
„Kolacja na cztery ręce” - recenzja
Mimo, że autor sztuki podaje dokładny rok i miejsce spotkania, osobiście nigdy się nie spotkali. Jan Sebastian Bach, pracujący w kościele św. Tomasza starał się o spotkanie ze sławnym rodakiem muzykiem. Jednak Jerzy Fryderyk Haendel, zamieszkujący ówcześnie w Londynie skutecznie unikał Bacha. Takie postępowanie było prawdopodobnie skutkiem obaw dotyczących tego, iż porównywano go do swojego” kolegi po fachu. Oboje urodzeni w 1685 roku, musieli znać nawzajem swoją twórczość. Paul Barz – niemiecki muzykolog i krytyk sztuki w swoim dziele „Kolacja na cztery ręcę zawarł swoje wyobrażenie na to, jakby wyglądało spotkanie tych dwóch mistrzów, gdyby jednak doszło do skutku.
Mimo, że autor sztuki podaje dokładny rok i miejsce spotkania, osobiście nigdy się nie spotkali. Jan Sebastian Bach, pracujący w kościele św. Tomasza starał się o spotkanie ze sławnym rodakiem muzykiem. Jednak Jerzy Fryderyk Haendel, zamieszkujący ówcześnie w Londynie skutecznie unikał Bacha. Takie postępowanie było prawdopodobnie skutkiem obaw dotyczących tego, iż porównywano go do swojego” kolegi po fachu. Oboje urodzeni w 1685 roku, musieli znać nawzajem swoją twórczość. Paul Barz – niemiecki muzykolog i krytyk sztuki w swoim dziele „Kolacja na cztery ręcę zawarł swoje wyobrażenie na to, jakby wyglądało spotkanie tych dwóch mistrzów, gdyby jednak doszło do skutku. “Kolacja na cztery ręce” zadziwia znajomością epoki i biografii obu kompozytorów, przede wszystkim jednak jest pasjonującym pojedynkiem dwóch wielkich osobowości. W archiwalnym widowisku telewizyjnym prawdziwy koncert gry aktorskiej dają Janusz Gajos jako Bach i nieżyjący już Roman Wilhelmi jako Haendel, bywalec europejskich salonów i najlepiej opłacany muzyk swoich czasów. Haendel z trudem tłumi wściekłość. Za granicą na jego widok powstają królowie i kardynałowie, zaś we własnej ojczyźnie nikt go nie poznaje. A w dodatku Bach gra bosko! Wypada jednak podjąć kolegę kolacją. Światowiec powściąga gniew, zazdrość, pychę i zarozumiałość. Skromny kantor od świętego Tomasza schyla się przed “królem muzyki” w głębokim, pokornym ukłonie. Udobruchany Haendel serwuje trunki, próbuje zaimponować prowincjuszowi wyszukanym menu. Znany smakosz, bohater licznych skandali, “czarujący potwór”, jak mawiają o nim w Londynie, chełpi się swoimi sukcesami, pozycją towarzyską i finansową, a nawet swymi niepowodzeniami, które jak wszystko w jego biografii - są wielkie. Stopniowo wychodzi na jaw, że za życie w “twierdzy swojej sławy” Haendel musi słono płacić. Ceną jest samotność, ustawiczna obawa, że ktoś okaże się lepszy, ciągła walka z ludzką podłością i zawiścią, czepianie się pańskiej klamki, sprzedawanie się temu, kto dobrze płaci… W trakcie rozmowy o krańcowo różnych kolejach losu dwóch geniuszy - od dzieciństwa i młodości do nadchodzącej starości - zmieniają się wzajemne relacje bohaterów. Ubogi kantor z Lipska obarczony dwadzieściorgiem dzieci, który nigdy nie był za granicą, nie dostawał żadnych honorariów za swe dzieła, nagle staje się pewny siebie, czuje się silny i wolny. On może cieszyć się swoją muzyką jak dziecko. Może sam wybierać sobie przyjaciół i nie ma wśród nich ani jednego możnego, cuchnącego piwem chama. Jedno tylko marzenie Jana Sebastiana nigdy się nie spełni. Dlatego chciał spotkać wielkiego Haendla, poznać go i zrozumieć coś, co stało się obsesją ich obu. Jeśli chodzi o moją opinię na temat filmu, to po pierwsze chciałabym zwrócić uwagę na motyw psychologiczny ze względu na to, iż nauka o ludzkim umyśle należy do moich własnych zainteresowań. Poza wyobrażeniem autora na temat spotkania dwóch kompozytorów, produkcja ta ukazuje to, co nieumiejętność zachowania umiaru może zrobić z człowiekiem. Komponowanie stało się obsesją dwojga tych artystów. Oboje nie czuli się szczęśliwi, co było następstwem konkurencji i obaw z tym związanych. Byli niewolnikami własnych pasji. Są tu uwidocznione barokowe postulaty dotyczące rozdwojenia człowieczej mentalności i problemów ideologicznych. Film wydał mi się interesujący. Sądzę, że został dobrze nakręcony i jeszcze długo pozostanie lubiany przez środowisko ludzi kultury.
