Rozdział II

Kiedy dojechaliśmy do Hogwartu i weszliśmy do Wielkiej Sali, to przyszedł czas na Ceremonię Przydziału, a później zaczęła się uczta. Ron jak zwykle obżerał się, jakby nie jadł od miesiąca. Zawsze mnie to irytowało, że się tak zachowuje. W pewnym momencie, gdy udało mu się przełknąć wielki kęs kurczaka, to wydusił: -Miona…odwróć się na chwilę. Spojrzałam do tyłu i od razu tego pożałowałam. Zobaczyłam Malfoy’a wpatrującego się centralnie we mnie. Kiedy napotkał mój wzrok, to szybko usiadł prosto…Mam go dość!

Kiedy dojechaliśmy do Hogwartu i weszliśmy do Wielkiej Sali, to przyszedł czas na Ceremonię Przydziału, a później zaczęła się uczta. Ron jak zwykle obżerał się, jakby nie jadł od miesiąca. Zawsze mnie to irytowało, że się tak zachowuje. W pewnym momencie, gdy udało mu się przełknąć wielki kęs kurczaka, to wydusił: -Miona…odwróć się na chwilę. Spojrzałam do tyłu i od razu tego pożałowałam. Zobaczyłam Malfoy’a wpatrującego się centralnie we mnie. Kiedy napotkał mój wzrok, to szybko usiadł prosto…Mam go dość! O co mu chodzi? -Ugh…No i co?- zapytałam Rona ze złością. -Jak to co? Znowu się gapi.- odpowiedział Ron z głupim uśmieszkiem. Nie wytrzymam z nim! -No i niech się gapi, mam to w nosie, przecież to skończony kretyn.- odpowiedziałam ze złością. Rzuciłam sztućcami i zaczęłam czytać mój nowy podręcznik od eliksirów. Przez całą ucztę czułam na sobie wzrok Dracona, a gdy, wraz z Ronem zabraliśmy pierwszoroczniaki, aby pokazać im gdzie jest nasz pokój wspólny, to czułam jak blondyn odprowadza mnie wzrokiem aż do wyjścia z Wielkiej Sali.


Pierwszy tydzień w Hogwarcie był dość miły. Lekcje- jak to lekcje, były nawet ciekawe, przynajmniej dla mnie, Harry i Ron jak zwykle narzekali. Zdążyłam już nawet zapomnieć o Malfoy ’u, aż do dnia, w którym mieliśmy zielarstwo razem ze Ślizgonami…Odeszłam na chwilę od naszego stanowiska, gdzie pracowałam razem z Ronem i Harrym i podeszłam do stolika profesor Sprout, po kolejną doniczkę. Na miejscu był Malfoy, który stał tam chyba tylko po to, aby się obijać. Bez słowa wzięłam pierwszą lepszą doniczkę i już chciałam odejść, gdy poczułam, że Draco łapie mnie za rękę. Spojrzałam na niego ze złością: -Malfoy? Co ty robisz? Zgłupiałeś do końca? -Granger, mam do ciebie sprawę. -Ty? Do mnie? Zabawne! Niby jaką? -Ja…To znaczy…To…Nie, nieważne. – dopiero teraz puścił moją rękę i biorąc torebkę z nawozem odszedł bardzo szybko nieco…zmieszany? Dobrze widzę? Draco Malfoy się zawstydził? Do tego, ku mojemu zdziwieniu nie zareagowałam na niego tak jak zwykle, tylko zrobiło mi się gorąco i chyba dostałam wypieków…To niemożliwe, żeby podobał mi się ten Ślizgon…Przecież…ale tak w ogóle, to o co mu chodziło? Podobno jestem brudną szlamą, a on dobrowolnie mnie dotknął! Ten świat staje na głowie…Wróciłam do chłopaków i postawiłam doniczkę obok Rona, a ten spojrzał na mnie i wykrzyknął: -Miona! Dobrze się czujesz? Chyba masz gorączkę…- powiedział i dotknął mojego czoła. -Nie, nic mi nie jest, nie martw się.- odpowiedziałam ze śmiechem. –Naprawdę, czuję się dobrze!- dodałam, gdy dalej patrzył na mnie z niepokojem. Dokończyliśmy nasze zadanie i poczekaliśmy na dzwonek, po którym poszliśmy na obiad. Po posiłku mieliśmy wolną godzinę, a więc chłopcy poszli do pokoju wspólnego, a ja wybrałam się do biblioteki. Po drodze wpadłam na Lunę, która postanowiła pójść ze mną. Nawet mi to odpowiadała, bo potrzebowałam z kimś porozmawiać o tej dziwnej sytuacji z Malfoy’em, a ani Harry, ani Ron mnie nie zrozumieją, potrzebuję rady jakiejś dziewczyny, a Ginny…ona ostatnio nie ma dla mnie czasu, jest zbyt zajęta Deanem…Czasem mi przykro z tego powodu, ale rozumiem, jest zakochana. Usiadłyśmy z Luną w bibliotece, ja wzięłam trochę książek do transmutacji, a przyjaciółka usiadła obok mnie. -Słuchaj Luna…- zagadnęłam blondynkę, a ta spojrzała na mnie swoimi wielkimi oczyma. – Ja…mam pewien problem. Powiedz mi, co byś zrobiła, gdyby facet, który zawsze cię nienawidził, w sumie z wzajemnością, nagle zaczął się dziwnie zachowywać w stosunku do ciebie? No, na przykład patrzyłby się często…Bardzo często… -Szczerze, to nie wiem, nie mam zbyt dużego doświadczenia, jeśli chodzi o facetów, a właściwie, to żadnego, ale…mówisz o Malfoy’u, prawda? Zatkało mnie. Czemu ona zawsze wie o czym myślę? Czasami mnie to przeraża. -Noo, tak, chodzi o niego. -Wiedziałam. Zdajesz sobie sprawę, że widać, to jak zerkasz na niego, już bez takiej nienawiście jak poprzednio? -Co? Aż tak to widać? -Niestety. A może wcale nie niestety. Powiedz mi…Podoba ci się on, prawda? Ja wiem…Nie ukrywaj tego. -Luna! Jak ja mam tego nie ukrywać, skoro to ŚLIZGON? On nie toleruje takich osób jak ja! Jestem szlamą, mugolaczką, zapomniałaś? -Miona…Spróbuj pomyśleć o nim jak o osobie normalnej, a nie jak o gburze z rodu czystej krwi. -Jak mam tak o nim nie myśleć, skoro on taki jest? -Tylko spróbuj. Czujesz coś do niego, prawda? -Sama nie wiem…Tak naprawdę mało go znam, z tej lepszej strony, o ile on w ogóle taką ma… -Chyba każdy ma jakąś pozytywną stronę. -Nie wiem, Luna…W sumie to i tak takie głupie gadanie, co by było gdyby…Przecież i tak nie ma szans, żebym go poznała bliżej…Jestem szlamą… -Szkoda tylko, że mnie nie zapytasz o zdanie…-usłyszałam za sobą męski głos. Odwróciłam się momentalnie i zobaczyłam Dracona Malfoy’a, wpatrującego się prosto we mnie