
zwierzak
a dworze padał deszcz. Niebo było szare, całe w chmurach. Mama krzątała się w kuchni, robiąc obiad. Dziś miała przyrządzić swoją specjalność, czyli placki ziemniaczane. Nagle stwierdziła jednak, że w domu skończyła się cebula, którą zawsze do nich dodaje. Oczywiście obowiązek udania się do sklepu, spadł na mnie. Ubrałam się ciepło, wzięłam parasol z półki i wyszłam z domu. Cały czas lało jak z cebra. Niemal biegiem dotarłam do pobliskiego warzywniaka.
a dworze padał deszcz. Niebo było szare, całe w chmurach. Mama krzątała się w kuchni, robiąc obiad. Dziś miała przyrządzić swoją specjalność, czyli placki ziemniaczane. Nagle stwierdziła jednak, że w domu skończyła się cebula, którą zawsze do nich dodaje. Oczywiście obowiązek udania się do sklepu, spadł na mnie.
Ubrałam się ciepło, wzięłam parasol z półki i wyszłam z domu. Cały czas lało jak z cebra. Niemal biegiem dotarłam do pobliskiego warzywniaka. Pani ekspedientka była bardzo miła. Pomogła mi wybrać z koszyka dwie ładne, duże cebule, położyła je na wadze i zapakowała do przeźroczystej reklamówki. Podziękowałam, zapłaciłam i wyszłam ze sklepu. Deszcz padał coraz słabiej. Schowałam parasol do kieszeni i nałożyłam na głowę kaptur. Moja kurtka była na szczęście przeciwdeszczowa. W tą stronę szłam już wolniej. W pewnym momencie moją uwagę zwrócił jeden z samochodów. Spod jego maski wydobywał się dziwny pisk. Schyliłam się i zajrzałam pod spód, żeby zobaczyć co jest jego źródłem. Z początku zauważyłam tylko mały, czarny kłębek jakichś śmieci. Po chwili jednak ów zwitek zaczął się poruszać. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że jest to mały kotek! Zawołałam do niego: „kici kici”, lecz był zbyt przestraszony, żeby podejść, a może nawet dziki. Widocznie oddalił się od swojej mamy i złapał go deszcz. Wpełzłam pod samochód i chwyciłam kotka mocno w obie dłonie. Siatkę z cebulą zostawiłam na chodniku. Kociak był roztrzęsiony i cały mokry. Na czarnym futerku wyróżniały się jedynie białe skarpetki i końcówka ogonka. Pomyślałam, że wygląda bardzo zabawnie, jakby ktoś zanurzył go w farbie. Zabrałam zakupy i kotka, po czym poszłam do domu. Kiedy weszłam przez drzwi, zobaczyłam, że mama jest w złym humorze. Powiedziała mi, że dawno powinnam już była wrócić i chciała wiedzieć, co mnie zatrzymało. Nie zauważyła jeszcze mojego małego towarzysza. Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam w jej stronę ręce, w których krył się zwierzak. Mama z początku nie wiedziała, na co właściwie patrzy, ale już po chwili wykrzyknęła: „Ojej!” i zaczęła rozczulać się nad kociakiem. Wspólnymi siłami doprowadziłyśmy go do normalnego stanu. Teraz jego futerko było suche, nie trząsł się i wykazywał ogromny apetyt, pochłaniając twarożek, którym poczęstowała go moja mama. W całym tym zamieszaniu z małym zwierzątkiem, zapomniałyśmy całkiem o plackach ziemniaczanych. Kiedy wrócił tata, nie był on z tego powodu zadowolony. Stwierdził tylko krótko, że kociak jest ładny, ale nie możemy go zatrzymać. Od razu stanęłam w jego obronie. Przecież to nieuczciwe, bo gdyby nie ja, kotek mógłby już nie żyć! Jest za mały, żeby mieszkać na podwórku! Mama poparła moją argumentację i w końcu tata uległ.
Tak zaczęła się przyjaźń między mną i Filipem, bo tak nazwałam owego kociaka. Od tej pory byliśmy nierozłączni. Kot towarzyszył mi gdy spałam, odrabiałam lekcje, myłam zęby… Cały czas łaził za mną krok w krok. Natomiast kiedy wychodziłam do szkoły, siedział całymi godzinami przed drzwiami wejściowymi w naszym domu i czekał aż wrócę.
Napisałam to jakiś czas temu dla kogoś innego na zadane.pl. Mam nadzieję, że się przyda. 7 0
