Opowiadanie

To był szczegolny dzień… - fragment mojego bloga . Był to czwartek 10 listopada , od dziś jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Ale zacznijmy od początku . Obudziłam się około 6:30 wstałam lewą nogą co mogło oznaczac, że dzisiejszy dzień nie będzie należał do tych najbardziej udanych. Choć jestem wieczną optymistką , dziś wszelkie pozytywne myślenie mnie opuściło. Dzień nie zapowiadał się za dobrze , za oknem było ponuro, strasznie wiało w dodatku miałam dużo lekcji.

To był szczegolny dzień… - fragment mojego bloga .

Był to czwartek 10 listopada , od dziś jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Ale zacznijmy od początku . Obudziłam się około 6:30 wstałam lewą nogą co mogło oznaczac, że dzisiejszy dzień nie będzie należał do tych najbardziej udanych. Choć jestem wieczną optymistką , dziś wszelkie pozytywne myślenie mnie opuściło. Dzień nie zapowiadał się za dobrze , za oknem było ponuro, strasznie wiało w dodatku miałam dużo lekcji. Lekcje w szkole zaczęłam od sprawdzianu z angielskiego a zkończyłam na katrtkówce z matematyki , na ktrórą w dodatku nie bylam przygotowana. Dodatkowo spadł na mnie jeszcze obowiązek zoorganizowana , zabawy andrzejkowej dla klas licealnych, ponieważ koleżanka któta miała mi pomóc rozchorowała się. Gdyby tego jeszcze było mało pomiędzy mną a Tomkiem (chłopakiem w którym kocham się od pierwszej klasy liceum) doszło do małej sprzeczki ! Co jeszcze tego dnia mogło się zdarzyć ? Na samą myśl przechodziły po mnie zimne dreszcze , które mogły być objawem zbliżającej się choroby lub osrzeżeniem wydanym przez moją niezawodą i zawsze przewidywalną intuicję. Co ze mną jest nie tak – tego dnia naprawdę miałam wszystkiego i wszystkikch dosyć . Gdyby nie jedno znaczące wydarzenie na które czekałam od początku tego roku szkolenego ten dzień zaliczyłabym do najgorszego w mojej uczniowskiej karierze . Ze względu na to, że musiałam sama poradzić sobie z organizacją zabawy zostałam w szkole do godziny 16:30 . Poprosiłam wychowawczynie o udostępnienie mi klasy po zajęciach, i zabrałam się do roboty . Całe szczęście ,że moja klasa jest tak wyrozumiała , że zdeklarowała się pomóc mi w organizacji zabawy andrzejkowej i zająć się wykonaniem ozdób . Uff.. trochę mniej pracy . Bardzo wciągnęło mnie planowaie, prac które musiałam załatwić jeszcze przed zabawą , że nawet nie zauważyłam , że do klasy wszedł Tomek . Byłam tak pochłonięta pracą , że nie zauważyłam go, gdy złapał mnie za ramię podkoczyłam na krześle przewracjąc je i robiąc starszny rumor . Bardzo się wystraszyłam . Ponadto rano odbylismy nie miłą rozmowę, więc myślałam , że się do siebie nie odzywamy. Tomek widząc moją zkwaszoną minę , wyjaśnił całą sytuację z rana i przyznał, że nie powinien wyładowywać na mnie swoich nerwów. Nie miałam wyjścia , jeżeli bym się z nim nie pogodziła, bardzo bym tego żałowała. Pozatym było widać , że się strasznie tym przejął pomyślałam , że mu na mnie zależy . Nie chciałam przerywać naszej miłej rozmowy ale musiałam dokończyć pracę związaną z organizacją zabawy. Na co zupelnie nie spodziwanie Tomek zapytał mnie czy moglibyśmy spotkać się na chwilę, jak skończę ponieważ ma mi coś ważego do powiedzenia . Zgodziłam się bez wachania, być może na to włąsnie czekałam od początku pierwszej klasy . Około siedemnastej Tomek czekał a mnie przed szkołą . Poszliśmy do małej kawiarenki na ciepłą czekoladę , po czym spytał mnie czy nie chciałabym z nim pojść na studiówkę . Nie mogłam wydusić z siebie słowa , na to właśnie czekałam, myślałam ,że to cudowny sen z którego zaraz się obudzę , ale na szczęśćie była to rzeczywistość. Musiałam stłumić w sobie emocje ponieważ w kawiarni było dośc dużo ludzi, ale miałam ochote skakać z radości , było to niesamowite uczucie . Zgodziłam się na co Tomek bardzo się ucieszył . Zrobiło się bardzo późno, właściciel kawiareki już chciał zamykać więc musieliśmy przerwać naszą rozmowę. Dopiliśmy czekoladę po czym Tomek zaproponował mi , że odprowadzi mnie do domu ponieważ jest już bardzo ciemno . Faktycznie było już troszkę późno i napewo bałabym się wracać sama. Pod moim domem uściskaliśmy się na pożegnanie i życzyliśmy dobrych snów , od razu przeszly po mie ciarki szczęćcia.
Po wejściu do domu oczywiście nie obyło się bez krzyku rodziców , ale warto było złamać zasady dla tak cudownego wieczoru . Weszłam do pokoju i wydałam okrzyk radościi . To był najpiękniejszy dzień w moim życiu . Może wstając lewą nogą nie zawsze jesteśmy skazani na same nieszczęścia.