
Choroba ciała i duszy
Anoreksja jest nam wszystkim bardzo dobrze znana. Wydaję mi się, że nie ma ani jednej osoby, która chociaż częściowo nie wiedziałaby na czym ona polega. Straszy się nią w szkołach i mówi co jakiś czas w telewizji. Zaczyna się ona bowiem w naszych głowach, w następnej kolejności cierpi nasze ciało, a potem następuje śmierć. Świat, w którym żyjemy jest bardzo okrutny, nie ma co ukrywać. Prawdziwą sztuką jest teraz posiadać trzeźwy rozum i takim też patrzeć.
Anoreksja jest nam wszystkim bardzo dobrze znana. Wydaję mi się, że nie ma ani jednej osoby, która chociaż częściowo nie wiedziałaby na czym ona polega. Straszy się nią w szkołach i mówi co jakiś czas w telewizji. Zaczyna się ona bowiem w naszych głowach, w następnej kolejności cierpi nasze ciało, a potem następuje śmierć. Świat, w którym żyjemy jest bardzo okrutny, nie ma co ukrywać. Prawdziwą sztuką jest teraz posiadać trzeźwy rozum i takim też patrzeć. Kobieta w dzisiejszych czasach ma być piękna, czyli szczupła, zgrabna – wychudzona. Jestem za gruba, tak to się zaczyna. Na początku, chcemy zrzucić tylko pięć kilo by pozbyć się „boczków”, gdy już je stracimy zauważamy kolejne defekty, nad którymi chcemy popracować, a potem tracimy już kontrolę i nie widzimy nic innego poza górą tłuszczu, które posiada nasze ciało. Dodajemy ćwiczenia, figura się wysmukla, ale wciąż nie jest wystarczająco dobra. Chudnę, czyli jest w porządku. Ten cel przysłania nam logiczne myślenie. W końcu w zdrowym ciele, zdrowy duch, tak? Liczymy kalorie w każdym posiłku, potem pojawia się jadłowstręt, nie pochłaniamy żadnych substancji odżywczych. Waga wciąż spada. To chore myślenie o ciągłym traceniu na wadze doprowadza nas do obłędu. Nie potrafimy się skupić na niczym innym. Widok żeber, odstających kości, zapadniętych policzków jest rewelacją? Dla niektórych to styl życia, dążenie do doskonałości, perfekcji, ale czy można żyć, tylko oddychając? Czy silna wola staje się błogosławieństwem? Chore ciało, i zarazem chora dusza. Sami siebie unieszczęśliwiamy, chcąc być szczęśliwym. Choroba dotykająca sferę fizyczną jak i psychiczną, nie jest zbawieniem, a raczej męką w którą sami możemy sobie przysporzyć. A jeśli ta choroba ma swoje podłożę jeszcze głębiej? Ania od dziecka była „pulchna”. Bardzo lubiła się bawić, jak każde małe dziecko. Jednak jej rówieśnicy nie chcieli utrzymywać z nią relacji, ponieważ się od nich różniła. Miałe parę kilogramów więcej niż inni. Na początku po prostu ją odtrącali, potem zauważyli, że dziewczynka zrobi to o co ją „poproszą”. Ania dalej bardzo się starała, jednak uświadomiła sobie, że nie jest sobą. W końcu przestała podążać za grupą, robić to co inne dzieci. Nie chciała więcej się przypodobywać. Grupie to się nie spodobało, już nie mieli tego wszystkiego co wcześniej dawała im Ania. Zaczęli jej dokuczać, przezywać ją i być dla niej niemili. Teraz ta dziewczynka jest nastolatką, chodzi do gimnazjum. Powoli chce się przekształcać w kobietę, zdobywać adoratorów, ale nie może. Po głowie ciągle chodzi jej ta mała Ania, której nikt nie chciał polubić taką jaką była, więc czemu teraz mają to zrobić? Chciała się znienić tracąc na wadze. Nawet daleka przeszłość ma bardzo duży wpływ na teraźniejszość. Ból dalej pozostaje. Przeraża mnie też to, że kryteria modowe nie widzą w takim ciele nic złego. Ba, nawet uważają to za „idealne wymiary super modelki”. Modelka powinna być swego rodzaju autorytetem, przykładem. A nie wrakiem człowieka, gdzie zarys jego postury pokazują tylko kości. Prawdziwa kobieta powinna mieć czym się chwalić. Posiadać swoje atuty, ale też lekkie niedociągnienia, ponieważ nikt nie jest idealny. Być normalna i prawdziwa. Powinna być jak najbardziej sobą i nie wzorować się na innych
