Przebudzenie

Przebudzenie Wstęp Historia dla ludzi, którzy wierzą nie tylko w to, co widać gołym okiem. Historia mężczyzny imieniem Philip. Historia, która rozpoczyna się w lutym 1971r, po otrzymaniu listu od ojca, który według tego, co mówiono Philipowi przez cały życie nie żyje. Howard pisał o tym, że musiał się udać do systemu kopalni, w których działy się rzeczy conajmniej dziwne, pisał o notatniku, który zostwił w banku w Mafair, o którym Philip nigdy nawet nie słyszał.

Przebudzenie

Wstęp Historia dla ludzi, którzy wierzą nie tylko w to, co widać gołym okiem. Historia mężczyzny imieniem Philip. Historia, która rozpoczyna się w lutym 1971r, po otrzymaniu listu od ojca, który według tego, co mówiono Philipowi przez cały życie nie żyje. Howard pisał o tym, że musiał się udać do systemu kopalni, w których działy się rzeczy conajmniej dziwne, pisał o notatniku, który zostwił w banku w Mafair, o którym Philip nigdy nawet nie słyszał. Tak jak się pewnie spodziewał Howard-ojciec Philipa, syn udał się do Mafair. Odkrył tam, że mimo dowodów, że ojciec żyje, został on oficialnie uznany za martwego prawie 30 lat temu, więc stara książka i kolekcja notatek, które znalazł, były w świetle prawa przez cały czas jego włosnością. Instrukcjami Howarda było spalanie dokumentów bez żadnych pytań. Ale był to jego błąd. Żaden człowiek nie jest odporny na haniebną i zgubną ciekawość, więc… jego ludzka natura wygrała. Uniwersytet, na którym uczył się Philip był znany z dwóch dziedzin: fizyki i językoznawstwa. Philip reprezentował tą pierwszą, a człowiek, który reprezentował drugą był zaskoczony jego niedawnym nabytkiem. Książka była nie do rozszyfrowania. Notatki zaś ukazywały lokacje gdzieś w niezamieszkałej północnej Grenlandii. Philipowi zajęło ponad rok, aby zarezerwować jego ostatni lot w życiu. Podczas patrzenia na znikającą cywilizacje razem z lonyńdkim lotniskiem Heathrow, zdał sobie sprawe, że Howard zaginął trzy dekady temu i rozważał co takiego zostawił za sobą. Wylądowali na pasie lodu, szerokim na parę stóp i w ciągu kilku minut odpływał w dal na wyczarterowanej łodzi, zaczynając swoją dwunastogodzinną podróż, która miała go zaprowadzić do jego przeszłości.

Rozdział 1 Nareszcie, prawie dotarliśmy do portu, lepiej zacznę się pakować. Mogę być daleko od domu, ale nadal dam radnę trzymać rzeczy w dłoniach i przyglądać się im. Kajuta wygląda na urzytkowaną przez wiele osób, spróbuje przejrzeć te szafki i biurko, może coś znajdę, coś co pomoże mi tam dokąt zmierzam jeśli cokolwiek w ogóle może mi pomóc. W szufladzie jest latarka, nie ma w niej baterii więc na nic mi się nie zda przynajmniej na razie, pod łózkiem dostrzegłem kawałek papieru, wygląda na mapę, która ma conajmniej kilkadziesiąt lat, jendak punkty orientacyjne się nie zmieniają, zwłaszcza na Grenladnii, dzięki temu mam pewne przypuszczenia dokąt zmierzam, widzę też butelkę 0.5 litrowego Jacka Daniellsa, jednak nie mogę sobie na to pozwolić, nie wiem co mnie tu zaskoczy, jednak gdy moja psychika będzie wymęczona strachem nie będe miał innego wyjścia. W rogu pokoju stoi coś, co przykuło szczególnie moją uwagę, to szafką, którą myśle, że powinienm otworzyć, inaczej nikt nie zamykałby jej na kłódkę, kłódka nie wygląda na złej jakości zabezpieczenie, jednak wolałbym opuścić pokład z przedmiotami z szafki chowanymi w moim plecaku. Zależy mi na tym, gdyż wątpie, żeby ktoś podróżował na Grenladnie w celach turystycznych, na pewno w środku jest coś co pomoże przetrwać, może coś do jedzenia? Może chociażby baterie do latarki, nie mam pojęcia. Wiem, że mam mało czasu, żeby wymyślić jak usunąć przeszkodę na mojej drodzę do wnętrza tej szafki. Postaram się tutaj rozejrzeć może znajdę coś, co ułatwi mi to zadanie, ale jeśli teraz nie daję rady z kłódką, to co będzie później? Kajuta nie jest zbyt duża, nie znalazłem tu niczego, co by mi pomogło, w żadnej szufladzie, nigdzie, statek zaraz przybije do brzegu. Nagle rozkeł się dźwięk, który przypominał uderzenie metalu w inną ciężką rzecz, za pewne w coś uderzyliśmy, zjawisko zwaliło mnie z nóg, dosłownie… Jednak miało to swoje zalety, gdyż za szafką, która razem ze mną się przewróciła były ukryte wielkie nożyce, dzięki którym mogłem przeciąć zamki. W szafce, znalazłem mięso, które może być niezbędne w warunkach do których się udaje, po za mięsem była tam również moblina świetlówka, świeci wiecznie, nie muszę się martwić o barterie, jednak latarkę i tak wezmę, nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać. Do mojej kajuty wbiegł marynarz, czego może chcieć? -Proszę Pana, nasz statek uderzył w zlodowaciałą górę, trzeba uciekać. -Co robić? Jakie są zalecenia? -Na statku czeka mała łódź, płynie nią załoga, ale miejsce dla Pana też się znajdzie. -Dziękuję, zaraz będę na miejscu. Mogłem się tego spodziewać, kto by czekał na szaleńca, który sam udaje się na grenlandie. Ja też nie. Statek jest już widocznie przechylony, moja podróż nie może się skończyć, za nim się zaczęła, musze coś zrobić, ale zdaję się, że jedynym wyjściem jest skok, do lodowatej wody, przeraża mnie to. Jednak albo skoczę z nadzieją, że nie zamarznę, albo pójdę na dno razem ze statkiem. Nie ma wyjścia, trzeba skakać. Cały skostaniały z zimna, ledwo poruszając nogami ostatkiem sił udało mi się dotrzeć na ląd, całkowicie pokryty lodem i śniegiem, mam bardzo mało szans na przeżycie, muszę znaleźć właz do kopalni i zdjęć te ubrania, tylko tak zachowam w sobie resztki życia. Nie musiałem długo iść, widze właz, jest on jednak cały oblodzony, muszę coś prędko wymyślić, inaczej nie będzie po mnie co zbierać. Może uda się którymś, z tych kamieni? Nie mam wyjścia, muszę spróbować. Po kilku uderzeniach kamieniem, udało się rozbić lód, który pokrywał właz, jestem w środku, muszę się rozebrać i wysuszyć ubrania, na szczęście mam mięso, uzupełnie tłuszcze, myślę, że kropla Jacka Danielsa na rozgrzanie też nie zawadzi, tylko kropla. Tak jak myślałem, moja kropla zamieniła się w całą butelkę, nie wiem ile spałem i co się ze mną działo, wiem, że moje ubrania są suchę i mogę iść dalej, tak na prawde nie wiem po co, może przyjazd tu był błędem? Nie, nie mogę tak mysleć, wiem, że coś, co tu żyje coś co, zabiło wilu ludzi, wśród nich być może był mój ojciec, muszę wziąć się w garść i iść dalej. Analizując moje dotychczasowe życie, nawet nie mam dużo do stracenia.