Udział Polaków w amerykańskiej wojnie o niepodległość (1775-1783)

Wojna z Anglią o niepodległość Stanów Zjednoczonych (1775-1783) była ważnym etapem związków polsko-amerykańskich. Uczestniczący w niej Polacy można podzielić na dwie grupy: przybyłych czasowo, aby walczyć o ideały wolności (emigracja wojenna) oraz Polaków, a raczej Amerykanów polskiego pochodzenia, którzy już żyli na ziemi amerykańskiej (emigracja kolonialna). Ustalenie ich liczebności jest niezmiernie trudne (zmieniające się składy i stany armii oraz milicji, brak danych o tożsamości Polaków). Formy sił zbrojnych US to wówczas oddziały milicji (rodzaj pospolitego ruszenia) oraz armia kontynentalna (utworzona w 1775 r.

Wojna z Anglią o niepodległość Stanów Zjednoczonych (1775-1783) była ważnym etapem związków polsko-amerykańskich. Uczestniczący w niej Polacy można podzielić na dwie grupy: przybyłych czasowo, aby walczyć o ideały wolności (emigracja wojenna) oraz Polaków, a raczej Amerykanów polskiego pochodzenia, którzy już żyli na ziemi amerykańskiej (emigracja kolonialna). Ustalenie ich liczebności jest niezmiernie trudne (zmieniające się składy i stany armii oraz milicji, brak danych o tożsamości Polaków). Formy sił zbrojnych US to wówczas oddziały milicji (rodzaj pospolitego ruszenia) oraz armia kontynentalna (utworzona w 1775 r. z sił trzynastu stanów, pod dowództwem G. Washingtona). Polska imigracja wojenna służyła wyłącznie w armii, natomiast polscy koloniści występowali i w niej, i w milicji. Ocenia się, że w czasie 8 lat tej wojny służyło stu kilkudziesięciu Polaków w liczącej ok. 150 tys. żołnierzy armii kontynentalnej. Według Haimana było wśród nich 14 polskich oficerów, m.in. Michał Kowacz, De Bitzen, Kotkowski, Kraszewski, Terlecki, Jan Zieliński, a przede wszystkim dwóch uznanych za bohaterów: Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski, którzy dosłużyli się stopni generałów brygady i pamięć o nich w Stanach Zjednoczonych trwa do dziś. Z 14 oficerów aż 6 zginęło, historyk wyciąga więc wnioski, że Polacy dobrze zasłużyli się Ameryce i w miarę swych sił pomogli jej w zdobyciu wolności, gdyż: „zginęło aż 42 proc. oficerów, a więc liczba jaką chyba żadna inna narodowość nie może poszczycić się wobec tej Ameryki, która na fundamencie z krwi tych bohaterów rozrosła się w najpotężniejsze państwo na świecie”. Polak, Feliks Mikłaszewicz – szlachcic z woj. witebskiego, uczestnik Konfederacji Barskiej - był także wśród nielicznych cudzoziemców służących na morzu. Tadeusz Kościuszko (1745-1817), wykształcony w Szkole Rycerskiej w Warszawie (1765-69), Najwyższy Naczelnik Sił Zbrojnych Powstania 1794, podobnie jak inni Polacy sympatyzował z niepodległościowymi aspiracjami Amerykanów, fascynującymi wówczas całą Europę. Przybył na ziemię Nowego Świata w 1776 r., 30 sierpnia przyjęty do amerykańskiego korpusu inżynieryjnego w stopniu majora, ale już 18 października awansowano go na pułkownika. Budował fortyfikacje, obozy warowne i umocnienia, m.in. na rzece Delaware pod Filadelfią, w West Point, pod Saratogą, także na południu. Pod Saratogą rozegrała się 17 października 1777 r. słynna, 10-dniowa bitwa zakończona zwycięstwem Amerykanów. Kościuszko dowodził w niej artylerią, rozegrała się też na terenie wybranym przez niego i ufortyfikowanym. To po tej bitwie Francja (chcąc osłabić swego rywala Anglię) zdecydowała się zawrzeć sojusz z młodym państwem, wesprzeć wojnę finansowo i militarnie, co przyspieszyło zwycięski koniec i uzyskanie niepodległości przyszłemu mocarstwu. Przed Białym Domem w Waszyngtonie, na jednym z licznych pomników Tadeusza Kościuszki w USA, widnieje napis odnoszący się tylko do dwóch bitew: Racławice i Saratoga. Kościuszko brał udział w tej wojnie do końca, walczył ofiarnie o najszlachetniejszy jego zdaniem cel: wolność i niepodległość. W trudnych okresach braku pieniędzy, rezygnował nawet z pensji, aby ulżyć młodej republice i dać przykład innym oficerom. Washington uczynił go amerykańskim szefem wojsk inżynieryjnych, po wojnie otrzymał awans na generała brygady i nazwano go ojcem artylerii amerykańskiej. Kościuszko wyjechał z USA do kraju 15 lipca 1784 r., ale wrócił w 1797 r., z niewoli carskiej, po klęsce powstania kościuszkowskiego. Rok później wyjechał z US do Francji, gdyż Thomas Jefferson powierzył mu mediacje dyplomatyczne w sporze pomiędzy Francją a Stanami Zjednoczonymi. I tę misję Naczelnik wypełnił, spotykał się z najwyższymi politykami Francji, napięte stosunki pomiędzy Francją a USA uległy poprawie. Kościuszko pozostał na ziemi francuskiej, wspierał tworzenie Legionów Polskich, ale cały czas utrzymywał kontakt i korespondencję z Amerykanami, a szczególnie z zaprzyjaźnionym T. Jeffersonem, którego uczynił wykonawcą testamentu. Prezydent ten zapraszał go do osiedlenia się na stałe w pobliżu jego posiadłości Monticello w Wirginii, ale 15 września 1817 r., na miesiąc przed śmiercią w Solurze (Szwajcaria), Kościuszko napisał do Jeffersona ostatni list, a w nim słowa: „kraj mój leży mi głęboko na sercu”. W USA pozostawił pieniądze i ziemię, jego postać obrosła legendą i stała się przedmiotem kultu (bohater dzieł literackich, sztuk teatralnych, w Nowym Jorku powstała w 1925 r. Fundacja Kościuszkowska). Również Kazimierzowi Pułaskiemu (1745-1779), jednemu z najwybitniejszych dowódców Konfederacji Barskiej, przebywającemu od 1772 r. na emigracji (w Saksonii, Francji i Turcji), bliska była walka młodego narodu amerykańskiego o wolność i niezawisłość. Przybył do Ameryki w czerwcu 1777 r. Kongres zaangażował go w stopniu generała brygady i powierzył dowództwo kawalerii. Pułaski starannie zorganizował tę formację, zyskując tytuł ojca kawalerii amerykańskiej. Był jednak niezadowolony ze stosunków panujących w armii, dlatego zrezygnował z dowództwa w kawalerii i w 1778 r. zorganizował własny kilkusetosobowy Legion Pułaskiego. Generał Pułaski walczył o wolność Ameryki krótko, ale odważnie i brawurowo. W 1779 r. zmusił Brytyjczyków od odstąpienia od oblężenia Charlestonu, a zmarł 11 października 1779 r., na skutek ran odniesionych w czasie szturmu pod Savannah. Społeczeństwo amerykańskie pamięta jego wkład w walkę o niepodległość nawet bardziej jak Kościuszki. Jego imieniem nazwano liczne parki, ulice, autostrady, mosty; wystawiono mu wiele pomników, a 11 października jest świętem Polonii amerykańskiej - co roku w tym dniu odbywają się parady, w tym słynna Parada Pułaskiego na 5. Alei w Nowym Jorku. Polacy, oprócz udziału w amerykańskiej armii kontynentalnej, milicji i flocie, walczyli o niepodległą Amerykę również w szeregach armii francuskiej. Siły francuskie, pod dowództwem gen. hr. de Rochambeau, przysłał w 1780 r. król Ludwik XVI po zwycięstwie pod Saratogą (do którego przyczynił się Kościuszko). Armia francuska liczyła 5 tys. ludzi, walczyła w latach 1780-1783 i odegrała ważną rolę w przechyleniu szali zwycięstwa na korzyść Ameryki. Na pokładzie „Provence” (jednego z 36 transportowców) przypłynął z nią Legion księcia de Lauzuna, w którym służyli Polacy. Książę Lauzun, nazywany Lozańskim albo „polskim Duczkiem”, był kochliwy, miał romans z księżną Izabelą Czartoryską (przyjeżdżał do niej dwukrotnie na Podole). Jego legion składał się z ochotników cudzoziemców: 800 żołnierzy piechoty oraz 400 jazdy i byli wśród nich polscy oficerowie: kpt. Jan Kwiryn Mieszkowski (dowódca 2. szwadronu), porucznicy Michał hr. Grabowski i Jerzy Uzdowski, mjr Jan Polereski (służyli w husarii). Podobno należeli oni do „kwiatu armii francuskiej” i na pewno nie byli jedynymi Polakami tego legionu w „chwalebnej służbie” dla Ameryki. Polacy z Legionu Lauzuna byli świadkami złożenia broni przez Anglików, a Jan Poleresky zawiózł z Lauzunem nowinę o zwycięstwie królowi Francji. Historycy amerykańscy zgodnie przyznają, że bez udziału armii francuskiej zwycięstwo kolonistów nad Anglikami było niemożliwe. Duże zasługi ma w tym Legion Lauzuna, w którym na 20 oficerów, aż czterech było Polakami.