
Etyczne aspekty bioterapii
Nie ulega wątpliwości, że wiedza i umiejętności z zakresu medycyny znacznie się polepszyły w ostatnich stuleciach. Nowe zdobycze, jak chociażby szczepionki czy stosowanie zasad aseptyki i antyseptyki pozwoliły ograniczyć śmiertelność i sprawiły, że o wielu epidemiach zupełnie zapomnieliśmy. Jednak każdy medal ma dwie strony. Nie inaczej jest z medycyną i jej „cudownymi” odkryciami. Rzeczy z pozoru nieszkodliwe, użyte w niewłaściwy sposób lub z niewłaściwych pobudek, mogą okazać się bardzo niebezpiecznymi. Takimi właśnie problemami zajmuje się bioetyka.
Nie ulega wątpliwości, że wiedza i umiejętności z zakresu medycyny znacznie się polepszyły w ostatnich stuleciach. Nowe zdobycze, jak chociażby szczepionki czy stosowanie zasad aseptyki i antyseptyki pozwoliły ograniczyć śmiertelność i sprawiły, że o wielu epidemiach zupełnie zapomnieliśmy. Jednak każdy medal ma dwie strony. Nie inaczej jest z medycyną i jej „cudownymi” odkryciami. Rzeczy z pozoru nieszkodliwe, użyte w niewłaściwy sposób lub z niewłaściwych pobudek, mogą okazać się bardzo niebezpiecznymi. Takimi właśnie problemami zajmuje się bioetyka. Bioetyka zrodziła się jako odrębna dyscyplina naukowa w końcu lat siedemdziesiątych XX wieku w USA. Bioetycy analizują zjawiska związane z powstawaniem wiedzy biologicznej i medycznej, jej zastosowaniami oraz z ingerencją człowieka w przyrodę. W badaniach bioetycznych wykorzystuje się pojęcia i metody badawcze filozofii, teologii, psychologii, prawoznawstwa, socjologii, nauk przyrodniczych i medycznych. Podstawowymi zasadami definiującymi założenia bioetyki są:
- zasada czynienia dobra,
- zasada nieszkodzenia (minimalizowania szkody),
- zasada poszanowania autonomii pacjenta
- zasada sprawiedliwości.1 Warto zatem kontrowersyjne i niejasne zagadnienia rozpatrywać właśnie pod tym kątem. Czy dane rozwiązanie ma na celu czynienie dobra? Czy włożony jest wysiłek w to, aby zminimalizować szkody wyrządzone przy zastosowaniu takiego rozwiązania? Czy pacjent ma coś do powiedzenia w tej sprawie? Czy w całym tym przedsięwzięciu dąży się do sprawiedliwości? Przekonajmy się. Na potrzeby tej pracy zajmiemy się tylko dwoma, jakże obszernymi tematami. Transplantacją i sztucznym zapłodnieniem in vitro. Oba tematy często goszczą w mediach i wywołują gorącą debatę. Jak zwykle, w takich przypadkach, pojawiają się głosy zarówno za jak i przeciw. Jako osobie wierzącej, a jednocześnie wykształconej trudno mi czasem od razu jednoznacznie wskazać, co jest dobra, a co złe. Warto zatem przyjrzeć się niektórym kwestiom głębiej przed wydaniem osądu. O transplantacji wydaje się, że wiemy sporo. Ktoś choruje, jakiś organ odmawia posłuszeństwa. Przyczyn może być wiele. Wada genetyczna, wirus, uszkodzenie mechaniczne… Jedynym ratunkiem może okazać się przeszczep. Niejednokrotnie jest to zabieg ratujący życie. Można zatem stwierdzić, że zasada czynienie dobra jest respektowana. Spójrzmy jednak dalej. Jeśli potrzebna jest nerka lub płat wątroby, sprawa jest prosta. Zazwyczaj ktoś z najbliższej rodziny może być dawcą. Gorzej, gdy potrzebny jest narząd, bez którego żyć się nie da, np. serce. W takim przypadku dawcą może być jedynie osoba, która zmarła i danego organu nie potrzebuje. Tutaj pojawia się pierwszy problem – jak zdefiniować śmierć? Zgodnie z artykułami 9 i 9a Ustawy z dnia 1 lipca 2005 r. o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów, za osobę zmarłą, od której można pobrać narządy do przeszczepu, uznaje się osobę, u której stwierdzono trwałe, nieodwracalne ustanie czynności mózgu (śmierć mózgu) lub nieodwracalne zatrzymanie krążenia. 3 Znane są jednak przypadki ludzi, którzy pomimo stwierdzonej tzw. śmierci mózgowej, wybudzili się i cieszą się dobrym zdrowiem. Jednym z głośniejszych przypadków jest sprawa Zachariasza Dunlapa ze Stanów Zjednoczonych. Po wypadku motocyklowym stwierdzono u niego śmierć mózgu i zakwalifikowano do pobrania od niego narządów. W wywiadach, twierdzi, że słyszał jak rodzina dyskutuje nad jego pogrzebem. Na tenże pogrzeb zjechała się rodzina, w tym kuzynki-pielęgniarki. To one zauważyły, że Zachariasz reaguje na niektóre bodźce i namówiły rodzinę do zmiany decyzji. Dzięki temu Zachariasz został wybudzony, przeszedł rehabilitację i wrócił do sprawności. Bliższy może nam być przykład z własnego podwórka. Agnieszka Terlecka, podobnie jak Zachariasz, została zakwalifikowana jako dawca narządów. Jej tata w ostatniej chwili dowiedział się o prof. Janie Talarze z Bydgoszczy, który zajmuje się wybudzaniem chorych z uszkodzeniem mózgu. Po pięciu dniach w klinice profesora Agnieszka otworzyła oczy, a po kilku miesiącach rehabilitacji wróciła do zdrowia. Ciężko zatem jednoznacznie orzec, czym jest śmierć, co prowadzi do konkluzji, że często nie mamy pewności, czy narządy które pobieramy rzeczywiście pochodzą od osoby zmarłej. Na podstawie przytoczonych historii śmiem twierdzić, że zarówno zasada czynienie dobra, jak i minimalizowania strat oraz poszanowania autonomii pacjenta zostały pogwałcone. Jak można mówić o dobru, kiedy niejednokrotnie dochodzi do wyboru „życie za życie”? Szkodą w tym wypadku jest ludzkie życie, które powinno być najwyższą wartością. Nikt także nie pytał o zgodę osób, od których miały być pobrane narządy. Ktoś mógłby powiedzieć, że ciężko zapytać osobę z uszkodzonym mózgiem, co sądzi na temat podjętych decyzji,nie można jednak zakładać, że taka osoba w ogóle nie jet świadoma. Zachariasz Dunlap w jednym z wywiadów opowiedział, jak słyszał lekarzy debatujących nad tym jakie narządy pobrać i miał ochotę wyrzucić ich przez okno. Jego psychika rejestrowała, co się z nim dzieje, jednak fizycznie nie był wstanie wyrazić swojego sprzeciwu. Zbawiennym zarówno dla niego jak i dla Agnieszki Terleckiej okazał się fakt, że rodzina miała wpływ na decyzję. Mogę sobie tyko wyobrażać jak pogrążeni w smutku rodzice, starają się jak najbardziej odwlec w czasie moment podjęcia decyzji o odłączeniu dziecka od aparatury podtrzymującej funkcje życiowe.2To właśnie ten czas był potrzebny obojgu. Jak często jednak tego czasu nie ma? W polskim prawodawstwie istnieje zapis o tak zwanej domniemanej zgodzie. Oznacza to, ze jeśli nigdy nie wyraziliśmy sprzeciwu na pobranie naszych narządów po śmierci, traktuje się nas jako osoby, które wyraziły na to zgodę. Reguluje to już wyżej wspomniana Ustawa o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów z 1 lipca 2005. Art. 5. 3 Tadeusz Brzeziński, polski lekarz pulmonolog i etyk, twierdzi, że czynienie dobra stanowi „naturalną wolę człowieka”. Nikt zatem nie powinien mieć obiekcji, aby jego narządy po śmierci przyczyniły się do dobrego dzieła. Zdaniem Brzezińskiego taka argumentacja „podnosi wartość nieświadomej ofiary i dowartościowuje pośmiertnie sprawcę ”. Jednakże brak sprzeciwu niekoniecznie oznacza to samo, co zgoda. Może to wynikać z lenistwa, niewiedzy, niechęci do myślenia o własnej śmierci lub z obawy przed upublicznieniem swoich mało popularnych poglądów. Profesor Bogusław Wolniewicz, polski filozof i publicysta, dopatrzył się w transplantacji zupełnie innych problemów. Profesor doszukał się w transplantacji znamion kanibalizmu. Nikt jednak w dzisiejszych czasach nie zjada organów, dlatego tę praktykę nazwał neokanibalizmem. Profesor nie tylko krytykuje transplantację samą w sobie, ale też brak merytorycznej dyskusji na ten temat. Jest on w prawdzie poruszany, ale w bardzo jednostronnym ujęciu. Przede wszystkim porusza się problemy medyczne i prawne tego zagadnienia, np. w którym momencie mówimy o śmierci lub czy pytać rodzinę o zgodę na pobranie narządów. Filozof uważa jednak, że transplantacja jest żerowaniem na trupach i można łatwo ją przyrównać do ludożerstwa głodowego. Dlaczego więc transplantacja zyskała sobie powszechną akceptacje a ludożerstwo głodowe budzi silnie negatywne emocje? Różnic doszukujemy się w formie i celu tych praktyk. O ile celem transplantacji jest uratowanie życia biorcy, o tyle ludożerstwo ma na celu zaspokojenie głodu. Wolniewicz, uważa jednak taką argumentację za chybioną. Przypomina, że ludożerstwo w kulturach pierwotnych nie jest i nigdy nie było elementem sposobu odżywiania. Ma za to charakter rytualny lub magiczny. W ludożerstwie rytualnym, ważnym aspektem jest religijność i troska o pomyślny los duszy zmarłego lub być aktem triumfu nad zabitym wrogiem. Jednak w ludożerstwie magicznym, znacznie częściej występującym, spożycie części ciała zmarłego ma na celu pozyskanie jego sił witalnych. Z tego wynika, że cel ludożerstwa magicznego jest taki sam jak transplantacji, czyli pozyskanie sił witalnych, czy to magicznych, czy biologicznych. 4 Jan Paweł II w swojej encyklice Fides et ratio stwierdza: „W obliczu współczesnych wyzwań społecznych, ekonomicznych, politycznych i naukowych sumienie człowieka traci orientację”. Zdaje się, że w obliczu problemów, które uderzają w naszą moralność, lecz oczekuje się po nich dużych korzyści, w tym przypadku – przedłużenie życia, prędzej zmienimy swoją moralność, niż odrzucimy takie rozwiązanie. Ostatecznie, z punktu widzenia bioetyki, jedynym przypadkiem, kiedy transplantacja jest moralnie obojętna, jest pobranie narządów tylko i wyłącznie za świadoma zgodą pacjenta i tylko wtedy, gdy bez danego narządy będzie mógł dalej funkcjonować, czyli np. nerka lub krew, którą w dodatku jesteśmy w stanie wytworzyć by uzupełnić braki. Sztuczne zapłodnienie in vitro spotyka się z podobnym przyjęciem medialnym, co transplantacja. Mówi się o tym dużo i dobrze, choć jest to sprawa bardziej od transplantacji kontrowersyjna, głównie za sprawą moralnych dylematów Kościoła Katolickiego. Metoda in vitro polega na pozaustrojowym połączeniem komórki jajowej z plemnikiem i umieszczeniu zapłodnionej komórki w jamie macicy kobiety. Nieopłacalnym jednak byłoby każdorazowe pobieranie i zapładnianie jednej komórki jajowej. Komórek pobiera się zatem więcej, od kilku do kilkunastu. Nie wszystkie ulegają zapłodnieniu, ale nadal jest to spory odsetek. Z komórek, które zostały zapłodnione, jedną lub dwie umieszcza się w jamie macicy kobiety. W przypadku wszczepienia dwóch zarodków wzrastają szanse na poczęcie, jednocześnie wrasta ryzyko wystąpienia ciąży bliźniaczej. Pozostałe, niewykorzystane komórki zamraża się i można je wykorzystać przy następnych zabiegach.5 In vitro jednak jest metodą mało skuteczną. Do zapłodnienie dochodzi w około 33% przypadków. Dodatkowo należy uświadomić sobie, że in vitro nie jest metodą leczenia bezpłodności, a jedynie wspomaganiem rozrodu. Kobieta, nawet jeśli urodzi dziecko poczęte przy pomocy in vitro, jeśli chciałaby mieć kolejne dziecko, musiałaby znowu przejść przez procedurę zapłodnienia pozaustrojowego. Nieodłącznym problemem dyskutowanym przy okazji in vitro jest eugenika. Termin ten, wprowadzony do użytku przez Francisa Galtona, początkowo był stosowany tylko w odniesieniu do selektywnej hodowli zwierząt, aby ulepszyć gatunki z pokolenia na pokolenie. In vitro, otworzyło drzwi do manipulacji genomem ludzkim. Już zdarza się, że przyszli rodzice wybierają płeć swego nienarodzonego dziecka. To jeszcze samo w sobie nie jest takie szkodliwe. Przerażające jest jednak to, do czego to może doprowadzić. Pokusa jest ogromna, bo któż nie chciałby mieć pięknego i mądrego dziecka, uzdolnionego muzycznie geniusza matematycznego? Nie ma także pewności, czy dzieci urodzone przy pomocy in vitro rozwijają się tak samo i nie ma jakiś ukrytych efektów ubocznych. Tego zapewne dowiemy się za kilkadziesiąt lat, kiedy pierwsze pokolenie ludzi z in vitro przeminie i będzie można przeprowadzić dogłębną statystykę. Zastanawiające jest, że mimo niskiej skuteczności i oczywistych dylematów moralnych, metoda ta jest tak popularna. Dochodzę do przykrej konkluzji, że jeśli nie wiadomo, o co chodzi, zapewne chodzi o pieniądze. Coś, co przynosi tak niebywały zysk, zarówno dla klinik jak i firm farmaceutycznych, warte jest rozreklamowania. Koszt procedury in vitro oscyluje w granicach 6-9 tys. zł. Nie jest to mało, niewątpliwie nie każdy może sobie pozwolić na taki wydatek, a w Polsce zapłodnienie in vitro nie jest refundowane. Widzimy więc, że nie spełnione jet kryterium sprawiedliwości, o którym wspominaliśmy we wstępie. A co z pozostałymi kryteriami? Niewątpliwie przyświeca temu dobry cel. Jednak pokusa eksperymentów na genomie jest zbyt duża, by pozostawić ją z tyłu. Szkody na pierwszy rzut oka są minimalne. Wiemy, że zapłodnione komórki jajowe można zamrozić. Pytanie, na jak długo? Na pewno nie w nieskończoność, to byt duże koszty. Co się zatem dzieje z niewykorzystanymi zarodkami? Są utylizowane? Tutaj znowu pojawia nam się problem, który zawsze wychodzi przy okazji aborcji. Co nazywamy człowiekiem? Człowiekiem jest się od urodzenia czy od poczęcia? Chyba nigdy nie znajdziemy konsensusu. Niezwykle istotnym w tej debacie jest, aby mówić, że istnieją metody leczenia bezpłodności, które pozbawione są tych dylematów. Warto wspomnieć chociażby naprotechnologię. Jest to metoda polegająca na uzyskaniu wiedzy na temat własnej płodności i jej cykli, oraz utrzymanie tego w dobrym zdrowiu. Celem stosowania tej metody jest nie tylko poczęcie dziecka, ale przede wszystkim diagnostyka laboratoryjna i uzyskanie regularnych cykli owulacyjnych, czyli przywrócenie pełni płodności. 6 Jako przyszłe położne zdajemy sobie sprawę, że z podobnymi problemami możemy stykać się w codziennej praktyce zawodowej. Pacjentki w ciąży, które dowiadują się, że ich dziecko ma poważną wadę wrodzoną, ofiary gwałtu lub kobiety po kilku poronieniach, które bardzo pragną mieć dziecko. W takich sytuacjach nie istotnym jest, czy popieramy terminację ciąży, czy nie. Czy popieramy stosowanie środków wczesnoporonnych, czy nie. Czy in vitro to metoda moralnie dla nas obojętna, czy nie. Wtedy liczy się tylko pacjentka, jej dobro i jej sumienie. Powinnyśmy zatem, niezależnie od naszych własnych poglądów i przekonań, otoczyć pacjentkę opieką pełną empatii, zrozumienia i akceptacji. Nie można przecież wymagać, aby osoba, która nie wyznaje takich samych wartości, nie wierzy w tego samego Boga, będzie kierować się moralnością, która ma na celu ochronę świętości życia. Zamiast więc budować mury, które pogłębią podziały, starajmy się budować mosty oparte na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Dzięki temu zyskamy szansę, by zostać wysłuchanym w kwestiach tak ważnych i tak delikatnych, jak ludzka moralność.
