
Białoszewski
Turpis, turpe - brzydki, turpizm - określenie to wprowadził do współczesnej krytyki w 1956 r. J. Przyboś, chcąc oznaczyć orienta¬cję poetycką programowo włączającą do poezji motyw brzydoty, kalectwa, choroby, śmierci; szczególnym kultem otaczającą przed¬mioty zniszczone, znajdujące się w stanie rozkładu. Wszystkie te tematy były negowane przez dotychczasowe wymogi estetyczne. Do turpistów należeli: S. Grochowiak, T. Różewicz, E. Bryll. M. Biało¬szewski, A. Bursa. Artur Sandauer nazwał tę twórczość „poezją rupieci “wyrastającą z doświadczenia życiowego - z szarego, przeciętnego życia.
Turpis, turpe - brzydki, turpizm - określenie to wprowadził do współczesnej krytyki w 1956 r. J. Przyboś, chcąc oznaczyć orienta¬cję poetycką programowo włączającą do poezji motyw brzydoty, kalectwa, choroby, śmierci; szczególnym kultem otaczającą przed¬mioty zniszczone, znajdujące się w stanie rozkładu. Wszystkie te tematy były negowane przez dotychczasowe wymogi estetyczne. Do turpistów należeli: S. Grochowiak, T. Różewicz, E. Bryll. M. Biało¬szewski, A. Bursa. Artur Sandauer nazwał tę twórczość „poezją rupieci “wyrastającą z doświadczenia życiowego - z szarego, przeciętnego życia. Termin poezja codzienności odnosi się przede wszystkim do Mirona Białoszewskiego, który w swojej twórczości - między innymi w tomikach wierszy O obrotach rzeczy, Rachunek zachciankowy, Mylne wzruszenia - wielokrotnie dawał dowody zafascynowania egzystencją zwykłego, szarego człowieka czy przedmiotami codziennego użytku. To one - uszkodzone sprzęty gospodarstwa domowego, durszlak, drewniana podłoga, podmiejskie, kiczowate, jarmarczne pejzaże – stały się tematem jego poezji, to je nobilitował do roli przedmiotów sztuki. Uważał, że nie ma takich rzeczy, które nie zasługują na uwiecznienie ich w poezji. Białoszewski debiutował dopiero w 1956 r. W twórczości poety miesza się sacrum i profanu. Sacrum (łac/to, co święte’) - to, co specyficzne dla religii (ale - można by pojęcie rozszerzyć także na to, co uświęcone, np. przez tradycję narodową, kulturową), profanum (łac. pro ‘przed’ + fanum ‘okręg poświęcony’) - sfe¬ra tego, co świeckie, przeciwieństwo sacrum (to, co codzienne, powszednie). W poezji Białoszewskiego mamy do czynienia z sakralizacją profa¬num (ale i z profanacją sacrum). W poezji Białoszewskiego mamy do czynienia z sakralizacją profa¬num (ale i z profanacją sacrum). Przedmioty codziennego użytku, prozaiczne obiekty są w wierszach Białoszewskiego uwznioślone, potraktowane jako sacrum, np. podłoga w utworze „Podłogo, błogosław!” Już tytuł wiersza wyra¬ża stosunek do opisywanego przedmiotu. Zwykła, stara, zniszczona podłoga wzbudza zachwyt, jest źródłem natchnienia, znacznie bardziej ciekawi od nudnej fisharmonii biblijnych aptek. Podłoga postrzegana jest jako niezwykła i niezbędna, dająca oparcie w powszednie dni. Apostrofa skierowana do podłogi z prośbą o bło¬gosławieństwo sytuuje ją wśród tego, co święte, boskie: to stara podłoga podłoga leżąca strona boga naszego powszedniego zwyczajnych dni (..‘Piec w utworze utrzymanym w konwencji ody „Szare eminencje zachwytu" jest przedmiotem zachwytu i niekończącej się atencji. Poeta zachwyca się codzien¬nym pięknem pieca, pięknem jego kafli i szpar, dostrzega w piecu ce¬chy ludzkie:Piec też jest piękny ma kafle i szpary, może być siwy, srebrny, szary - aż senny… Łyżka durszlakowa - z utworu „Szare eminencje zachwytu" - jest fascynująca w swej „niepełnej" formie, nieprzecedzona w bogactwie, podniesiona dokoła oczu, pod powietrze, świecąca, kojarzy się z kalejdoskopem i mon¬strancją. Rzeczywistość codzienną przeobrażająca się w rytuał i stająca się „mi¬tem naocznym" widzimy w tekście Filozofia Wołomina. Mit naoczny. To opis wołomińskiej stacji, gdzie stoi budka z piwem. W okresie święta Trzech Króli ta budka przypo¬minać zaczyna stajenkę betlejemską: Budka piwa - stajenka Wołomina, nad nią strzecha nie… ale markiza. Przychodzą tam trzej pasterze w waciakach, stebnowani królowie i staje się to swego rodzaju rytuałem. Nic w gruncie rzeczy nie stoi na przeszkodzie, byśmy w tych „trzech pasterzach w waciakach” nie mogli widzieć reprezentantów klasy robotniczej opiewanej przez socrealistów. Jest to ich, nie dostrzegana przez poetów przodującego nurtu, inna strona egzystencji. Pytanie: czy przodownik pracy, np. członek murarskiej trójki, mógł po pracy stanąć przy budce z piwem? Raczej nie, ale…Oczywiście wiersz jest oparty na biblijnej historii o wędrówce trzech królów i gwieździe betlejemskiej. Tu gwiazdą jest zwisająca na sznurze latarnia, prowadzi „trzech pasterzy w waciakach”, „stębnowanych króli”. Ironiczne? Nie bardziej niż nazwanie tych samych, odzianych w fufajki osobników, „klasą przodującą”. Ta sama hierarchia i stopień ważności, ale aksjologia inna. Otóż i to nie jest pewne. Jeśli za punkt odniesienia przyjmiemy „robotnicze” teksty socrealistów, zauważymy osobliwą inwersję. Tamte opiewały to, co nadchodzi, wiersz Białoszewskiego – to, co jeśli nie usuwa się w przeszłość, to przynajmniej jest zagrożone. Najprościej – gdy nie przyjdą klienci, „ten biały” (ekspedient? właściciel?) zamknie budę, „zawiekuje”. Ale może nie o to tylko idzie, może „zawiekowanie” jest zamknięciem tej budki–stajenki–świątyni, na wiek wieków, po to, by jak w konserwie (zawetować) przechować ją dla przyszłych pokoleń. Wtedy „ten biały” jest już losem?, bogiem?, koniecznością historyczną? Tak już się kiedyś zdarzyło „zgraniastosłupami świątyń”, które teraz „odbija się” zaw(i)ekowane w piasku. Sakralizacji profanum towarzyszy u Białoszewskiego profanacja sa¬crum. Tematem wiersza Karuzela z Madonnami jest zabawa w wesołym miasteczku na przedmieściach. Utwór przedstawia poetycki obraz dziewcząt bawiących się na karuzeli. Przedstawiona w wierszu rozrywka jest nieco tandetna, należąca do kultury niskiej. Świadczą o tym jaskrawe kolory bryk. końskie grzywy zaplecione w długie spiralne loki (“anglezy”), siodła obszyte kolorowym materiałem wykończonym frędzlami, co nadaje im świąteczny, uroczysty wygląd (“lambrekiny siodeł”). Kiczowatość podkreśla także muzyka z gramofonowej płyty. Codzienność wesołego miasteczka ukazana jest w wierszu nie tylko jako kicz, ale również z perspektywy kultury wysokiej. Madonny kojarzą się z Najświętszą Maryją Panną. “Magnifikat” nawiązuje do hymnu religijnego, wypowiadanego przez Maryję w Ewangelii św. Łukasza, rozpoczynającego się od słów “Wielbi dusza moja Pana…”. Widok dziewcząt na karuzeli przypomina podmiotowi lirycznemu wizerunki Matki Bożej z obrazów Leonarda da Vinci i Rafaela Santi. Białoszewski w “Karuzeli z madonnami” daje wyraz swojej fascynacji kulturą przedmieść, jarmarków, ulicznej zabawy. Wprowadza w obręb codzienności, banalnej powszedniości i tandetnej rozrywki elementy sakralne, postaci wybitnych twórców aby dowartościować kulturę niską. Tematy należące do tzw. kultury wysokiej są potraktowane parodystycznie, np. motyw wieszcza, muzy, natchnienia, tworzenia. W utworach Białoszewskiego słowo przestaje być traktowane tylko jako środek - instrument opisu, staje się także obiektem zainteresowa-nia: męczy się człowiek Miron męczy znów jest zeń słów niepotraf niepewny rozrobień yeń. Podobnie jak przedmioty codziennego użytku, interesuje Biało¬szewskiego język potoczny, nieporadny w swoich wykolejeniach, prze¬języczeniach. Wprowadzenie takiego języka do poezji to także swego rodzaju profanacja sacrum. W tym wypadku nagromadzenie rzeczy brzydkich, bo zdeformowa¬nych - mogących służyć do wszystkiego i do niczego, miało m.in. na celu odzwierciedlenie powojennej rzeczywistości. Grat, rupieć daje możliwości twórcze, dlatego staje się obiektem fascynacji. Turpizm u Białoszewskiego można też wiązać z eksperymentami lingwistycznymi; przejawia się on w chaosie, niechlujstwie językowym, czasem stworzony na wzór surrealistycznego col¬lage’^ komunikat-wiersz pozwala na zapis żywej potocznej mowy, z niedomówieniami - często pospiesznej, nieestetycznej. Stanisław Grochowiak debiuto¬wał jako poeta w prasie literackiej w 1955, w 1956 r. wydał swój pierw¬szy zbiór wierszy. Turpizm u Grochowiaka - obsesja brzydoty tkwi nie w estetyce, lecz w etyce, w niezgodzie na świat. Dla Grochowiaka wszechobecna brzydota stanowi filozofię życio¬wą. Poeta fascynuje się średniowieczem, barokiem jako epokami dysharmonii, rozkładu Niemniej sam Grochowiak protestował przeciw takiej upraszczającej „etykiecie", zdecydowanie wolał swą postawę określać jako mizerabilizm (z łac. miser- ‘ubogi’, udrę¬czony’. ’nieszczęśliwy’). Grochowiak dostrzegał zawsze niedoskonałość ciała ludzkiego, jego marność, uleganie naturalnemu prawu przemijania i buntował się przeciw po¬sługiwaniu się rozmaitymi humanistycznymi frazesami, nie uwzglę¬dniającymi biologicznej sytuacji człowieka. W tekście Lekcja anatomii mamy wers określający martwego człowieka: Ozdobny barwą rzeczy sugeruje zgromadzonym, że ludzkie ciało po śmierci staje się przedmiotem, obiektem badań. W ten sposób podkreślona została cielesność człowieka. Nieżywy mężczyzna staje się owocem i stanowi element martwej natury. Dalsze słowa Tulpa, który zalecił podwładnym usunięcie pocałunków za pomocą ligniny, są okrutną prawdą o ludzkim życiu. Pocałunki te symbolizują namiętność, erotyzm i miłość, które po śmierci można zmyć z twarzy człowieka, ponieważ tak płytko w nas zostają. To, co wydaje się nam być wieczne, wspaniałe i niesamowite okazuje się być zwykłym śladem. Wiersz Do pani ma charakter bezpośredniej wypowiedzi podmiotu lirycznego. Zachowuje formę liryki zwrotu do adresata. Ja liryczne to zapewne mężczyzna, prawdopodobnie zakochany. Jego wypowiedź stylizowana jest na utwór barokowy, w którym podmiot liryczny zwraca się do ukochanej w specyficzny, wyszukany, nawet przesadny sposób. Prowadzony przez niego monolog może razić, nawet szokować. Pełen jest metaforyki i XVII-wiecznej maniery językowej. Wiersz Grochowiaka jest wyraźną prowokacją literacką. Odwołuje się do idei liryki miłosnej baroku, jednak z premedytacją dokonuje sparafrazowania tego gatunku poezji erotycznej. Pojawia się blaszany kubek zamiast złotego, zdobnego pucharu, gorzka herbata zamiast słodkiego wina, szczur zamiast pięknego rasowego psa domowego. Również najbliższe otoczenie ukochanej, tak przecież drogie zakochanemu mężczyźnie, jest niczym innym jak „pięknym niechlujstwem” (oksymoron), gdzie panują pająki (jest niezbyt czysto), a zamiast jasnych salonów jest piwnica – „ciemna kaźń”, gdzie wiszą i „dogorywają” porcje mięsa. Zakochany mężczyzna rozmawia z pogrzebaczem zamiast z damą dworu lub pokojówką bądź zaprzyjaźnionym kimś „modnym”. To mężczyzna staje się sługą-wasalem kobiety. Ale czy naprawdę chodzi tu o kobietę? Dokładniejsza analiza zastosowanych w wierszu zwrotów i wyrażeń i ich powiązanie przyniesie inną konotację znaczeń. Oto jest: zimno blachy, gorycz herbaty, szczur – symbol odrażającego świata podziemnego, pogrzebacz (skojarzenie z grzebaniem), karbidówka (skojarzenie z paleniem zwłok),„nie zdobiąca” nikogo i nic „ordynarność”, do tego kaźń i czasownik „mrzeć” (tu: w formie osobowej „mrą”). W takim zestawieniu wymowa wiersza staje się inna. Feudalną panią, do której w apostrofie ostatniej zwrotki zwraca się podmiot liryczny, jest tak naprawdę śmierć, a osoba mówiąca jest tylko trwałym wobec niej wasalem. Czyści” nie jest jednak typowym wierszem turpistycznym, ponieważ jego zadaniem nie jest epatować ohydą, cierpieniem, ani szokować tematyką. Wiersz ten można uznać za bardzo dojrzały i rzetelnie przedstawiający zasadniczą myśl turpizmu – dopatrywanie się piękna w brzydocie, w zwykłości, pospolitości, codzienności, fizyczności, niedoskonałości, śmiertelności. Podmiot liryczny, który winien być utożsamiany z samym poetą, uważa brzydotę za bliższą krwiobiegu, czyli człowiekowi i jego życiu. Częściej mamy przecież do czynienia z codziennymi aspektami naszej egzystencji, zwyczajnymi czynnościami, które powtarzamy bez głębszego zastanowienia, niemal automatycznie. Większość z nich nie ma nic wspólnego z klasycznie pojmowanym pięknem i doskonałością. Również ludzka przemijalność, cielesność, a zwłaszcza jej aspekt fizjologiczny, choroby i ułomności nie zawsze wywołują u nas okrzyki zachwytu. Zdumiewają w takim razie w tej apostrofie następujące słowa: „chwalę sobie twe domostwo”. To sugerować może konkluzję, że życie jest niczym innym jak czekaniem na śmierć. Grochowiak buntuje się przeciw wzniosłym stereotypom. Mit ojczystego pejzażu - w wierszu „Pejzaż" pokazuje krajobraz ojczysty w sposób daleki od tego, w jaki był on opiewany (właśnie: opiewany !) dotychczas. Przedstawiony na tle tego pejzażu czło¬wiek odbiega od stereotypu butnego i dumnego Polaka, ale właśnie to, co blade, słabe, smutne jest nasze, prawdziwe, z tego biorą się nasze doświadczenia: Więc oto ziemia moja Ojczyzna Wszystko we mnie co wieczne - z tych oto ogórków Z tych bladych kwiatów szarpanych żarłocznie Przez chude jak szkielety wróble (…) I wreszcie człowiek - z flaszki pionowej Ostatnia kroplę chciwie wypija Płacze Maryja Jezus… Rozmowa o poezji to przekorny wiersz o poezji, której źródłem jest świat prawdziwy, naturalny, świat ogórków i piwonii, nie zaś świat perfum. Refleksja nad materialnymi wartościami świata, których symbolem może być „mięso", pojawia się w wierszu „Płonąca żyrafa" (nawiązującym do obrazu Salvadora Dali pod takim samym tytułem). Grochowiak dostrzegał zawsze niedoskonałość ciała ludzkiego, jego marność, uleganie naturalnemu prawu przemijania i buntował się przeciw posługiwaniu się rozmaitymi humanistycznymi frazesami, nie uwzględniającymi biologicznej sytuacji człowieka. Jed¬nak jest ten utwór także protestem przeciwko takiemu wyłącznie „biologicznemu" pojmowaniu świata, Każde szczęście jest bez nieszczęścia nic niewarte – dla pełnego zbudowania własnej estetyki należy więc zapoznać się z różnymi sposobami postrzegania piękna. Przedmiotem opisu i doświadczenia poetyckiego w turpistycznej poezji powojennej było wszystko to, co odrażające i wzbudzające wstręt, co zepchnięte na peryferie, odrzucane przez kulturę wysoką i formalną, na przykład zniszczenie, przemijanie, cierpienie, kalectwo, starzenie się, rozkład, ponieważ twórcy chcieli uświadomić odbiorcom, że to są także elementy świata, nie tylko rzeczy piękne i zachwycające, które raziły ich sztucznością, fałszem, nie oddawały odwiecznego lęku przed samotnością, chorobą, śmiercią, podtrzymywanego przez wspomnienie wojny. Brzydota okazuje się być piękna i fascynująca, może zachwycać. Grochowiak pisał o tym w następujący sposób: Turpiści - o ile rozumiem nas, turpistów, dobrze - nawet w najdalej posuniętym akcie buntu (czy przeciwko życiu, czy przeciw tradycji literackiej) wyrażają ostatecznie postawę afirmatywną. Żaden turpista nie przeraża tylko po to, by przerażać, żaden nie krzyczy, aby usłyszano, jaki ma silny głos. I znowu nie rekwizyty decydują, ale postawy.
