
Opowiadanie
Znów pogoda nie dopisywała. Kolejny październikowy wieczór przepełniony był wilgocią. Szłam powoli starając się omijać wszystkie kałuże. Zimny deszcz delikatnie opadał na moje przemoczone już ubranie. W głowie kotłowały się setki myśli. Dlaczego właśnie ja? Co to ma znaczyć? Jak miała się spełnić ta obietnica bezbolesnego przejścia? Pokonywałam kolejne ulice nie zwracając uwagi na innych przechodnów. Często obijałam się od nich słysząc wypełnione przetensjami “Jak chodzisz?”. Przecież jaki to ma sens w porównaniu z całym wszechświatem?
Znów pogoda nie dopisywała. Kolejny październikowy wieczór przepełniony był wilgocią. Szłam powoli starając się omijać wszystkie kałuże. Zimny deszcz delikatnie opadał na moje przemoczone już ubranie. W głowie kotłowały się setki myśli. Dlaczego właśnie ja? Co to ma znaczyć? Jak miała się spełnić ta obietnica bezbolesnego przejścia? Pokonywałam kolejne ulice nie zwracając uwagi na innych przechodnów. Często obijałam się od nich słysząc wypełnione przetensjami “Jak chodzisz?”. Przecież jaki to ma sens w porównaniu z całym wszechświatem? Z tym wszystkim co się wokół mnie dzieje? Przecież to jakaś hipnoza, jakaś tandetna baśń sprzedana mi przez wariata. Jakie przejście? Jakie życie na wieki? To wszystko nie dzieje się naprawdę. Kolejna ulica i bum, nie mogłam wpaść lepiej jak właśnie na niego.
- Cześć Nina! - usłyszałam w jego głosie niezwykły entuzjazm.
- Cześć Paul. - odpowiedziałam beznamiętnie i jakby nigdy nic chciałam go po prostu wyminąć.
- Dokąd tak biegniesz? Sama, zamyślona… - Paul delitanie ujął mnie za ramiona.
- To nie Twoja sprawa, Paul. Lepiej, żebyś trzymał się od tego wszystkiego z daleka. - odepchnęłam go delikatnie i ruszyłam przed siebie.
- Chodzi o Ian’a, tak? Nie musisz niczego ukrywać, już i tak wszystko wiem. Te słowa wbiły mnie w ziemię. Jak to możliwe? Czy w ogóle jest możliwe, żeby wiedział? Przecież nic mu nie powiedziałam. Ian też, przysięgnął mi to… Postarałam się uspokoić i powoli owróciłam się na pięcie w jego stronę.
- Co wiesz? - zapytałam niepewnie.
- Wiem, że to on jest dla Ciebie najważniejszy… Że… Że ja dla Ciebie się po prostu nie liczę. Zamilkłam. Nie miałam pojęcia, co mogę mu odpowiedzieć. Z jednej strony ulżyło mi, że nie chodzi mu o TĘ sprawę. Z drugiej zaś strony jakiś ogrnomy ból przeszył moje serce. On naprawdę myślał, że pomiędzy mną a Ian’em coś było! Chciałabym mu wszystko wyjaśnić, wszystko powiedzieć. Przecież tak naprawdę liczył się tylko on, ale wielka gula utknęła w moim gardle całkowicie uniemożliwiając mi wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa. Spóściłam wzrok. Nie miałam odwagi nawet spojrzeć mu w oczy.
- Cześć… - powiedziałam szeptem odracając się od Paula. Nie czekałam na jego odpowiedź. Ruszyłam szybkim krokiem przed siebie. Łzy powoli spływały mi po policzkach. Mijałam kolejne zakręty ciągle przyspieszając kroku. Biegłam na oślep, nie patrząc dokąd zmierzam. Nagle uderzyłam w kogoś z impetem.
- Przepraszam - powiedziałam odruchowo nie patrząc w kogo tak naprawdę uderzyłam całą sobą.
- Nie ma za co, Skarbie. Tak, to był głos Ian’a. Tego się nie spodziwałam. Moim ciałem wstrząsnął okropny dreszcz.
- Czego chcesz? - zapytałam, próbując ukryć przed nim wszystkie moje emocje.
- Ty wiesz - wyszeptał mi do ucha. - Nadszedł już czas… Poczułam jak moje nadgarstki więzi coraz mocniejszy uścisk jego dłoni. Ze wszystkich sił próbowałam się uwolnić jednak przynosiło to tylko efekt odwrotny do zamierzonego - jego dłonie zaciskały się jeszcze mocniej. Widziałam dokładnie jak jego twarz się zmienia. Stawała się coraz bardziej przerażająca. Jego oczy nagle wypełniła krew oraz bardzo wyraźnie uwydatniły się jego okropne kły.
- To nie będzie bolało. - powiedział z przerażającym uśmiechem po czym zatopił swoje kły w mojej szyi…





