzi, że same robią sobie krzywdę i narażają się na śmiechy i żarty ze strony społeczeństwa, pozbawiają się honoru. Grozi też damom i napomina na przyszłość, wspominając o dobroci Boga, który mimo iż nie pokara ich za występki piorunem, nie wyśle ich do piekła, to każdą z nich czeka śmierć. Podmiot wyraża też żal, że gorszenie szerzy się tak powszechnie i radzi, aby omijać kobiety (ale nie tylko), które w małżeństwie dopatrują się swojego interesu, zamiast wiązać się z miłości.
Z wiersza bije ton silnie moralizatorski. Dla wielu tezy zawarte w utworze są słuszne i mają ogromną wartość, inni, bardziej zorientowani w szerszej twórczości Drużbackiej będą wypominać jej nagminność w pouczaniu i perswadowaniu. Poetce wydawało się, że jest w swoich tezach praktyczna i uniwersalna, nie potrafiła jednak oddzielić tej cechy poezji od moralizatorstwa.
Pomijając ten fakt, Wiersz „Skargi kilku dam…” jest bardzo wyraźnym, kłującym wręcz w oczy obrazkiem mającym za zadanie wskazać młodszym pokoleniom gorszące obyczaje. I trzeba przyznać, że poetka ten obrazek maluje z niezwykłym kunsztem i w świetnym stylu. Przekaz jest jasny – niespełnione oczekiwania w małżeństwie nie są wystarczającym powodem do rozwodu. Nic zresztą, według Drużbackiej, nie jest. Liczy się uczucie oraz obietnica dana małżonkowi, ale co najważniejsze, Bogu. Bo choćby nie wiadomo jak jej wiersz przesiąknięty był erotyką, schlebianiem mecenasom sztuki, szyderstwami na innych, zawsze będzie panegirykiem na cześć Najwyższego, a sama Drużbacka, również kiedy poucza, robi to dla Boga. Dziwne to stwierdzenie, jeśli wziąć pod uwagę tezę Zbigniewa Kuchowicza, jakoby Elżbieta Drużbacka była jedną z pierwszych w Polsce emancypantek, ale być może to właśnie na tej nieścisłości i sprzeczności opiera się pogląd o raczej średnich walorach jej poezji .
