
Rozdział III
-Yyy…Malfoy? Nikt cię nie nauczył, że się nie podsłuchuje ludzi? Jak długo tu stoisz? -Dostatecznie długo, żeby wiedzieć o czym rozmawiałyście.- odparł blondyn. -Miona, ja…chyba już pójdę. Sądzę, że powinniście pogadać sami, ja tu jestem raczej niepotrzebna.- powiedziała Luna rozmarzonym głosem . No tak, cała ona! Podniosła się i odeszła podskakując. Malfoy usiadł obok mnie. Nie no, jeszcze tego brakowało, żebym siedziała w bibliotece obok tego wrednego Ślizgona! -Skoro ta stuknięta laska chciała, żebyśmy porozmawiali, to może to zróbmy?
-Yyy…Malfoy? Nikt cię nie nauczył, że się nie podsłuchuje ludzi? Jak długo tu stoisz? -Dostatecznie długo, żeby wiedzieć o czym rozmawiałyście.- odparł blondyn. -Miona, ja…chyba już pójdę. Sądzę, że powinniście pogadać sami, ja tu jestem raczej niepotrzebna.- powiedziała Luna rozmarzonym głosem . No tak, cała ona! Podniosła się i odeszła podskakując. Malfoy usiadł obok mnie. Nie no, jeszcze tego brakowało, żebym siedziała w bibliotece obok tego wrednego Ślizgona! -Skoro ta stuknięta laska chciała, żebyśmy porozmawiali, to może to zróbmy?- zaczął Draco. -To nie jest żadna „stuknięta laska”, tylko moja przyjaciółka! -Przyjaźnisz się z dziwnymi osobami…-prychnął Malfoy. -I jak ja mam z tobą rozmawiać, skoro ty obrażasz moich przyjaciół?!- wykrzyknęłam i zaczęłam się podnosić, gdy on złapał mnie za rękę. -Nie, proszę, zostań…Naprawdę chcę z tobą pogadać.- wyszeptał. Tak bardzo zaskoczył mnie jego błagalny ton, że znowu usiadłam. -Dobra. Nie wiem o czym, ale okej, zostanę. A więc?- powiedziałam oschle. Byłam niemiła, ale w głębi duszy nie miałam ochoty odchodzić. Podobało mi się to siedzenie tu z nim, a do tego on nie puszczał mojej ręki. Na Boga, on mi się chyba naprawdę podoba! Przecież to nienormalne… -Słuchaj…nie całkowicie przypadkowo podsłuchałem jak gadałaś z Pomyluną- spojrzałam na niego morderczym wzrokiem- no dobra…Luną…i chciałem ci powiedzieć, że…mimo tego, że oboje pochodzimy z kompletnie innych światów, rodzin, mamy kompletnie odmienne… -Jestem szlamą.- przerwałam mu. -To nieistotne!- powiedział ostro Draco. Otworzyłam szeroko oczy: -Nieistotne? Od kiedy? -Hermiono…Ja naprawdę coś do ciebie czuję…I ja…jeśli tylko ty chcesz…chciałbym spróbować…żebyśmy się trochę lepiej poznali. Zatkało mnie. Naprawdę. Ja i Malfoy? No nie wiem…Co prawda, gdy on położył nasze złączone ręce na swoich kolanach, to moje serce zwariowało, ale nie wierzę, że to wszystko dzieje się tak po prostu, musi być w tym jakiś haczyk, mimo to…siedziałam tak trzymając Draco Malfoy’a za rękę i patrząc w te jego zimne, stalowoszare oczy i…nie potrafię w to uwierzyć, to zbyt łatwe. -Draco…-od kiedy my mówimy do siebie po imieniu?- to szaleństwo, ale dobra zgadzam się. -Szaleństwo? To ja ci pokażę, co znaczy szaleństwo! Chodź!- wykrzyknął Malfoy i ciągnąc mnie za rękę wybiegliśmy z biblioteki. -Gdzie ty mnie ciągniesz?!- wydyszałam, gdy byliśmy w dali wejściowej. -Zobaczysz! Chodź!- odkrzyknął Draco i wybiegliśmy z zamku, kierując się w stronę jeziora. Gdy byliśmy bardzo blisko brzegu, to potknęłam się, prawie upadając, ale blondyn w ostatniej chwili mnie złapał i przytrzymał, abym nie upadła. Poczułam, że zalewa mnie fala gorąca, gdy złapał mnie za talię. Roześmiałam się głośno, a Malfoy spoważniał. -Mogłaś wpaść do wody.-powiedział marszcząc brwi. -No to co, miałeś mi pokazać co to znaczy szaleństwo! -Miona…mogę tak do ciebie mówić? – pokiwałam głową patrząc mu w oczy. -A więc, Miona…Może kiedy indziej pokażę ci szaleństwo, teraz siadaj.- powiedział Draco kładąc się na trawie i klepiąc miejsce tuż obok siebie. Położyłam się, kładąc ręce wzdłuż ciała, a wtedy poczułam, że dłoń Dracona odnajduje moją i chwyta. Pozwoliłam m się tak trzymać przez chwilę, ale później zabrałam rękę. Blondyn spojrzał na mnie. -Coś nie tak? Nie mogę cię trzymać za rękę? -Możesz…-powiedziałam cicho. -A więc o co chodzi?- zapytał Draco. -Po prostu…sądzę, że dla ciebie znacz to więcej, niż dla mnie… -A skąd wiesz co to dla mnie znaczy?!- oburzył się Malfoy. -Ej, ale spokojnie, jeśli chcesz się ze mną przyjaźnić, to na mnie nie krzycz, bo ja tego nie znoszę! -Przepraszam… -Rany, w życiu bym nie pomyślała, że będę z tobą normalnie rozmawiać, że ty będziesz mnie przepraszam…To jest dla mnie nieprawdopodobne. -Sam się sobie dziwię…Jeszcze w zeszłym roku…No sama wiesz jakie były między nami stosunki. A w tym roku, jak cię zobaczyłem w pociągu pierwszego września, to zgłupiałem. Nie wiedziałem co się dzieje, ale wiedziałem, że jeśli nie zacznę z tobą rozmawiać, to po prostu przepadnę.- wyszeptał. -Draco…To słodkie, wiesz?- powiedziałam mając prawie łzy w oczach ze wzruszenia. -Nie wiem co jest słodkie, a co nie…po prostu wiedziałem, że MUSZĘ z tobą porozmawiać, czy jesteś w stanie patrzeć na mnie po tych wszystkich złośliwościach, które robiłem przez całe pięć lat… -Szczerze? Nie wiem dlaczego, ale wybaczyłam ci to od razu dziś w bibliotece, gdy złapałeś mnie za rękę. Draco obrócił głowę i spojrzał na mnie. Czułam na sobie jego wzrok, ale nie popatrzyłam na niego, bo moją uwagę przykuł ruch w krzakach po mojej lewej stronie. Ewidentnie ktoś tam był. Wstałam powoli i położyłam palec na ustach. Draco załapał o co mi chodzi i również powoli wstał. Podeszłam do tego miejsca, gdzie widziałam jakiś ruch i wycelowałam w to miejsce różdżkę. -Kto tam jest?- zapytałam głośno. -Dobra, dobra, nie celuj do mnie już wychodzę…- usłyszałam stłumiony głos. Był jakiś dziwnie znajomy, ale to niemożliwe, żeby szpiegował mnie mój przyjaciel…
-Ron?! Co ty tu robisz? Czy ty…szpiegowałeś nas?!- krzyknęłam. -NAS?! Dlaczego spędzasz czas z tym parszywcem?! Widziałem jak cię ciągnął po błoniach, chciałem wiedzieć co się dzieje! A ty leżysz tu z nim i rozmawiasz?! Nie mów, że coś między wami jest?! -A co cię to obchodzi?! -Nie no, nic! Wiedziałem, ze ty mu się podobasz, ale nie myślałem, że jesteś aż tak głupia, żeby dać mu się omamić! -Omamić, tak?! Sądzisz, że jestem głupia?! Wielkie dzięki, Ronaldzie! To chyba moja sprawa z kim spędzam czas! A ty nie masz prawa się wtrącać! Idź stąd, bo mam cię dość! Ron popatrzył na mnie smutno, odwrócił się i odszedł. Draco podszedł do mnie i objął mnie, a ja ku swojemu zdziwieniu, odwzajemniłam uścisk. Gdy poczułam kojący zapach męskich perfum, cała złość ze mnie uleciała, ale ustąpiła miejsca przygnębieniu. Zaczęłam szlochać, ukrywając twarz w szatach na piersiach Dracona. Blondyn delikatnie głaskał mnie po włosach, a z moich ust, pomiędzy szlochami, zdołały wyjść tylko pojedyncze słowa: -Ron…znienawidzą…bez sensu…Harry…przyjaciele…ty…ja…chcę… -Miona, już, uspokój się, wszystko będzie dobrze, dasz radę!- powiedział Draco, odsuwając mnie od siebie na długość ramion, ale w dalszym ciągu trzymając mnie delikatnie za ręce. Podał mi chusteczkę i pozwolił się ogarnąć. -Ja..Draco, oni mi nie wybaczą! Nienawidzą cię, nie wiedzą jaki jesteś naprawdę i w życiu nie zrozumieją, że na serio cię lubię! Ja jestem pewna, że teraz Ron jest już w pokoju wspólnym i opowiada Harry’emu, a zaraz postanowią, że nigdy nie do mnie nie odezwą… -Poradzimy coś. Nie wiem, możemy udawać, że się pokłóciliśmy, spotykać się jakoś potajemnie…Bo chcesz się ze mną w dalszym ciągu spotykać, prawda? Jeśli nie, to okej, zrozumiem, ale… -Doskonale wiesz, że chcę!- przerwałam mu.- ale nie, nie chcę udawać. Pójdę do chłopaków i wszystko im wytłumaczę i mam nadzieję, że zrozumieją. A jeśli nie…no to cóż…będę miała więcej czasu dla ciebie i na naukę.- powiedziałam uśmiechając się do Dracona, który odwzajemnił uśmiech. -Chodź, robi się zimno, wracajmy.- powiedział Malfoy podając mi ramię. Złapałam i poszliśmy wolnym krokiem do zamku.
-Chłopcy, dajcie mi się chociaż wytłumaczyć, proszę.- powiedziałam do Harry’ego i Rona, gdy wróciłam piętnaście minut później do wieży Gryffindoru. -Hermiona, co ty chcesz nam tłumaczyć? Bratasz się z naszym największym wrogiem ze szkoły! A tak w ogóle to kto to myślał, aby Gryfonka kręciła za Ślizgonem? My jesteśmy wrogami z zasady! – wykrzyknął wściekły Harry. -I właśnie na tym polega wasz problem! Oceniacie ludzi po pozorach! -Po pozorach, tak? A kto przez całe pięć lat drwił z mojej rodziny, twojego m=pochodzenia i tak dalej?! Malfoy! Przez tyle lat nabijał się z nas i nam docinał, a teraz niby chce się z tobą przyjaźnić?! Omami cię, a potem wyśmieje!- wykrzyknął mi Ron, prosto w twarz. -Chłopaki, on się zmienił, gwarantuję wam to! -Zdążyłaś to stwierdzić po dwóch godzinach z nim? Nie żartuj!- wybuchnął Harry. -Mówicie sobie co chcecie! Ja wiem swoje. – powiedziałam ze złością i pobiegłam do swojego dormitorium. Tam rzuciłam się na łóżko i mimo woli popłynęły mi łzy po policzkach. Nie wierzę! Najlepsi przyjaciele nie tolerują tego co robię…W życiu bym nie pomyślała, że mnie odrzucą…Dlaczego oni mi to robią? Naprawdę zdążyłam polubić Dracona…Po chwili usłyszałam ciche stukanie w szybę. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam, że na parapecie siedzi mała płomykówka. Podniosłam się i otworzyłam okno. Sówka miała przywiązany do nóżki rulonik, zaadresowany do mnie. Rozwinęłam go i przeczytałam. Był to liścik od Malfoy’a:
„I jak? Rozmawiałaś z chłopakami? Jak zareagowali? Odpowiedz mi jak najszybciej przez tę sowę.
Draco”
Zalała mnie fala miłych uczuć na widok jego równego, schludnego pisma. Wzięłam kawałek pergaminu i napisałam:
„Rozmawiałam…Wyśmiali mnie, wydrwili…Mam ich dość. Proszę, spotkaj się ze mną, jutro przed śniadaniem, pod Wielką Salą. Jesteś jedyną normalną osobą, z którą mam ochotę rozmawiać. Do zobaczenia. Hermiona”
Przywiązałam list do nóżki sowy i wypuściłam ją przez okno. Nie wiem czemu, ale od razu zrobiło mi się lżej na sercu. Przebrałam się w piżamę i położyłam się na łóżku. Leżałam tak przez dwie godziny wpatrując się w sufit, aż w końcu zasnęłam.



