Z litości?

Justyna jest inaczej traktowana przez nauczycieli. Lepiej, bardziej ulgowo. Powód? Ma złe warunki życiowe. A przynajmniej tak twierdzi, bo dziewczyny z klasy mają podejrzenia, że opowieści o przymusowej pracy w niedzielę i ojcu sprzedającym podręczniki córki są… mocno naciągane na potrzeby sprytnej Justyny. Czy ktoś zgłasza brak pracy domowej lub nieprzygotowanie?-chemiczka rozpoczęła lekcję od standardowego pytania. Dla całej klasy 3 d oznaczało to dwie minuty intensywnego myślenia. Jeśli się nie było stuprocentowo pewnym przygotowania do lekcji, to lepiej było nie zwlekać.

Justyna jest inaczej traktowana przez nauczycieli. Lepiej, bardziej ulgowo. Powód? Ma złe warunki życiowe. A przynajmniej tak twierdzi, bo dziewczyny z klasy mają podejrzenia, że opowieści o przymusowej pracy w niedzielę i ojcu sprzedającym podręczniki córki są… mocno naciągane na potrzeby sprytnej Justyny.

  • Czy ktoś zgłasza brak pracy domowej lub nieprzygotowanie?-chemiczka rozpoczęła lekcję od standardowego pytania. Dla całej klasy 3 d oznaczało to dwie minuty intensywnego myślenia. Jeśli się nie było stuprocentowo pewnym przygotowania do lekcji, to lepiej było nie zwlekać. Chemiczka pytała bardzo wnikliwie i jedynki stawiała wyjątkowo hojnie. A by je poprawić trzeba było się nieźle nagimnastykować. Problem w tym, że pod koniec semestru prawie wszyscy wykorzystali swoje “np”. Dwie osoby podeszły do biurka zgłosić nieprzygotowanie. Reszta w popłochu przeglądała notatki z ostatnich lekcji lub gorączkowo spisywała pracę domową. Sylwia szturchnęła siedzącą obok Ankę: -Widzisz?-szepnęła i głową wskazała zbliżającą się do biurka Justynę, która nerwowo wykręcając palce u rąk, zaczęła coś szeptem tłumaczyć nauczycielce.- Który to już raz? Piąty? Dziesiąty? Ciągle zgłasz nieprzygotowanie! Ania wzruszyła ramionami:
  • A co się dziwisz? Wiesz, jak ona ma w domu. Ty też nie miałabyś jak się uczyć chemii… Z tego, co opowiada… -No własnie, opowiada! To ona tak mówi, nikt tego nie widział na oczy! Ania spojrzała uważnie na koleżankę: -Myślisz, ze ściemnia? No, kurczę, nie sądzę… Zresztą, co jej się czepiasz? Rozmowę musiały skończyć, ponieważ chemiczka rozpoczęła polowanie na swoje ofiary…

Temat wrócił po lekcjach, gdy Sylwia z Anią powoli szły w stronę osiedla. -Wkurz mnie to, że ona może mieć nieskończoną ilość nieprzygotowań, że wystarczy, że zrobi smutną minkę i zacznie ściemniać coś tam nauczycielom, że spała na klatce schodowej, że ojciec wyniósł jej podręczniki i sprzedał… -Sylwia, ale przecież to prawda! Wszyscy wiedzą, że jej ojciec pije, same go nie raz widziałyśmy jak szedł pijany przez osiedle. Wiesz, co to znaczy mieć takiego ojca?

  • Przecież nie mówię, że jej zazdroszczę tylko, że…- zawahała się.
  • Że co? -Pamiętasz, jak w poniedziałek powiedziała na polskim, że nie mogła przeczyć lektury, bo cały weekend pomagała mamie sprzątać u kogoś tam?
  • No coś kojarzę… -W tym problem, że ją widziałam w weekend. Szła sobie z tymi dwoma chłopakami z technikum i jeszcze jakąś dziewczyną, chyba starszą od nas… Szła, śmiałą się, piła colę z wielkiego kubka. -Serio? No wiesz… każdy może przecież iść do galerii…-odpowiedziała Ania, ale w jej głosie słychać było wahanie. Też jej to trochę nie pasowało. Spędzać czas w galerii, a potem opowiadać, że się z mamą ciężko pracowało przy sprzątaniu cudzych domów? -Jasne, ale nikt z nas nie jedzie non stop na litości, rozumiesz? To nie jest zwykłe wykręcanie się, ona ma o wiele więcej nieprzygotowań, nie czyta lektur, może w nieskończoność poprawiać sprawdziany i jestem pewna, że nauczyciele podciągają jej oceny jak mogą. Dlatego, że jej wierzą! Wmawia wszystkim, że jej ojciec to jakiś psychopata, a mi się wydaje, że on faktycznie pije, ale do żadnych awantur nie dochodzi, rozumiesz? Że owszem mają mało pieniędzy, w to wierzę, ale to też nie jest tak, że matka, ją zmusza do pracy! -Kurczę, jakoś tak nigdy o tym nie pomyślałam… -No właśnie, nikt tak nie pomyślał, bo ona tak od pierwszej klasy wszystkim oczy mydli! Bo nikomu z nas nie przyszłoby do głowy, żeby tak gadać o własnej rodzinie! Ma kiepsko, to się zgadzam, nieraz widziałam jej ojca podpitego. Ale myślę, ze jej starszym to by nieźle szczęki opadły, jakby się dowiedzieli, co też córcia na ich temat wygaduje.
  • Rany, aleś mi zrobiła w głowie bajzel!- Ania naprawdę wyglądała na zszokowaną. Złapała Sylwię za rękaw i gwałtownie przystanęła.- Wiesz co… teraz mi się takie coś przypomniało… Ze dwa tygodnie temu to było albo trzy… Ona zawsze chodzi się przebrać przed wf’em do kibla, nie? Zawsze myślałyśmy, że się wstydzi jakiejś starej bielizny albo może siniaki ma, nie? A ja ostatnio wparowałam tam niechcący, bo siku chciałam i zobaczyłam, ze ma taki fajny komplecik z Intimissimi. Jestem pewna, bo oglądałam jak moja siostra, przymierzała chyba pięćdziesiąty stanik. Wtedy mnie to jakoś zaskoczyło, ale zapomniałam Ci powiedzieć… A to przecież taniocha nie jest… No nawet jeśli wyprzedaż czy promocja, to jednak trochę kosztuje… -No widzisz?! No sama widzisz, że to jakaś ściema! Wyrobiła sobie opinię nieszczęścia życiowego i bierze wszystkich na litość. A pewnie w gruncie rzeczy nieźle się z nas i nauczycieli nabija… -Kurczę, sama nie wiem. No ale… myślisz, że coś można z tym zrobić? Tym razem to Sylwia wzruszyła ramionami: -Nie wiem. Zresztą… co nam da, nawet jak jej udowodnimy ściemę? Co, nagrodę dostaniemy czy jak?- zapytała ironicznie i ze złością kopnęła w słup latarni.