Recenzja filmu "Skyfall"

Nigdy nie sądziłam, że film opowiadający o agencie 007 tak bardzo mi się spodoba. Od kiedy tylko pamiętam byłam negatywnie nastawiona do tej serii, jednak w grudniu wybrałam się wraz ze znajomymi na maraton w kinie Helios, który otwierał sensacyjny film „Skyfall” Sama Mendesa. Jest to 23. obraz opowiadający historię znanego wszystkim Jamesa Bonda, w którego po raz kolejny wcielił się Daniel Craig. Tylko jak zaciekawić publiczność po raz kolejny tą samą historią?

Nigdy nie sądziłam, że film opowiadający o agencie 007 tak bardzo mi się spodoba. Od kiedy tylko pamiętam byłam negatywnie nastawiona do tej serii, jednak w grudniu wybrałam się wraz ze znajomymi na maraton w kinie Helios, który otwierał sensacyjny film „Skyfall” Sama Mendesa. Jest to 23. obraz opowiadający historię znanego wszystkim Jamesa Bonda, w którego po raz kolejny wcielił się Daniel Craig. Tylko jak zaciekawić publiczność po raz kolejny tą samą historią? Tym razem twórcom się udało. James Bond jest błyskotliwy, ale też znudzony życiem, czuje się zdradzony. M. alienuje go, agent zostaje odepchnięty, zapada się pod ziemię. Po napadzie na MI6, agent powraca, ujawnia się, ponownie wstępuje w szeregi załogi M., w tej roli genialna Judi Dench. To tylko dzięki niej Bond jest ponownie przyjęty, ona fałszuje, zataja wyniki jego testów sprawnościowych, daje mu kolejną szansę. Sprawcą napadu okazuje się być rozgoryczony, również zdradzony były agent MI6, informatyk-geniusz, Raoul Silva (w tej roli Javier Bardem), który stacjonuje na opuszczonej wyspie. Bond trafia tam prowadzony przez oszałamiająco piękną kobietę, Severine (Berenice Marlohe), zostaje porwany, przez krótki czas więziony. Severine ginie zastrzelona przez Silvę. Dzięki interwencji M., agent zostaje uratowany. Następuje seria wydarzeń szybkich, zaskakujących. Pojmany były pracownik MI6 okazuje swój geniusz, knuje, ucieka, ale przecież z Bondem wygrać nie sposób! W kilku ostatnich scenach widzimy miejsce, gdzie James się wychowywał, powracamy do jego korzeni, możemy dowiedzieć się, strony mocy. Silva zostaje unieszkodliwiony, Bond zwycięża. Reżyser, aktorzy, scenarzysta, muzyka, wszystko wpływa na korzyść filmu. Oglądając, jesteśmy przejęci i zastanawiamy się, co wydarzy się za moment. Błyskotliwe dialogi, Craig tak dobrze wcielający się w bezwzględnego agenta, jego piękna dama, obiekt zainteresowania i niczego sobie współpracowniczka wywołają uśmiech na twarzach prawdziwych fanów. Zafascynowana byłam nawet ja, osoba, która po raz pierwszy na „Bondzie” nie zasnęła w połowie.
Oczywiście, Bond jeszcze wróci. Pozostaje nam czekać z niecierpliwością na kolejny, miejmy nadzieję, majstersztyk.