
Rozdział I
Jeszcze tylko kilka dni. Dokładnie to tydzień i kolejny rok w Hogwarcie. Już szósty. Oczywiście chcę wracać do szkoły! Stęskniłam się za Harrym i Ronem, całą resztą przyjaciół z Gryffindoru…Jednak…czegoś mi brakuje. Wiem czego. Czuję się taka pusta, niekochana, a to wszystko przez brak jakiejś miłości! Chłopaka, któremu by na mnie zależało, który by mnie pokochał, dla którego byłabym najważniejsza…Mama mówi, że za wcześnie na chłopaka, ale każda moja przyjaciółka już kogoś miała lub ma.
Jeszcze tylko kilka dni. Dokładnie to tydzień i kolejny rok w Hogwarcie. Już szósty. Oczywiście chcę wracać do szkoły! Stęskniłam się za Harrym i Ronem, całą resztą przyjaciół z Gryffindoru…Jednak…czegoś mi brakuje. Wiem czego. Czuję się taka pusta, niekochana, a to wszystko przez brak jakiejś miłości! Chłopaka, któremu by na mnie zależało, który by mnie pokochał, dla którego byłabym najważniejsza…Mama mówi, że za wcześnie na chłopaka, ale każda moja przyjaciółka już kogoś miała lub ma. Co prawda już ktoś był. Przecież był Wiktor, ale to był facet kompletnie nie w moim guście, dużo starszy, zresztą nic do niego nie czułam od samego początku wiedziałam, że to nie to. Ginny mówiła, jeszcze w zeszłym roku, że Ron chyba coś do mnie czuje, no ale…Ron? Jest moim najlepszym przyjacielem, jednak nie wyobrażam sobie, żebym mogła się z nim związać. Zresztą nie zauważyłam, żeby mu na mnie zależało jak na dziewczynie, bo jak na przyjaciółce to owszem, zauważyłam i to nie raz, poza tym, mi również bardzo na nim zależy, jak na przyjacielu, traktuję go jak brata…Mimo wszystko chciałabym znaleźć sobie chłopaka…
-Hermiono! Miona, poczekaj!- odwróciłam się. To Harry z Ronem byli na końcu peronu 9 ¾ i machali do mnie. Podbiegłam do nich i mocno uściskałam. Ron przytrzymał mnie nieco dłużej niż zwykle. Może Ginny jednak miała rację…? Nie, nie będę sobie tym teraz zaprzątać głowy! -Może znajdziemy jakiś wolny przedział?- zaproponował Harry. -My musimy iść z Ronem do wagonu prefektów. Znajdź jakieś miejsca, my później przyjdziemy. Pociągnęłam Rona za ramię i poszliśmy do wagonu prefektów. Po drodze opowiadałam mu o wakacjach, ale chyba mnie nie słuchał. Na miejscu jeszcze nikogo nie było, a więc usiedliśmy i czekaliśmy. -Ron, a tobie jak minęły wakacje? -A, w porządku. Harry do nas przyjechał na początku sierpnia i tyle. Nigdzie nie wyjeżdżaliśmy, przecież, jak zwykle nie mieliśmy kasy. No tak. Znów to samo. Ron narzeka na brak pieniędzy. Współczuję mu, to jasne, ale takie ciągłe żalenie robi się trochę nużące… -Oj tam, ale spędziłeś połowę wakacji z Harrym, a więc pewnie nie było tak źle. -Nooo, nie, było miło.-odpowiedział Ron mało entuzjastycznie. Na serio nie wiem o co mu chodzi. Zrobił się jakoś małomówny. Trudno. Po chwili do wagonu wszedł prefekt naczelny i usiadł naprzeciwko mnie. -Wy z Gryffindoru, tak?- zapytał. W ciszy przytaknęliśmy. -Okej, w takim razie czekamy na resztę. Po jakimś czasie przyszłą reszta prefektów. Malfoy oczywiście nie mógł darować sobie wrednych uwag, gdy nas zobaczył. Patrząc na mnie oznajmił głośno, że pełno tu szlamu, a patrząc na Rona zastanawiał się na głos, jak z tak dużą rodziną mieści się w kurniku, bo tylko na to ich stać. Czy on nie może się w końcu zamknąć? To się robi powoli żałosne… Po przemowie prefekta naczelnego mogliśmy już wracać do swoich przyjaciół. Przez całe spotkanie Malfoy bezczelnie się na mnie gapił. Miałam ochotę pokazać mu język, ale to byłoby chyba nieco dziecinne. A jeszcze jakby tego było mało, to perfidnie wpadł na mnie w drzwiach przedziału. Dlaczego on jest taki wkurzający? Gdyby Ślizgonów nie było w Hogwarcie, to życie byłoby o wiele łatwiejsze. -Ron, wiesz może, gdzie dokładnie jest Harry?- zapytałam. -Pewnie gdzieś w pociągu…- odparł rozkojarzony Ron. -Ej, co się dzieje? Dziś jesteś jakiś dziwny. Słabo kontaktujesz i w ogóle. -Przepraszam…Nie wyspałem się, a poza tym Malfoy mnie wkurzył. Zresztą, widziałaś jak on na ciebie patrzył? Chyba mu się spodobałaś. -Ja? Malofy’owi? Nie żartuj!- naprawdę mnie to rozbawiło. W życiu nie myślałam o Draconie jak o chłopaku, z którym mogłabym być. Co prawda…Brzydki nie jest, ale co z tego, skoro to najwredniejszy facet jakiego miałam nieszczęście poznać? Zresztą, czemu ja myślę o Malofy’u?! -Ja wcale nie żartuję! Wyładniałaś przez te wakacje i wcale mu się nie dziwię, że nie mógł oderwać od ciebie wzroku. Sam ledwo to zrobiłem.- powiedział Ron patrząc na mnie i wodząc oczami od góry do dołu. Zarumieniłam się, naprawdę mi to schlebiało. Przez wakacje zauważyłam, że urosły mi biodra i piersi, ale myślałam, że po prostu przytyłam i nieco mnie to zdołowało… Jednak widocznie chłopaków to kręci, no ale Malfoy? -Oh, dziękuję ci, Ron.- odpowiedziałam w dalszym ciągu zarumieniona. -Nie no, spoko, przecież tylko mówię prawdę. O, popatrz, tu jest Harry!- wykrzyknął Ron i weszliśmy do przedziału, w którym byli Harry, Luna i Neville. Siedząc tam czułam się cudownie, byłam w gronie moich najbliższych przyjaciół, naprawdę za nimi tęskniłam. W pewnym momencie Ron wypalił: -Wiecie, że nasza Miona podoba się Malofy’owi? Harry zakrztusił się i zapytał z przerażeniem: -Coooo? -Przestań, Ron, to wcale nie jest prawdą! Pogapił się tylko trochę i tyle.- nie chciałam o ty gadać, po co Ron zaczął o tym mówić? -Yhym, jasne. Nie odrywał od ciebie wzroku. -Oh, daj spokój. Skoro mu się podobam, to niby dlaczego nazwał mnie szlamą?- zapytałam Rona, piorunując go wzrokiem. -Bo to Malfoy.- wtrącił Harry. -Dobra, chłopaki dajcie spokój.- żachnęłam się, bo naprawdę mnie ten temat wkurzał. Ja i Malfoy? Nie no, błagam! -Może pogramy w Eksplodującego Durnia?- zaproponował Ron, bo widział, że zdenerwował mnie i nie chciał dalej ciągnąć tej rozmowy. -Z przyjemnością!-odpowiedziałam.
To jest część mojego opowiadania, a raczej fanfiction o Hermionie Granger…Jak wam się podoba? :D



