
moje e
Podobne nastawienie do wypracowania maturalnego mają egzaminatorzy. Nie wyobrażają sobie, że można pisać, przechodząc od razu do rzeczy. A gdzie wstęp? Jednak dom to nie tylko fundament. Liczy się przecież to, co na nim stoi, czyli – w wielkim uproszczeniu – ściany, sufit i dach. Jeśli więc wprowadzenie masz już za sobą, możesz przystąpić do kolejnej części inwestycji, jaką jest tworzenie rozwinięcia. Gdy wcześniej chodziło głównie o to, aby zacząć, teraz sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana.
Podobne nastawienie do wypracowania maturalnego mają egzaminatorzy. Nie wyobrażają sobie, że można pisać, przechodząc od razu do rzeczy. A gdzie wstęp?
Jednak dom to nie tylko fundament. Liczy się przecież to, co na nim stoi, czyli – w wielkim uproszczeniu – ściany, sufit i dach. Jeśli więc wprowadzenie masz już za sobą, możesz przystąpić do kolejnej części inwestycji, jaką jest tworzenie rozwinięcia. Gdy wcześniej chodziło głównie o to, aby zacząć, teraz sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Rozwinięcie to główna część wypracowania maturalnego, za którą powinieneś otrzymać najwięcej punktów. Nie zmarnuj zatem swojej szansy. Zgodność z tematem
Wyobraźmy sobie sytuację, że znajdujesz się w restauracji i czytasz kartę dań. Po długim zastanowieniu wybierasz pieczonego łososia z frytkami i warzywami gotowanymi na parze. A do picia zieloną herbatę. Kelner przyjął zamówienie, nawet zapisał to sobie na kartce, aby niczego nie pomylić. Co z tego, skoro po wielu minutach oczekiwania dostajesz kotlet schabowy z ziemniakami oraz marchewką z groszkiem, a do picia piwo. Problem w tym, że twoje zamówienie było zupełnie inne. I co teraz?
To samo można powiedzieć o pracy stylistycznej, która została napisana nie na temat. Co z tego, że pod względem ilości wszystko się zgadza, jeśli treść jest zupełnie inna? Celem pracy powinna być np. odpowiedź na pytanie, jak o przeszłości Polski i o pamięci o niej pisała E. Orzeszkowa w Gloria victis, a jak K. K. Baczyński w wierszu Mazowsze. Tymczasem praca dotyczy obrazu wsi w Nad Niemnem i konfliktów między Korczyńskimi a Bohatyrowiczami oraz o bohaterskiej śmierci tytułowego bohatera Elegii o chłopcu polskim. Ewidentnie miał być łosoś, a dostaliśmy schabowego.
Kelner zasługuje na to, aby odesłać go do wszystkich diabłów. Innego wyjścia nie ma. Tak samo egzaminator postąpi z pracą, która została napisana nie na temat. Nie ma znaczenia, że tekst zawiera mnóstwo wiedzy o literaturze. Nie to zostało zamówione, więc cała praca na nic. Nie będzie ani jednego punktu za rozwinięcie tematu, a to oznacza dyskwalifikację. Także za pozostałe składniki pracy – kompozycję, styl, język, zapis – nie dostaniemy nic. Napiwku, czyli dodatku za szczególne walory pracy, też nie będzie. Dyskwalifikacja na całej linii, cała praca na nic. Dlatego warunkiem koniecznym, aby zdać egzamin maturalny z języka polskiego, jest rozwinięcie tematu i tylko tematu, a nie pisanie o czymkolwiek.
Tak jak budowniczy domu powinni budować ściśle według zamówienia i planów, tak maturzysta powinien pisać wypracowanie zgodnie z tematem. Nieodzowne staje się zatem kontrolowanie pracy i sprawdzanie, czy robię dokładnie to, czego się ode mnie oczekuje. Właściwie przed rozpoczęciem i po napisaniu każdego akapitu powinno się ponownie przeczytać temat i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zmierzam we właściwym kierunku. Inaczej mówiąc, czy moja praca dotyczy tematu, czy też całkiem czegoś innego. Wysmażyłem łososia czy jednak schabowego? Liczą się tylko czarne literki
Każdemu chyba trafiło się rozmawiać ze specjalistą, np. lekarzem albo informatykiem, którego nie sposób było zrozumieć. Niby mówił po polsku, ale używał takich słów i żadnego z nich nie objaśniał, że trudno było cokolwiek pojąć. Oczywiście inny lekarz czy informatyk rozumiałby go doskonale. Nam natomiast przydałby się słownik wyrazów obcych i krótki przewodnik po zagadnieniach, o których rozmawiamy. Problemu by nie było, gdyby profesjonalista założył, że rozmawia z laikiem, czyli osobą, która nic nie wie, niczego nie rozumie, więc wszystko trzeba jej objaśniać od zera. Tylko czy to wypada?
W przypadku pracy stylistycznej nie tylko wypada tak pisać, ale jest to wręcz konieczne. Filozofia egzaminu maturalnego opiera się bowiem na założeniu, że jeśli zdający czegoś nie napisze, to znaczy, iż tego nie wie. Gdyby to był egzamin ustny, można by zadać maturzyście dodatkowe pytanie i szydło wyszłoby z worka. Także sam zdający mógłby się zorientować, że jego wypowiedź nie jest kompletna. Rzut oka na twarze egzaminatorów i już wiadomo, że trzeba się ratować dodatkowymi wyjaśnieniami. Na egzaminie pisemnym tak się nie da. Dlatego od razu trzeba założyć, że w rozwinięciu należy tak pisać, aby osoba sprawdzająca pracę niczego nie musiała się domyślać ani niczego uzupełniać. Praca musi być jasna dla każdego czytelnika, a nie tylko dla kogoś, kto zjadł zęby na literaturze.
Podczas pisemnej części egzaminu maturalnego liczy się tylko to, co zostało napisane. Mówiąc zaś bardziej obrazowo, oceniane są wyłącznie czarne literki, tylko pismo. Jeśli czegoś nie ma czarno na białym, nie zostaną też za to przyznane punkty. Nie ma znaczenia, że maturzysta doskonale znał te informacje, ale nie uważał za stosowne pisać o oczywistościach. Moim zdaniem, lepiej przedobrzyć, podając trywialne treści, niż pominąć ważne informacje i narazić się na zarzut, że nie znamy podstaw. W końcu to tylko egzamin kończący naukę w liceum, a nie konkurs na prezesa Najważniejszej Firmy Świata. Jak na razie, na maturze liczy się wiedza podstawowa, a nie innowacyjność i odkrywczość. Dlatego pisanie rozwinięcia to w głównej mierze wykładanie kawy na ławę. Im prościej i jaśniej, tym lepiej.

