
ludność polski w latach 1939-1945
o mega fenomen, że najbardziej rasowy (wiem, że tego nadużywam) polski MC, a przez rasowość rozumiem najbliższą nowojorskiego ideału kombinację podążania z bitem (technika), mienia wszystkiego w dupie (luz, imidż, swagger) i doboru słów właściwych do okoliczności (czyli vocab ani nadto nadęty, ani nudny), to koleś który nigdy nie trafił nawet do oficjalnego obiegu – nie dlatego, że nie udało się, tylko nie chciało mu się. Smarki ma “to coś”, a “to coś” u MC to umiejętność zarapowania o gównie Maryni tak żeby chciało się ripitować, a po którymś odsłuchu oswajać się z myślą, że może ten rap o gównie Maryni ma jakiś głębszy wymiar (pani Lidka dopatrzyła się poezji w tekstach).
o mega fenomen, że najbardziej rasowy (wiem, że tego nadużywam) polski MC, a przez rasowość rozumiem najbliższą nowojorskiego ideału kombinację podążania z bitem (technika), mienia wszystkiego w dupie (luz, imidż, swagger) i doboru słów właściwych do okoliczności (czyli vocab ani nadto nadęty, ani nudny), to koleś który nigdy nie trafił nawet do oficjalnego obiegu – nie dlatego, że nie udało się, tylko nie chciało mu się. Smarki ma “to coś”, a “to coś” u MC to umiejętność zarapowania o gównie Maryni tak żeby chciało się ripitować, a po którymś odsłuchu oswajać się z myślą, że może ten rap o gównie Maryni ma jakiś głębszy wymiar (pani Lidka dopatrzyła się poezji w tekstach). I dwie jeszcze rzeczy o Smarkim – kozacko bluzga i całkiem zajebiście operuje przerzutnią. Aaa, i jeszcze nikt tak nie umie zaszydzić cytatem (“Czym zaczniesz gadkę” – śmiech za każdym razem).


