APOKALIPSA

Codziennie minister z zachowaniem ceremoniału wchodzi tam w ścisłej tajemnicy i zdziera kartkę, którą automat spala na popiół. Opisywana w powieści wędrówka głównego bohatera, będącego jednocześnie naratorem, stanowi ramę konstrukcyjną utworu. Spotykani ludzie, zastane sytuacje stanowią pretekst do opisu, komentarza, refleksji nad stanem kraju i życiem społeczeństwa, w warunkach totalitaryzmu komunistycznego. Co chwila bohater jest sprawdzany bez żadnego powodu przez milicję i bezpiekę; wszechobecny aparat bezpieczeństwa kontroli, wszystko i wszystkich, nawet opozycja jest na żołdzie bezpieki.

Codziennie minister z zachowaniem ceremoniału wchodzi tam w ścisłej tajemnicy i zdziera kartkę, którą automat spala na popiół. Opisywana w powieści wędrówka głównego bohatera, będącego jednocześnie naratorem, stanowi ramę konstrukcyjną utworu. Spotykani ludzie, zastane sytuacje stanowią pretekst do opisu, komentarza, refleksji nad stanem kraju i życiem społeczeństwa, w warunkach totalitaryzmu komunistycznego. Co chwila bohater jest sprawdzany bez żadnego powodu przez milicję i bezpiekę; wszechobecny aparat bezpieczeństwa kontroli, wszystko i wszystkich, nawet opozycja jest na żołdzie bezpieki. Podszedł do mnie młody pan spowity w modne beże, z lustrzanymi okularami przeciw¬słonecznymi, choć, dalibóg, od tygodni nikt nie widział słońca.

  • Mogę prosić o ogień - zapytał miętosząc w palcach gauloisa.
  • Przepraszam, nie palę.
  • To nic nie szkodzi. Może pozwoli pan ze mną do bramy?
  • A dlaczegóż to do bramy ?
  • A dlatego. -1 pokazał mi metalowy znaczek agenta.
  • Już byłem dziś spisywany. W tamtej bramie po drugiej stronie ulicy.
  • Nic nie szkodzi. Spiszemy jeszcze raz. Proszę o dowód. Podałem mu swój dokument wytarty, zalany swego czasu herbatą albo jakimś sosem. Wziął go do ręki i udawał, że czyta. […] Przekroczyłem ulicę i chciałem już wejść w rozbebeszoną klatkę schodową, kiedy ode¬zwał się przeraźliwie gwizdek milicyjny. Starszy plutonowy z kompanii ruchu, w białej przybrudzonej czapce, zbliżał się do mnie zniechęconym krokiem.
  • Pan przeszedł ulicę w niedozwolonym miejscu - powiedział beznamiętnie. - Proszę dowód osobisty.
  • Ja już dziś byłem sprawdzany. Dwa razy. Popatrzył z lekkim szyderstwem.
  • Pan myśli, że mi się chce interweniować? Ja też jestem człowiek. Ale obejrzał bez ciekawości mój biedny certyfikat.
  • To ile płacimy? - spytał.
  • Ile pan każe.
  • Co pan taki szybki. Za dużo ma pan gotówki. Mam za dużo. Już nie zdążę jej wydać. Nie chciało mu się otwierać torby, szukać blankietów mandatowych. Widać trafiła mu się też kiepska noc. Z daszku czapki kapała jeszcze woda po ostatnim deszczu.

Mówić również nie miał ochoty. Więc pogroził mi tylko palcem i zwrócił dokument. Gdy byłem już na schodach, rzekł jednak za mną z wielkim trudem:

  • Niech pan uważa. W ogóle niech pan uważa. Reżim zawładnął też kulturą i sztuką. Reżyser Bułat w rozmowie z bohaterem stwierdza, ze może tworzyć filmy aluzyjne, krytykujące władzę, oszukiwać cenzurę, gdyż przez lata wysługiwał się partii. Teraz będę kopał i gryzł, jak tylko potrafię. To znaczy na ile mi pozwoli cenzura. A po¬zwoli więcej niż innym, bo wyrobiłem sobie nazwisko, bo kraj czeka na moje filmy. Widzisz jak tu powstało sprzężenie zwrotne. Mogę kopać w zęby partię, bo mam pra¬wo, a mam prawo, bo usługiwałem partii. Tytułową apokalipsę można również odnieść do stanu gospodarki całego państwa, <które ulega stopniowej ruinie. Coraz częściej dewastowane są przedsiębiorstwa i fabryki, którymi nikt się nie zajmuje (Kolka Nachałow handluje cegłami z „rozbieranej" Huty War¬szawa). Wtedy nagle zobaczyłem, że z mostu Poniatowskiego poszedł wielki kłąb kurzu i środ¬kowe przęsło, niczym potężna winda, osunęło się majestatycznie do wody, która zago¬towała się na krótką chwilę. Dopiero teraz usłyszałem odgłos głuchego tąpnięcia. […] Weszliśmy na Plac Trzech Krzyży. Na betonowym skwerku, obok zabytkowego szaletu polegiwała grupka nietrzeźwych demonstrantów. Podłożyli sobie pod głowy transpa¬rent z nieczytelnym hasłem i zdefektowaną datą. Między czerstwymi jeszcze domami widniała jedna ruina. To dom, w którym przez wiele lat mieściła się redakcja tygodni¬ka satyrycznego „Szpilki". Zwalił się czegoś którejś wiosny i nikt nie miał siły zabrać się do odbudowy. […] Na rondzie drzemał pusty tramwaj. Wszyscy pasażerowie otoczyli motorniczego, który stał obok wehikułu i opędzał się przed natręctwem podróżnych.
  • Powiedziałem, że nie pojadę, to nie pojadę.
  • Ależ, panie złociutki, co się stało?
  • Po prostu mi się odechciało i już. Idę do domu.
  • Panie mechaniku, przecież pan ma teraz krótszą trasę. Tylko do mostu Poniatowskie¬go, który się zawalił. […]
  • W całej dzielnicy wyłączyli wodę. U mnie też. Myłem się w biurze. Że na tych łajdaków kary boskiej nie ma. Cała ulica Foksal rozkopana - dodał drugi. A wiosną ryli Nowy Świat - wtrącił się Zenek. Zerwali przy okazji kabel telefoniczny. Tyle miesięcy muszę za każdym razem dymać do budki telefonicznej. Myślicie może, że ta budka zawsze działa? Gówno, co drugi dzień łobuzy wyrywają słuchawkę z mię-sem. U nas na Kole - zaczął drugi pomocnik - w bloku pękła ściana. Od dachu do piwnicy. Jednak miasto, powoli zamieniające się w ruinę, cały czas świętuje 40-lecie PRL. Na ul cach pełno jest propagandowych transparentów gloryfikujących ustrój, flag radzieckic i polskich.

Kontrast pomiędzy realiami życia w socjalistycznym kraju a hasłami głoszonymi przs przewodnią siłę narodu, partię, jest olbrzymi. Na ulicach ustawiają się kilkometrowe ko a ki do sklepów, które świecą pustkami (na wystawach zamiast towarów, leżą uszkodzc zakurzone atrapy). Niezbędne produkty, (żywność, zapałki) można kupić za waluty wyr a nialne, lecz stać na to nieliczne osoby. W kraju panuje niewyobrażalna nędza, którą przyzwyczajeni, tchórzliwi mieszkańcy z pokora akceptują. Pod złotokryształowymi drzwiami drzemał ogonek starych kobiet. Dziś sklep był za¬mknięty z powodu święta, pod drzwiami stała pierwsza szychta klientek na dzień ju¬trzejszy. […] Nasza nędza współczesna jest przezroczysta jak szkło i niewidzialna jak powietrze. Na¬sza nędza to kilometrowe ogonki, nieustanny tłok łokci, złośliwy urzędnik, to spóźniony bez powodu pociąg, to odcięta przez fatalne siły woda, czyli brak wody, to zamknięty nieoczekiwanie sklep, to rozwścieczony sąsiad, to kłamliwa gazeta i wielogodzinne przemówienia w telewizji zamiast transmisji sportowej, to przymus należenia do partii, to zepsuta pralka kupiona w państwowym magazynie, to specjalne sklepy, w których możesz coś sobie kupić za dolary… […] Nasza nędza to łaska totalnego państwa, łaska, z której żyjemy. Jednak apokalipsa dotyczy przede wszystkim człowieka, relacji międzyludzkich, społecznych, niszczonych i wypaczanych przez ustrój komunistyczny. Stosunki społeczne ■ : : sce cechuje apatia, bierność i obojętność. Społeczeństwo oszukiwanie jest przez władze zacierane są granice między prawdą a fałszem, dobrem a złem. Indoktrynacja sprzyja KS3wom ko nform i stycznym i deprawuje ludzi, o których bohater mówi: Chryste Panie, kiedy to się stało, kiedy to społeczeństwo zła wiedźma przemieniała za karę w wielki tabun jaskiniowców. Pamiętam ten czas, pamiętam ten straszny okres przepoczwarzenia. Było to pod ko¬niec lat sześćdziesiątych albo na początku lat siedemdziesiątych. Wtedy wchodziły roczniki spłodzone przez sekretarzy, naczelników, milicjantów, cenzorów, mianowa¬nych docentów, dyrektorów więzień i zdradliwych artystów. Do fizjonomii ich progeni- tury bezlitosne geny przeniosły paskudztwo fachu ich rodziców, liszaje ohydy moralnej, karbunkuły sprzedajności. tak więc apokalipsa ukazana w utworze Konwckiego jest spowodowana przez totalitararyzm, komunizm; „rozpada" się państwo, destrukcji moralnej ulega człowiek i społeczeństwo. to również osobista apokalipsa głównego bohatera - jego akt samospalenia ma być protestem przeciw totalitaryzmowi, ma poruszyć „uśpione" i zakłamane społeczeństwo. - * :DŚ musi przerwać letarg […] Dzikim krzykiem obudzić drzemiących.