Poetyka Nowej Fali

Zagajewski Poeta, prozaik, eseista, laureat wielu prestiżowych nagród literackich, tłumaczony na wiele języków. Urodził się 21 czerwca 1945 roku we Lwowie. Wkrótce po urodzeniu, skutkiem akcji repatriacyjnej, rodzice przyjechali wraz z nim do Polski w granicach wyznaczonych przez układ jałtański. Dzieciństwo spędził na Śląsku, w Gliwicach, lata uniwersyteckie w Krakowie. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim - psychologię i filozofię. Prowadził zajęcia z filozofii jako asystent uczelniany, pracował w redakcjach czasopism “Student” i “Odra”, szybko zdobył sławę czołowego poety swego pokolenia (pokolenia ‘68) zwanego krakowską Nową Falą.

Zagajewski Poeta, prozaik, eseista, laureat wielu prestiżowych nagród literackich, tłumaczony na wiele języków. Urodził się 21 czerwca 1945 roku we Lwowie. Wkrótce po urodzeniu, skutkiem akcji repatriacyjnej, rodzice przyjechali wraz z nim do Polski w granicach wyznaczonych przez układ jałtański. Dzieciństwo spędził na Śląsku, w Gliwicach, lata uniwersyteckie w Krakowie. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim - psychologię i filozofię. Prowadził zajęcia z filozofii jako asystent uczelniany, pracował w redakcjach czasopism “Student” i “Odra”, szybko zdobył sławę czołowego poety swego pokolenia (pokolenia ‘68) zwanego krakowską Nową Falą. Wywodzi się z programu krakowskiej grupy “Teraz”. Po podpisaniu “listu pięćdziesięciu dziewięciu” w 1975 roku został objęty zakazem druku. W latach siedemdziesiątych był związany z niezależnym ruchem literackim, od 1982 roku mieszkał w Paryżu, w 2002 roku wrócił do Polski i zamieszkał w Krakowie. Jest synem prof. Tadeusza Zagajewskiego - pioniera polskiej elektroniki (1912-2010) i mężem aktorki i tłumaczki Mai Wodeckiej. Członek redakcji “Zeszytów Literackich”. Laureat nagrody Vilenica w 1996 roku i Nagrody Adenauera w 2002. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Prowadził gościnne warsztaty poetyckie w Studium Literacko-Artystycznym na UJ w Krakowie. Prowadził kurs “creative writing” na uniwersytecie w Houston, w USA. Jego pierwsze książki poetyckie, “Komunikat” i “Sklepy mięsne”, stanowiły realizację pokoleniowego postulatu mówienia prawdy o otaczającej rzeczywistości społecznej i obnażania fałszu języka oficjalnego. Tom “List. Oda do wielości” oprócz wierszy stanowiących reakcję na wprowadzenie stanu wojennego przyniósł już tematy i sposoby ich poetyckiego ujęcia, które na stałe zadomowiły się w twórczości Zagajewskiego, stającej się odtąd poezją zamyślenia pełnego znaków zapytania i eseistyką pisaną przez “człowieka problematycznego”. Do stałych tematów poetyckich Zagajewskiego należą: nieustanne kwestionowanie ról biograficzno-egzystencjalnych bohatera lirycznego wierszy i pochwała życia oglądanego w “jego zmienności, w jego falowaniu, w jego wieloznaczności” (jak pisał w eseistycznej książce “Solidarność i samotność”), zanurzenie w świecie kultury europejskiej i kontemplacja jej dziedzictwa, sięganie w głąb własnych korzeni (“Poemat”) i roztrząsanie wariantów swego losu, przymierzanie kostiumów i masek. W wierszach Zagajewskiego często powraca obraz zamyślonego wędrowca z książką w ręku, podróżującego przez świat “wypożyczony z wielkiej biblioteki” (“Płótno”). Podobne wątki odnajdujemy w jego prozie. Powieść “Ciepło, zimno” opowiada o wchodzeniu w życie dorosłe i wystawionego na pokusy młodego inteligenta: dręczące go wątpliwości i niemożność opowiedzenia się po stronie świata jednoznacznych zasad, sprawiają, że zaczyna służyć policyjnemu państwu. Z kolei powieści “Cienka kreska” i “Słuch absolutny” opowiadają o rozterkach duszy współczesnego artysty. Antynomiczność, wielość rzeczywistości to stały motyw również i w powieściach Zagajewskiego. “Zrozumiałem, że świat jest podwójny, podzielony, zarazem wspaniały i trywialny, ciężki i lotny, bohaterski i tchórzliwy” - wyznaje po latach komunistyczny funkcjonariusz w opowiadaniu “Zdrada” (w tomie “Dwa miasta”). Z podobnej perspektywy przedstawiany jest świat w esejach Zagajewskiego. Poza młodzieńczą książką manifestem literackim “Świat nie przedstawiony”, są one kolejno dopisywanymi partiami z duchowej autobiografii autora.“Solidarność i samotność” (1986) ukazuje schorzenia i iluzje kultury zbytnio zaangażowanej w politykę i rozważa dylematy przed jakimi staje dziś pisarz czy artysta. Prozy i mini eseje zawarte w"Dwóch miastach" i książce “W cudzym pięknie” przynoszą rozważania filozoficzne, refleksje z lektur i podróży po Europie. Zagajewski pisze o Krakowie i o Paryżu, o miastach dzieciństwa, mitycznych miejscach swej środkowoeuropejskiej edukacji, o Nietzschem, Jungerze, Brunonie Schulzu, Cioranie, Gotfriedzie Bennie, o zagrożeniach, jakie nasza cywilizacja niesie dla życia duchowego, o paradoksach jakie rodzą się w sytuacji, gdy jest coraz więcej środków przekazu, a coraz mniej do przekazania, i o wielu innych sprawach i postaciach kluczowych dla naszej współczesności.

Barańczak Poeta, krytyk, zasłużony tłumacz literatury angielskiej. Urodzony 13 listopada 1946 w Poznaniu, brat Małgorzaty Musierowicz, pisarki dla młodzieży. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Absolwent polonistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, w czasie studiów był kierownikiem literackim Teatru Ósmego Dnia oraz należał do poznańskiej grupy poetyckiej pod nazwą “Próby”. Doktoryzował się w roku 1973 na podstawie rozprawy o twórczości Mirona Białoszewskiego. Był pracownikiem naukowym do roku 1977, kiedy to został usunięty z uczelni za działalność we współzakładanym przez niego Komitecie Obrony Robotników. Wtedy też skazano go na rok więzienia w zawieszeniu w sfingowanym procesie o przekupstwo oraz objęto zakazem publikacji. Stanowiło to oczywiście formę represji wobec zaangażowanego politycznie poety, który PZPR opuścił w roku 1969, a następnie intensywnie uczestniczył w działaniach opozycji. Barańczak należał do sygnatariuszy tzw. “Listu 59”, protestującego przeciwko dokonywanym wówczas (1975/1976) zmianom w konstytucji i domagającego się od władz respektowania wolności obywatelskich (wolności słowa, nauki, sumienia i wyznania, wreszcie uniezależnienia związków zawodowych od państwa, tak by mogły one faktycznie stanowić reprezentację robotników). Wziął również udział w protestacyjnej głodówce w warszawskim kościele św. Marcina, gdzie domagano się uwolnienia więźniów politycznych, oraz wchodził w skład redakcji “Zapisu” - drugoobiegowego kwartalnika literackiego. Istotna część działalności opozycyjnej Barańczaka wiązała się z edukacją - wykładał on między innymi na Uniwersytecie Latającym w Krakowie i w Poznaniu, a także - w roku 1978 - brał udział w organizowaniu Towarzystwa Kursów Naukowych. Po powstaniu “Solidarności” poeta zaangażował się w ten ruch. W roku 1980 Barańczak, dzięki interwencji “Solidarności”, na krótko wrócił na Uniwersytet Adama Mickiewicza oraz odzyskał możliwość publikacji. Niedługo potem otrzymał jednak ofertę pracy w Stanach Zjednoczonych, z której skorzystał. Od 1981 wykładał na Harvard University, gdzie jego poprzednikiem na katedrze literatury polskiej był Wiktor Weintraub. Emigracja, którą utrwalił początek stanu wojennego, nie oznaczała jednakże rozbratu z kulturą rozwijającą się w kraju. Teksty poety pojawiały się w kraju m.in. w “Tygodniku Powszechnym” i w “Aneksie”. Od roku 1983 autor"Korekty twarzy" wchodził w skład zespołu redakcyjnego działających wówczas w Paryżu"Zeszytów Literackich" - pisma, w którym aż do lat 90. ukazywało się wiele spośród jego utworów poetyckich. W latach 1986-90 był także redaktorem naczelnym amerykańskiego kwartalnika naukowego “The Polish Review”. W roku 1972 Barańczak otrzymał nagrodę Kościelskich, w 1990 nagrodę PEN Clubu za przekłady, a w 1999 - nagrodę Nike za tomik Chirurgiczna precyzja. W listopadzie 2006 roku odznaczono go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Poeta jest również honorowym obywatelem miasta Poznania oraz doktorem honoris causa Uniwersytetów: Śląskiego oraz Jagiellońskiego. Wreszcie w 2009 roku autor “Etyki i poetyki” otrzymał Wrocławską Nagrodę Poetycką Silesius za całokształt twórczości, lecz ze względu na rozwijającą się u niego chorobę Parkinsona zrezygnował z uczestnictwa w ceremonii wręczenia nagrody. Jako tłumacz Barańczak poświęcał się szczególnie barokowej poezji metafizycznej, która do pewnego stopnia ukształtowała jego własny styl poetycki, ale także tekstom Emily Dickinson, Elizabeth Bishop czy noblisty Seamusa Heaneya, a nawet piosenkom Beatlesów. Zasadniczo jego przekłady najlepiej sprawdzają się tam, gdzie mamy do czynienia z poezją wyrafinowaną formalnie, paradoksalną oraz skomplikowaną treściowo, co wynika z własnych preferencji literackich Barańczaka. Szczególną wrażliwość poeta wykazuje na efekty dźwiękowe - przykładowo w słynnym wierszu Edgara Allana Poe “The Raven” / “Kruk” powtarzające się na końcu strof nevermore (dosłownie: nigdy więcej) oddał jako kres i krach - po to, by brzmienie było możliwie najbliższe krakaniu kruka. Z kolei spośród wszystkich polskich przekładów “Hamleta” wersja Barańczaka najwyraźniej podkreśla racjonalne motywacje głównego bohatera. Sam autor przyznaje się do wielkiego zaangażowania w tę odmianę pracy literackiej. W jednym z wywiadów powiedział: “Gdyby brać pod uwagę wyłącznie proporcje czasowe, można by powiedzieć, że jestem właściwie tłumaczem, natomiast poetą tylko bywam, i to znacznie rzadziej, niż zapewne miał na myśliNorwid.” Symptomatyczna jest również decyzja o umieszczaniu tłumaczeń we własnych tomikach poetyckich Barańczaka oraz wydanie w jednym tomie “Wyboru wierszy i przekładów” (1997). Poza praktyką translatorską poeta ma na swoim koncie klasyczny już esej zatytułowany “Mały, lecz maksymalistyczny manifest translatologiczny” (opatrzony w dodatku ironicznym podtytułem: “tłumaczenie się z tego, że tłumaczy się wiersze również w celu wytłumaczenia innym tłumaczom, iż dla większości tłumaczeń wierszy nie ma wytłumaczenia”). Pada w nim między innymi interesujące zdanie, iż “tłumaczenie jest […] interpretacją w sensie tym samym, co w wypadku interpretacji rozumianej jako eksplikacja tekstu przez krytyka”. Znakiem, że tłumacz zdołał dokonać takiej interpretacji - tu właśnie ujawnia się maksymalizm Barańczaka - ma być zdolność przetłumaczonego tekstu do takiego funkcjonowania w obrębie języka i kultury przekładu, jak oryginał funkcjonuje w swojej kulturze. Dalej esej podkreśla konieczność zachowania nie tylko treści, ale i formy tłumaczonego wiersza. Z tych założeń - i z analizy kilku przykładów - rodzą się dwa lapidarnie sformułowane zakazy: “nie tłumacz wiersza na prozę” oraz “nie tłumacz dobrej poezji na złą poezję”. Istotną cechą warsztatu tego autora jest to, że zbiory przekładów zwykł on poprzedzać rozbudowanymi wstępami, często funkcjonującymi potem jako samodzielne eseje. W ten sposób wprowadzenie w materię literatury obcej w wykonaniu Barańczaka staje się jeszcze pełniejsze. Debiut poetycki Barańczaka miał miejsce na łamach miesięcznika “Odra”. W latach 1967-1971 wchodził on w skład redakcji miesięcznika “Nurt”. Z czasem poeta zaczął być uznawany za jednego z czołowych przedstawicieli Nowej Fali. Już jego wczesne wiersze cechowała charakterystyczna stylistyka - rwana, pozornie chaotyczna, powtarzająca te same słowa w coraz to nowych związkach. W sposób nieunikniony prowadziło to do rozbijania frazeologizmów, zastanych schematów myślowych, które z czasem stają się również schematami myślenia. Symptomatyczny jest tu wiersz"Spójrzmy prawdzie w oczy", w którym, wychodząc od sloganu, Barańczak wyraził przekonanie, iż wyrażanie prawdy stanowi moralny obowiązek wobec anonimowych obserwatorów: “stańmy na wysokości / oczu, jak napis kredą na murze, odważmy się spojrzeć / prawdzie w te szare oczy, których z nas nie spuszcza, / które są wszędzie, wbite w chodnik pod stopami, / wlepione w afisz i utkwione w chmurach”. Również we wczesnych wypowiedziach krytycznych Barańczaka mocno zaznaczało się stanowisko etyczne. Mówił on na przykład o poezji, iż “powinna być nieufnością. Krytycyzmem. Demaskatorstwem. Powinna być tym wszystkim, aż do chwili, gdy z tej Ziemi zniknie ostatnie kłamstwo, ostatnia demagogia i ostatni akt przemocy”. Właściwie gdyby szukać cech wspólnych poezji określanej jako nowofalowa, ta jedna cecha stanowiłaby najpewniejszy wyróżnik. Cechy formalne twórczości poetów zaliczanych do tego nurtu (m.in. Ryszarda Krynickiego, Juliana Kornhausera, Adama Zagajewskiego, Krzysztofa Karaska i Leszka Szarugi) są na tyle odrębne, a późniejsza ewolucja twórcza zmieniła je w takim stopniu, że główne podobieństwo dotyczy w istocie nastawienia. Leszek Szaruga stwierdził: “Gdy się zastanowić, okaże się, że Nowa Fala była wspólnotą krótkotrwałą i w żadnej mierze nie połączoną wspólnym programem artystycznym, chyba że za wspólny mianownik uznać bunt moralny wobec wydarzeń lat 1968-70”. Indywidualną poetykę pierwszych tomików Barańczaka zwykło się określać mianem lingwizmu. W odróżnieniu jednak od innych, wcześniejszych przedstawicieli tego nurtu - Tymoteusza Karpowicza,Witolda Wirpszy czy Mirona Białoszewskiego - autor “Korekty twarzy” skupiał się nie na analizie możliwości i ograniczeń języka jako takiego, czy na obserwacji jego potocznych, “niesystemowych” użyć, lecz na funkcjonowaniu języka w przestrzeni społecznej. Innymi słowy Barańczak, podobnie jak pozostali przedstawiciele nurtu, interesował się wówczas relacjami między literaturą a rzeczywistością pozaliteracką, statusem indywidualnej, często protestującej wypowiedzi wobec zbiorowości, a ujmując rzecz nieco bardziej przyziemnie - możliwościami oporu wobec socjalistycznej nowomowy, jakie dawała poezja. Podstawową technikę oporu miała tu stanowić dekonstrukcja języka kłamstwa i towarzyszące jej “mówienie wprost”, trudne w czasach, w których “słowo ‘prawda’ jest / tytułem gazety, słowa ‘wolność’ i / ‘demokracja’ podlegają służbowo / generałowi policji”. Późniejszy autor Podróży zimowej wniósł również niebagatelny wkład w kształtowanie się teoretycznej świadomości formacji, za sprawą książek takich, jak “Nieufni i zadufani” (1971) oraz “Ironia i harmonia” (1973), poprzedzających “Świat nie przedstawiony"Kornhausera i Zagajewskiego, który stanowił bodaj najważniejszą wypowiedź programową pokolenia. Wkład Barańczaka do dyskusji programowych stanowiła przede wszystkim pozytywna ocena kategorii “nieufności”. Widział on aktualną sytuację literacką jako kolejną odsłonę walki romantyków z klasykami, przy czym nieufność miała cechować autorów będących odpowiednikami tych pierwszych, czyli właśnie nowofalowców. Pod względem formy ówczesne utwory Barańczaka to wiersze wolne, obfitujące w przerzutnie i w celowe powtórzenia. Częste są odwołania do potocznej frazeologii, z tym że zwyczajowe zbitki słów są za każdym razem odświeżane i modyfikowane (tak właśnie wygląda “nieufność” wobec języka). Środki te pozwalały stworzyć z jednej strony wrażenie niepokoju, a z drugiej - wypowiedzi rwanej, jak gdyby niegotowej i powstającej niejako dopiero w obecności czytelnika. Pozwalały one zatem wytworzyć wrażenie, że wiersz mówi do odbiorcy w sposób szczery i bezpośredni. Co czyni poezję Barańczaka - jak i w ogóle większości Nowej Fali - unikatową na tle innych utworów zorientowanych etycznie, to jej życiowy i kameralny charakter. Jak słusznie zauważył Michał Olszewski, “Poezja Barańczaka z ‘Tryptyku…’ o dramatach nie wspomina. Zamiast nich czytelnik otrzymuje obraz codzienności głęboko upodlonej”. A mowa jest przecież o książce, której druk przypadał na okres zrywu “Solidarności”, kiedy o wielkie gesty oraz o pisanie przede wszystkim pod ich wrażeniem było nader łatwo. Późniejszy rozwój jego poezji to odejście od Peiperowskiej zasady “najmniej słów”, respektowanej jeszcze w czasach Nowej Fali, a także coraz silniejsza inspiracja tłumaczoną z upodobaniem angielską poezją metafizyczną. Przejawia się ona zarówno w coraz bardziej dekoracyjnym, jak i wyszukanym charakterze dykcji poety. Symptomatyczna pod tym względem jest “Podróż zimowa”. Już podstawowe założenie tomu jawi się jako wyjątkowo karkołomne: poeta postanowił podłożyć nowe słowa pod muzykę Franza Schuberta, napisaną w roku 1827 do cyklu dwudziestu czterech pieśni poety romantycznego Wilhelma Müllera zatytułowanego “Winterreise” (sam Barańczak nie oceniał oryginalnego cyklu szczególnie wysoko). Jedynie piąty utwór - zatytułowany “Lipa” - stanowi tu przekład. Pozostałe teksty w osobliwy sposób łączą nieco staroświecką wersyfikację, paradoksalną wierność melodii oryginału i nowoczesne słownictwo: " ‘Pokochasz kraj i klimat’? / Brak na tę czelność słów. / Wokoło pustka, zima / i ujadanie psów. / Nad głową eter, zima / i chirurgiczny nów. Parę słów wypadałoby jeszcze powiedzieć o utworach, które niewiele mają wspólnego z tradycyjnie pojętą, literacką powagą. “Książki najgorsze” na przykład stanowią zbiór zjadliwych recenzji, jakie Barańczak publikował w latach 1975-76 na łamach dwutygodnika “Student” pod bliźniaczymi pseudonimami Feliks Trzymałko i Szczęsny Dzierżankiewicz. Zbiór ten, wznowiony w roku 2009 przez “Znak”, poza niewątpliwymi walorami komicznymi stanowi cenny dokument obrazujący stan literatury popularnej czasów PRL-u. Barańczak był również wielkim koneserem, tłumaczem i praktykiem tzw. “poezji niepoważnej”. Jego zbiór Pegaz zdębiał nawiązuje tytułem do dzieła Juliana Tuwima “Pegaz dęba”, stanowiącego omówienie rozmaitych zabaw literackich. Autor “Książek najgorszych” tym razem woli jednak być praktykiem niż teoretykiem - wymyśla nowe formy literackie głównie po to, by popisowo wykonywać kolejne zadania formalne. Przykładem może być “fonet” - utwór pisany po polsku, lecz w taki sposób, by naśladować fonetykę obcego języka. Swoistą summę dokonań poety stanowi ostatni jak dotąd tomik “Chirurgiczna precyzja”. Charakterystyczne jest łączenie w nim konwencji “poezji niepoważnej” oraz metafizycznej, bardziej niż zazwyczaj rozbudowane opisy oraz wielokrotne aluzje do wcześniejszej twórczości. Przykładowo wiersz “Rozmowa 1990” oparty jest na tej samej zasadzie kompozycyjnej, co “Określona epoka”, zaś"Aria: awaria” w duchu komicznym robi to samo, co zostało na serio wykonane w cyklu “Podróż zimowa”. Odwołań do muzyki w ogóle jest w tej książce sporo. “Chirurgiczną precyzję” rozpoczyna w końcu wiersz “Z okna na którymś piętrze ta aria Mozarta”, ustanawiający paradoksalną przewagę muzyki nad wielkimi wydarzeniami politycznymi. Nieco dalej w sąsiedztwie pojawiają się powiązane tematycznie utwory “Tenorzy” oraz “Hi-Fi”. Pierwszy z nich eksponuje kontrast między nieefektowną cielesnością śpiewaka a metafizycznym charakterem muzyki, drugi ujawnia paradoksalną naturę nagrań wysokiej jakości, dodających do muzyki efekty wynikające z faktu, że jest ona tworzona przez ludzkich wykonawców (“z życia czyjegoś w nagranie / zagarnięty brzęk szklanki, czysty, nie zatarty”).

Ewa Lipska Poetka, urodzona w roku 1945 w Krakowie. Ważniejsze tomy: “Wiersze” (1967), “Czwarty zbiór wierszy” (1974), “Piąty zbiór wierszy”(1978), “Dom Spokojnej Młodości. Wiersze wybrane” (1979), “Przechowalnia ciemności” (1985),“Strefa ograniczonego postoju” (1990), “Stypendyści czasu” (1994), “1999” (1999), “Sklepy zoologiczne” (2001), “Gdzie indziej” (2005). Pierwsze tomy Ewy Lipskiej tytułowane były ze zgrzebną, ostentacyjną skromnością, przeciw modzie na tytuły pretensjonalne: “Wiersze” (1967), “Drugi zbiór wierszy”, “Trzeci zbiór wierszy” - aż do piątego, wydanego w roku 1978. Było to przesłanie dla czytelników, które rozumiano tak oto: niech przemawia sama wrażliwość, nie ustrojona efekciarskimi przybraniami. I rzeczywiście, ta poezja na tle rówieśników odznaczała się szczególną, nawet jak na styl “nowofalowy”, bezpretensjonalnością. Dominowała w niej naturalna dla wieku debiutantki młodzieńcza gorycz kogoś, kto u progu życia dojrzałego styka się z okrucieństwem przyrodzonym światu od zawsze i z okrucieństwem epoki realnego socjalizmu. Gorycz ta wyrażana była w zdecydowanych obrazach i pointach. Tom debiutancki otwiera wiersz znamienny, pokoleniowy, pod tytułem “My”. Czytamy w nim: “Rozważamy uważnie wszelkie trzęsienia ziemi” - ta zwarta fraza znaczy w ironicznym skrócie tyle: boleśnie doznajemy trzęsień ziemi, przełomowych momentów historii - i staramy się o ich obiektywny obraz. Na konflikt bólu i obiektywizmu jesteśmy skazani. W ironicznym wyrazie tej poezji krytyka widziała wpływ WisławySzymborskiej.

Te cechy wczesnej twórczości Lipskiej wyzwalały w jej wierszach niezwykle czujne poczucie zagrożenia. Najprostsze fakty życia były amunicją tego powszechnego niebezpieczeństwa. Oto choćby wiersz "Nieporozumienie":

Poezja Lipskiej odznacza się niezwykle ruchliwą wyobraźnią. Z dziwną swobodą można w jej świecie porównywać klasę szkolną z historią ludzkości, ruch uliczny z ruchem myśli, osobistą chorobę z wydarzeniami publicznymi. (To także poetycka “metoda” Szymborskiej.) Chciałoby się powiedzieć, że Lipska to poetka s p o ł e c z n a w tym sensie, że nie ma dla niej nic intymnego, co zarazem nie byłoby powszechne, ujmowalne socjologicznie. Da się odnieść do jej twórczości słowa wielkiego historyka Ferdynanda Baraudela: “Z racji swej rozproszonej, wszechobecnej natury - nieraz trudno dostrzegalnej jak powietrze, którym oddychamy - społeczeństwo spowija nas, przenika, nadaje kierunek całemu naszemu życiu”. Napięcie między etycznym bólem a historiozoficznym dystansem to stały temat wierszy Lipskiej do dzisiaj. I z całą naturalnością osobowego rozwoju wzbogacił się ten temat o swoisty dar dojrzałości. Jedną z wartości liryki Lipskiej jest wierność przemianom “ja”, czujne wysłuchiwanie impulsów płynących z biografii duchowej i cielesnej. Trzeba zwrócić uwagę na “somatyczny” nurt jej poezji - wiele utworów poświęconych jest chorobie, zagrożeniu śmiercią. Ewa Lipska razem z owym darem dojrzałości wtrącona została w świat na dwa sposoby odrzucający ów dar. Po pierwsze jest to świat niezaleczony po zbrodniach masowych, których nie da się opisać pomnożoną przez miliony tragedią osób - Abla i Kaina. Po drugie jest to świat massmedialnej tandety, która nie przyswaja kultury wysokiej. I nie przyswaja także tego, co nazywamy kulturą osobistą… Ironia uległa znaczącej metamorfozie, wyostrzyła swój społeczny krytycyzm, pogłębiając go. W szeregu tomów, m. in. w “Stypendystach czasu” (1994), “1999”, “Sklepach zoologicznych” (2001),“Gdzie indziej” (2005) poetka ukazuje świat masowej anonimowości stężonej w koncentratach gazet i telewizji, w urzędach cenzur jawnych i tajnych, w pigułkach “politycznej poprawności”, świat słów i idei spłaszczonych do stereotypów. Czad powszechnej komunistycznej tyranii zastąpiony został przez masową głupotę mediów. Istotę uniformizacji poetka dostrzega jeszcze głębiej - nie tylko w świecie społecznym, ale i w dzisiejszym odczuwaniu samej przyrody - poprzez ekrany kin, telewizorów, komputerów. Dostępne dawnym poetom czyste wizje lasu, łąki, morza są już tylko okazami w internetowych katalogach. Pejzaże są jak tapety. Jednakże w tym uniwersum jak w zatrutym krwiobiegu krążą poetyckie przeciwciała zwalczające symptomy masowego świata - choćby świetna składnia tych utworów, składnia będąca fundamentem ładu istotnego, ładu wartości. Nowe liryki Lipskiej złożone są z obracających się kryształów zdań, które stykają się ze sobą coraz to nowymi płaszczyznami sensu. Coś, co mogłoby być stereotypem obrazowym nigdy się nim nie stanie, zawsze jest w ruchu rozmaicie łączących się myśli. Powstający w środowisku masowych stereotypów ruch myśli działa przeciw wszelkim stereotypom. Przeciw nim działa także precyzyjne, ostre obrazowanie - to poetycka wersja pierwszej cnoty intelektu: widzieć świat jasno.