
Felieton - brudny interes.
Mam zamiar kupić psa, najlepiej miniaturkę. Tylko nie mogę się zdecydować! Chodzi mi o psa małego, rasowego, wesołego, ale taniego! Tak do 500 złotych. Co polecacie? Właśnie takie sytuacje przyczyniają się do powstania i utrzymywania pseudohodowli. Co prawda ustawa o zakazie ich funkcjonowania istnieje i obowiązuje, ale kto się będzie nią przejmował? Ktoś chce psa, oczywiście rasowego, ale dużo tańszego, więc musi go mieć. Moda na Maltańczyki, Buldogi francuskie? Już się robi!
- Mam zamiar kupić psa, najlepiej miniaturkę. Tylko nie mogę się zdecydować! Chodzi mi o psa małego, rasowego, wesołego, ale taniego! Tak do 500 złotych. Co polecacie? Właśnie takie sytuacje przyczyniają się do powstania i utrzymywania pseudohodowli. Co prawda ustawa o zakazie ich funkcjonowania istnieje i obowiązuje, ale kto się będzie nią przejmował? Ktoś chce psa, oczywiście rasowego, ale dużo tańszego, więc musi go mieć. Moda na Maltańczyki, Buldogi francuskie? Już się robi! Dwa psy tej samej rasy i voilà. Krzyżowanie zwierząt między rodzeństwem? A może suczka zachodząca w ciąże przy każdej cieczce? „Przecież to tylko pies!”. „Co to za właściciel, co psa zostawił?” – oburza się mama trójki dzieci. Ale czy zamiast kupna przeuroczego, małego Yorka wybierze adopcję? Ale przecież dzieci pragną dostać zwierzątko pod choinkę, koniecznie takie, które widziały w reklamie karmy Pedigree. A co powiedzą sąsiedzi, którzy mają rasowe psy? Taki wstyd! Tyle ofert w Internecie, bardzo przystępnych. Więc czemu nie? Na pytanie, czym jest pseudohodowla nie jest trudno odpowiedzieć - jest to miejsce, w którym rozmnażane są psy bez rodowodu. Brzmi niewinnie. Jednak stanowi to ogromny problem, który trafia na języki tylko wtedy, kiedy media poinformują o zamknięciu takiej placówki. Niewielu ludzi wie, że według prawa zabroniona jest nie tylko sprzedaż, ale i kupno psów bez rodowodu wystawionego przez krajową organizację kynologiczną. Przez swoje skąpstwo i niewiedzę napędzamy miejsca, w których szczeniaki są „produkowane” oraz przetrzymywane w piwnicy, gdyż stanowią problem. Szczepienie? Odrobaczenie? Przegląd? MARZENIE! Te, które są zdrowe, bądź sprawiające takie wrażenie, trafiają do naszych domów. Często jednak okazuje się, że wymagają one specjalistycznego leczenia, które jest tak kosztowne, że przewyższa kwotę, którą wydalibyśmy „na psa z kwitkiem”. A co w przypadku, gdy występują zauważalne wady rozwojowe? Istnieją różne fundację, które starają się ratować te zwierzęta. Jednak nie jest możliwe odnalezienie ich wszystkich, więc skoro nie sprzedają się i nie nadają do rozrodu są po prostu zabijane przez swoich ukochanych hodowców. Każdy, kto kupuje stamtąd zwierzę przyczynia się do tego procederu! Tam nikt nie martwi się o stan zdrowia psów. Nikogo nie obchodzi, że są one chore, zarobaczone. Cierpią one w okropnych warunkach, co dziwne nie chwyta to nikogo za serce. Tam pieniądz stanowi największą wartość. Nie dajmy się skusić promocji.
