Bo Kaukaz to Czeczenia

Zamachy w Bostonie były wydarzeniem tragicznym i tak zwyczajnie przygnębiającym. Szczególnie smutne jest to, że ktoś świadomie próbował zabić sportowców. Osoby, które chciały po prostu wziąć udział w jednej z najlepszych imprez biegowych na świecie. Krytykować zamachowców można bardzo, bardzo długo, ale nie o tym miał być ten list. Próbuję hamować emocje, ale to strasznie trudne kiedy kolejny raz przy okazji “zamachowców z Kaukazu” od razu wskazuje się na Czeczenię. Jak doskonałych PR-owców musi mieć rosyjska władza, że z małego, umęczonego dwiema tragicznymi wojnami narodu udało im się wygenerować obraz największych terrorystów i morderców na całej kuli ziemskiej, a wykluczając obecność istnień pozaziemskich prawdopodobnie w całym wszechświecie.

Zamachy w Bostonie były wydarzeniem tragicznym i tak zwyczajnie przygnębiającym. Szczególnie smutne jest to, że ktoś świadomie próbował zabić sportowców. Osoby, które chciały po prostu wziąć udział w jednej z najlepszych imprez biegowych na świecie. Krytykować zamachowców można bardzo, bardzo długo, ale nie o tym miał być ten list. Próbuję hamować emocje, ale to strasznie trudne kiedy kolejny raz przy okazji “zamachowców z Kaukazu” od razu wskazuje się na Czeczenię. Jak doskonałych PR-owców musi mieć rosyjska władza, że z małego, umęczonego dwiema tragicznymi wojnami narodu udało im się wygenerować obraz największych terrorystów i morderców na całej kuli ziemskiej, a wykluczając obecność istnień pozaziemskich prawdopodobnie w całym wszechświecie. Nie da się ukryć, że bojownicy czeczeńscy mają na swoich sumieniach (o ile je mają) wiele złego. Ot można wymienić chociażby Budionnowsk, Dubrowkę czy Biesłan. Tylko niech ktoś rozsądny mi wytłumaczy dlaczego kiedy wybuchnie bomba w Rosji, wysadzony zostanie gazociąg, zastrzeli się policjanta, to zawsze trop prowadzi na Kaukaz? Dobrze. Często zamachowcy pochodzą z Kaukazu. Tylko na miłość boską (jakąkolwiek Allaha, Jahwe czy innego Re) nie można Kaukazu utożsamiać z Czeczenią. Jedna z gazet napisała: " Z dotychczasowych ustaleń wynika, że obaj bracia: 19-letni Dżochar oraz 26-letni Tamerlan są czeczeńskiego pochodzenia. Rodzice mieli wyjechać z Czeczeni na początku lat 90., a Tamerlan urodził się prawdopodobnie w Kirgistanie. W 2001 roku rodzina Carnajewów wyjechała z Kirgistanu do Dagestanu". O jakich Czeczenach my tu mówimy? Szanowni Państwo, ci chłopacy lub terroryści bo tak też można ich nazwać nie mają nic wspólnego z Czeczenią. Skoro Tamerlan urodził się w Kirgistanie, to być może stosując zasadę ius soli jest z pochodzenia Kirgizem? Jeśli nie, to przecież obaj przebywali się w Dagestanie. A Dagestan to nie Czeczenia. Jeśli mieli zainteresować się bombami/zamachami, to nie mogło się to stać w Czeczeni z banalnych względów, bracia mogli tam nigdy nie być. Pewnym jest, że nie stało się to dlatego, że byli Czeczenami, czy dlatego, że ich rodzice stamtąd pochodzili. Zbyt często polska i rosyjska prasa utożsamia Czeczeńca z przestępcą. Jeśli dokonano zamachu w moskiewskim metrze i kamery przemysłowe zarejestrowały mężczyznę o ciemnej karnacji i ciemnych włosach, to zarówno nasze media i przede wszystkim rosyjskie z góry wiedzą, że zamachowcami byli Czeczeni. A przecież należy, a wręcz trzeba pamiętać, że to nie jedyna republika na terytorium Federacji Rosyjskiej, której zwierzchność Moskwy nie odpowiada. Media, politycy i społeczeństwa państw zachodnich zapominają, że o wiele bardziej niespokojne w chwili obecnej są Inguszetia i przede wszystkim Dagestan. Jeśli już wskazywać na republikę, która ukształtowała młodych terrorystów, to winny jest Dagestan, a nie Czeczenia, która od pacyfikacji w czasie drugiej wojny czeczeńskiej rok po roku staje się co raz spokojniejsza. Można narzekać, że za Ramzana Kadyrowa nadal giną ludzie, nadal prześladowana jest opozycja, ale przyznać należy, że Grozny podnosi się ze zniszczeń, że powstają nowe szkoły, drogi i meczety. Czeczenia się zislamizowała, ale to nie oznacza, że jest maszynką do produkowania terrorystów. Walki o niepodległość Czeczenii upadły, ograniczają się do pojedynczych ataków, które w przeciwieństwie do pierwszej czeczeńskiej nie mogą dać niezależności. Powstała jednak bardziej niebezpieczna idea. Tej zapewne podporządkowali się bracia Carnajewowie - Emirat Kaukaski. Tylko jeśli chcemy ich osądzać przez ten pryzmat, to nie róbmy z nich Czeczenów, bo nie o wolną Czeczenię walczą, a o zjednoczenie muzułmanów na Kaukazie w jedno państwo. Poza tym podłożenie bomby w USA ma niewiele wspólnego z walką o wolny Kaukaz. To przykre, że media w Stanach Zjednoczonych tak szybko wydały wyrok, że zamachowcami są Czeczenii. To przykre, że podążyli śladem Rosji, która wszelkie zło przypisuje temu narodowi. To przykre, że Amerykanie, którzy jeszcze w czasie pierwszej wojny czeczeńskiej sympatyzowali z tym maleńkim narodem, teraz tak łatwo skazali rodaków Maschadowa i Zakajewa na szykany i potępienie. Mam nadzieję, że gdzieś na tzw. “gorącej linii” nie doszło do targu Czeczenia za Iran lub Czeczenia za Syrię, bo już raz w imię walki ze światowym terroryzmem Stany Zjednoczone poświęciły Republikę Iczkerii dopuszczając do drugiej wojny czeczeńskiej. Trzecia mogłaby oznaczać unicestwienie całego narodu. I jak się potem dziwić, że powstają czeczeńskie getta w Polsce i społeczeństwo niechętnie odnosi się do uchodźców kiedy wszystkie media w Polsce powieliły informację, że za zamachami w Bostonie stoją Czeczeńcy…?