
Mój tekst
Wstaje 6.00, słońce obudzić nie chce się. Z łóżka wyskakuje a za plecami kula świcząco zabija mnie. Już 6.30 a na dalej na ziemi leże, podnoszę się i kule wyjmuje. Dla rytmu życia znów sobie zanucę i naboje podrzuce. Nastała już 7.00 więc zbieram się, drzwi zamykam i witam śmierci kose, przed nią nigdy się nie ukłonie. Schodzić czas więc szybko zbieram się, słyszę znów bam i na ziemie padam. Z serią kul przywitałem się czule, nademną znów stoi Kostucha.
Wstaje 6.00, słońce obudzić nie chce się. Z łóżka wyskakuje a za plecami kula świcząco zabija mnie. Już 6.30 a na dalej na ziemi leże, podnoszę się i kule wyjmuje. Dla rytmu życia znów sobie zanucę i naboje podrzuce. Nastała już 7.00 więc zbieram się, drzwi zamykam i witam śmierci kose, przed nią nigdy się nie ukłonie. Schodzić czas więc szybko zbieram się, słyszę znów bam i na ziemie padam. Z serią kul przywitałem się czule, nademną znów stoi Kostucha. Smórd jej dobija mnie więc cóż wstaje i wracam przebrać się. już nastała 7.40 a ja dalej obijam się, biegiem pędzę. Przez park, przez chodnik skaczę i jak to pech chciał auto przywitało mnie. Uderzenie wyrzuca mnie znów a Śmierć kroczy ku mnie. Z uśmiechem szepcze: ,,Może kiedyś bo dziś nie chce"

