Recenzja filmu „Zemsta”

Rzecz dzieje się w bardzo zrujnowanym zamku w Ogrodzieńcu. Główny wątek filmu stanowi, ciągnący się już od bardzo długiego czasu, spór sąsiadujących ze sobą dygnitarzy powiatowych - Rejenta Milczka oraz Cześnika Raptusiewicza. Dotyczy on naprawy muru granicznego, który dzieli na pół ich siedzibę. Podobnie jak w sztuce Fredry, w filmie Andrzeja Wajdy nie brakuje zabawnych sytuacji, prowokowanych przez wzajemne konflikty i perypetie bohaterów. Wszystkie one zmierzają do dobrze znanego nam finału: szczęśliwe zakochanie się dzieci obu adwersarzy, doprowadzi w końcu do ślubu, przynoszącego kres wszystkim sporom.

Rzecz dzieje się w bardzo zrujnowanym zamku w Ogrodzieńcu. Główny wątek filmu stanowi, ciągnący się już od bardzo długiego czasu, spór sąsiadujących ze sobą dygnitarzy powiatowych - Rejenta Milczka oraz Cześnika Raptusiewicza. Dotyczy on naprawy muru granicznego, który dzieli na pół ich siedzibę. Podobnie jak w sztuce Fredry, w filmie Andrzeja Wajdy nie brakuje zabawnych sytuacji, prowokowanych przez wzajemne konflikty i perypetie bohaterów. Wszystkie one zmierzają do dobrze znanego nam finału: szczęśliwe zakochanie się dzieci obu adwersarzy, doprowadzi w końcu do ślubu, przynoszącego kres wszystkim sporom.

Odtwórcy głównych ról wykazali się dużymi umiejętnościami aktorskimi. Najwięcej uwagi skupiły na sobie Katarzyna Figura i debiutująca na “wielkim ekranie” - Agata Buzek. Obie panie doskonale wcieliły się w powierzone im role, wykreowały postaci żywe, barwne, niezwykle zabawne i bardzo dynamiczne. W tym wypadku, pochwała należy się również stylistom, którzy włożyli bardzo dużo pracy w charakteryzację postaci kobiecych. Wielkim talentem wykazał się Roman Polański, który bardzo dobrze poradził sobie z trudną rolą Papkina, będącego jedną z najsłynniejszych i najbardziej oryginalnych postaci komediowych, które stworzyła literatura polska. Dialogi Papkina, pełne dwuznaczności, dowcipnych zwrotów, zyskały dzięki grze Polańskiego na czasie. Żonglerka słowna sprawnie prowadzona przez aktora, niejednokrotnie wywoływała wśród widzów salwy gromkiego śmiechu. Mało wiarygodnie na tle ww. aktorów zaprezentował się Robert Królikowski. Rola Wacława, pomimo niewątpliwego wysiłku, jaki aktor włożył w kreację bohatera, trochę go przerosła. Nie odejmuje to bynajmniej kunsztu całości dzieła.

Na osobną uwagę zasługuje muzyka, którą znakomicie skomponował na potrzeby filmu Wojciech Kilar. Ścieżka dźwiękowa odpowiada przedstawianym scenom i w największym stopniu podkreśla ich walory emocjonalne.