"Sztuka wojny" jako podręcznik strategii wojskowej

„Sztuka wojny” to niewątpliwie arcydzieło starożytnej myśli wojskowej. Uznawane za najstarszy na świecie podręcznik bądź to poradnik sztuki wojennej. Przypisywane początkowo Sun Wu, żyjącemu pod koniec V w. p.n.e. chińskiemu strategowi z biegiem lat dzięki badaniom historycznym udało się podpisać imieniem Sun Tzu(1). Nieścisłości wynikały z daty w której powstało owo dzieło. Bądź co bądź ponad dwa tysiące lat historii mogły zniekształcić nazwiska, czy wymowę trudnego języka jakim jest chiński. Z tego samego powodu trudność sprawia sam tytuł.

„Sztuka wojny” to niewątpliwie arcydzieło starożytnej myśli wojskowej. Uznawane za najstarszy na świecie podręcznik bądź to poradnik sztuki wojennej. Przypisywane początkowo Sun Wu, żyjącemu pod koniec V w. p.n.e. chińskiemu strategowi z biegiem lat dzięki badaniom historycznym udało się podpisać imieniem Sun Tzu(1). Nieścisłości wynikały z daty w której powstało owo dzieło. Bądź co bądź ponad dwa tysiące lat historii mogły zniekształcić nazwiska, czy wymowę trudnego języka jakim jest chiński. Z tego samego powodu trudność sprawia sam tytuł. Powszechnie używany jest tytuł „Sztuka Wojny” , spotykana jest jednak również tytuł „Sztuka Wojenna”. „Sztuka Wojny” powstała w burzliwym dla Chin Okresie Wiosen i Jesieni, podziału na królestwa(2) i wojen pomiędzy nimi. Pomimo podziału i ustawicznych wojen okres ten uznaje się jednak za najbardziej płodny dla starożytnych Chin. Ogromna liczba filozofów (w tym słynnego Konfucjusza), pionierskich architektów, poetów czy historyków pozwala uznać poziom rozwoju ówczesnych królestw za bardzo wysoki. W latach 514-496 p.n.e. w czasie gdy władza centralna przestała być w jakikolwiek sposób uznawana, Sun Tzu służył najprawdopodobniej Ho-lü, królowi Wu. Który toczył ustawiczne wojny z królestwem Yue. Do Europy po raz pierwszy “Sztuka wojny” dotarła, na krótko przed wybuchem Rewolucji Francuskiej, jako streszczenie przetłumaczone przez francuskiego jezuitę, ojca J. J. M. Amiot. W późniejszych czasach, aż po dziś dzień doczekała się wielu przekładów i komentarzy, w tym również w odniesieniu do nowoczesnych praktyk konkurencyjnych, ekonomii, czy zarządzania(3). Wydaję mi się, że uniwersalność tego dzieła stanowi o jego popularności. Dziś sięgają po nią nie tylko wojskowi, czy stratedzy polityczni, ale również biznesmeni, czy ekonomiści. W kręgach azjatyckich zaś „Sztuka Wojny” uznawana jest wręcz za podręcznik życia, który odnosi się do spraw codziennych.
„Sztuka Wojny” to trzynaście rozdziałów traktujących osobno o aspektach prowadzenia wojny. Mówiąc one zarówno o strategii jak i taktyce, którego to podziału dokonał Sun Tzu po raz pierwszy.
Rozdział pierwszy czyli „Wstępna ocena” to część moim zdaniem kluczowa dla całości. Sun Tzu określa tu, iż „Wojna jest największą sprawą państwa, podstawą życia i śmierci, Tao przetrwania lub zagłady”. Pierwsze zdanie „Sztuki Wojny” to według mnie najważniejsze założenie strategiczne w historii świata. Określa, że w przypadku wybuchu wojny wszelkie inne sprawy schodzą na dalszy plan, wojna jest podstawą „życia i śmierci”, od niej zależy czy państwo przetrwa czy upadnie. Jest to zdanie proste, zdawać by się mogło oczywiste, lecz stwierdzam, że Sun Tzu wyprzedził swoje czasy o ponad dwa tysiące lat. „Największą sprawą państwa”, rozumiem to- państwa jako całości, każdego obywatela, określonej ponad dwa tysiąclecia później przez Carla von Clausewitza trójcy- władzy, obywateli i wojska, której istotę i wartość zaczęto dostrzegać w świecie zachodnim dopiero od czasów rewolucji francuskiej. Sun Tzu opisuje: „Tao sprawia, że lud w pełni popiera władcę. Będą więc z nim umierać, żyć z nim i nie będą lękać się niebezpieczeństw”, dostrzega więc istotę i siłę morale i zaufania do władzy. Niestety współcześni politycy Sun Tzu nie czytali i siły Tao nie potrafią zrozumieć. Autor zwraca także uwagę na to, jak istotne jest dobre dowodzenie. Uważa iż generałowie powinni być: mądrzy, wiarygodni, dobrzy, odważni i surowi. Stwierdza też, że władca nająć może tylko tych, którzy znają jego zasady pola walki. Można tu doszukać się pychy i pewnej zarozumiałości chińskiego stratega, jednak jego rola społeczna jako doradcy króla i krąg kulturowy całkowicie usprawiedliwiają jego zaufanie do własnej osoby.
„Żaden kraj nie skorzystał nigdy na przedłużającej się wojnie” oraz „W wojnie ceni się zwycięstwo a nie przedłużające się działania” to kolejne myśli przewodnie „Sztuki wojennej”. Można tu znów zauważyć wyprzedzenie epoki. Przykładem jak państwa tracą na przedłużających się działaniach może być nawet I wojna światowa, w której doktryna wojny na wyniszczenie, nie przyniosła tak naprawdę korzyści żadnej ze stron.
Sun Tzu opisuje także konieczność zdobywania zapasów na wrogach. We wszelkich opracowaniach i komentarzach do „Sztuki wojny” pojawia się stwierdzenie iż obecnie w czasie prowadzenia walk nie ma zastosowania ta zasada(4). Pozwolę sobie się z tym nie zgodzić podając przykłady z nie tak dawnej przeszłości. Takiej jak np. przejęcie przez wojska Wermachtu w roku 1938 wszystkich czołgów Czechosłowackich, wdrożenie ich do armii i kontynuację produkcji(5), czy „wymianę” przez Amerykanów w Wietnamie nieprzystosowanych do warunków tropikalnych M16 na zdobyczne Kałasznikowy(6). W rozdziale 3. „Planowanie ofensywy” pada kolejne arcyważne, kluczowe i bodaj najczęściej cytowane założenie strategiczne Sun Tzu: „Prawdziwym szczytem osiągnięć jest pobicie armii wroga bez walki”. Zwycięstwo bez walki- bez strat w ludziach, zasobach i terytorium- przy wzmocnieniu własnej pozycji i pobiciu przeciwnika, to zdaniem chińskiego stratega ideał. Powstaje tutaj też koncepcja atakowania planów przeciwnika(7), zwyciężania „strategii strategią”. Stwierdzenie to jest, moim zdaniem, genialne w swojej prostocie i jednocześnie pozwalające tworzyć(nawet tylko na jego podstawie) doktryny a zwłaszcza podstawy całych strategii. Niszczenie struktur wrogich założeń i zwyciężanie przy braku strat powinno być absolutnym fundamentem każdego konfliktu. Zwycięstwo bez walki jest z punktu widzenia zarówno ekonomicznego jak i militarnego po prostu najbardziej opłacalne. Słusznie bądź nie, doskonałe zastosowanie walki strategii ze strategią dostrzegam w Zimnej Wojnie i stałych zmianach koncepcji strategicznych NATO i Układu Warszawskiego, w zależności od działań przeciwnika. Rozpad Związku Radzieckiego i UW oraz uniknięcie konfrontacji nuklearnej to najdoskonalsze moim zdaniem zwycięstwo- i nie boję się zaryzykować takiej teorii- w historii ludzkości. Myślę, że sam Sun Tzu nie potrafiłby sobie wyobrazić lepszego wykonania swojego założenia. Również w tym rozdziale powstaje, kontrowersyjna z dzisiejszego punktu widzenia, zasada nie ingerowania władzy cywilnej w sprawy prowadzenia wojny. Nieadekwatna do czasów współczesnych ponieważ praktycznie każda armia posiada zwierzchnictwo cywilne. Mówi się, że Wojna to sprawa zbyt wielkiej wagi by pozwolić decydować o niej wojskowym” i można oddać temu stwierdzeniu część racji bo według C.V.Clausewitza „wojna to prowadzenie polityki innymi środkami”, lecz osobiście więcej racji przyznałbym Sun Tzu. Cywilna kontrola nad wojskiem źle wpływa na samo wojsko. Przede wszystkim: człowiek „z zewnątrz” (w Polsce np. minister obrony narodowej) nie zna dokładnie realiów armii, nie potrafi dowodzić, nie zna problemów od wewnątrz, siedząc przy biurku rozeznaje się w sytuacji tylko poprzez opinie oficerów z którymi nie musi się zgadzać, jeśli ma własną wizję i pogląd. Potęgowane faktem, że jest cywilem i nie posiada stopnia wojskowego prowadzi to braku zaufania i szacunku wśród żołnierzy. Na szczęście dowodzenie w czasach konfliktów przebiega już bez ingerencji cywilnej. Zgubne skutki dowodzenia przez cywili poniósł w II wojnie światowej Wermacht, którego pewne decyzje Hitlera doprowadziły do klęski.
Rozdział IV „Rozmieszczenie wojsk” przedstawia kolejną istotną tezę „[…]biegły w sztuce wojennej najpierw starał się być niezwyciężonym, a potem czekał na moment, aż wróg stanie się podatny na porażkę”. Kolejne proste, a jak istotne zdanie. Właśnie w prostocie leży według mnie, siła Sun Tzu. Własna niezwyciężoność- odstraszanie, po raz kolejny niszczenie strategii przeciwnika własną strategią, atakowanie zaś przy osiągnięciu pewności zwycięstwa. Autor zauważa też, iż dowodzenie wielka armią niewiele różni się od dowodzenia małą grupą, jest to tylko kwestia organizacji. Oczywiste wydaje się, iż chodziło tu o hierarchiczny podział armijny, jednak nigdzie nie jest napisane iż dotyczy to właśnie tego podziału dowodzenia. Równie dobrze można ową organizację porównać do obecnych struktur sieci wzajemnych zależności gdzie pojedyncze jednostki posiadają dużą autonomię decyzji, a liderzy nie są uhierarchizowani, lecz działają na zasadzie wspólnych oddziaływań. Trudno jest mi „krytycznie” oceniać dzieło, które uznaję za niemal doskonałe. Jego założenia były trafne zarówno przed dwoma tysiącami lat, jak i obecnie. Czego nie można powiedzieć o setkach późniejszych dzieł. „Sztukę Wojny” uważam za absolutny fundament rozważań na temat strategii i mam na myśli każdy aspekt planowania strategicznego. Począwszy od strategii gospodarczej, poprzez bezpieczeństwa narodowego, strategię rozwoju firmy itd. Nie czyta się „Sztuki wojny” łatwo, pomimo iż jest dość krótka. Jednakże satysfakcja z jej przeczytania rekompensuje cały czas włożony w jej czytanie. Ogromnego szacunku do autora nabiera się, gdy ma się myśl, że jego założenia są tak proste a jednocześnie pozwalające się rozbudowywać, porównywać i scalać praktycznie w nieskończoność. Można powiedzieć, że chińskiemu strategowi było łatwiej formułować swoje założenia gdyż robił to pierwszy, mam jednak inne zdanie. Wydaję mi się, że wręcz przeciwnie, było mu trudniej- nie miał się na kim wzorować i czyich rozważań kontynuować, czego nie można powiedzieć o kolejnych pokoleniach strategów.