
Recenzja - Miasto 44
„Miasto 44” to dzieło Jana Komasy opowiadające o Powstaniu Warszawskim. Reżyser przedstawia ten koszmar z hollywoodzkim rozmachem. Prace nad filmem rozpoczęły się osiem lat temu, sama realizacja zajęła dwa lata i pochłonęła budżet 25 milionów złotych. Głównych bohaterów filmu poznajemy na krótko przed wybuchem powstania. Choć Warszawa jest okupywana mieszkańcy mają czas na spotkania i zabawę. W tej atmosferze poznajemy Stefana (Józef Pawłowski). Chłopak do konspiracji trafia tak naprawdę gnany hormonami, a dokładniej za sprawą Kamy (Anna Próchniak) , która się w nim zakochuje.
„Miasto 44” to dzieło Jana Komasy opowiadające o Powstaniu Warszawskim. Reżyser przedstawia ten koszmar z hollywoodzkim rozmachem. Prace nad filmem rozpoczęły się osiem lat temu, sama realizacja zajęła dwa lata i pochłonęła budżet 25 milionów złotych.
Głównych bohaterów filmu poznajemy na krótko przed wybuchem powstania. Choć Warszawa jest okupywana mieszkańcy mają czas na spotkania i zabawę. W tej atmosferze poznajemy Stefana (Józef Pawłowski). Chłopak do konspiracji trafia tak naprawdę gnany hormonami, a dokładniej za sprawą Kamy (Anna Próchniak) , która się w nim zakochuje. Jednak on już wcześniej oddał serce Biedronce (Zofia Wichłacz) , która także zaangażowana jest w powstańczą walkę. Konspiracja przestaje grać role przygody gdy podczas pierwszej akcji ich kolega zostaje postrzelony. Akcja zaczyna przyśpieszać, przeradza się w walkę o przetrwanie i chęć pomszczenia najbliższych. Na ekranie dzieje się naprawdę dużo, a wszystko to ma związek z okropieństwami wojny – śmierć i apokalipsa we wszystkich możliwych odsłonach. Według mnie najlepszą a zarazem najgorszą sceną filmu był deszcz krwi i ludzkich ciał po wybuchu czołgu .Ale przejmującym widokiem było samo miasto, które ginie dzielnica po dzielnicy, ulica po ulicy, wreszcie kamienica po kamienicy. Najlepiej widok zrujnowanej Warszawy ukazuje nam sama końcówka filmu.
Niektórzy mogą narzekać że zbyt dużo tu wizualnych ozdobników. Ze dzieło Komasy nie wyraża tragedii powstania… Mi jednak wydaje się że taka wersja bardziej dociera do młodych , że film jednak ukazuje tą tragedie , tylko nie jest taki jak każdy. To znaczy że w filmie historycznym co scenę widz ma być wbijany bardziej w krzesło,a emocje starają się być jeszcze silniejsze od tych z poprzedniej sceny. Film Jana Komasy dawkował emocje , ale nie pozwalał na to by widz się nudził i odrywał wzrok od ekranu. Zerwał z pokazywaniem suchej historii i przez to wydaje mi się pozwala przeżyć i wczuć się w Powstanie.
