Korporacje i trzeci świat

Chciałam dziś napisać o pewnym problemie, o którym tak naprawdę niewiele z nas wie i pamięta. Można powiedzieć, że jest on schowany pomiędzy inne sprawy naszej codzienności, istnieje on jednak i jest nierozwiązany od dłuższego czasu. O co chodzi? Wyobraźmy sobie zwykłą sytuację, wyrastamy lub dziurawimy spodnie - trzeba iść do sklepu po nowe. Gdy już tam docieramy szukamy oczywiście wygodnego, ładnie wyglądającego ubrania, najlepiej w dobrej cenie. Przymierzając, przebierając w tysiącach par jeans-ów rzadko kto się zastanowi nad pochodzeniem swojego zakupu, a ja właśnie zmierzam do rozpoczęcia tego tematu.

Chciałam dziś napisać o pewnym problemie, o którym tak naprawdę niewiele z nas wie i pamięta. Można powiedzieć, że jest on schowany pomiędzy inne sprawy naszej codzienności, istnieje on jednak i jest nierozwiązany od dłuższego czasu.

O co chodzi?

Wyobraźmy sobie zwykłą sytuację, wyrastamy lub dziurawimy spodnie - trzeba iść do sklepu po nowe. Gdy już tam docieramy szukamy oczywiście wygodnego, ładnie wyglądającego ubrania, najlepiej w dobrej cenie. Przymierzając, przebierając w tysiącach par jeans-ów rzadko kto się zastanowi nad pochodzeniem swojego zakupu, a ja właśnie zmierzam do rozpoczęcia tego tematu.
Popatrz teraz na metkę ubrania, które masz na sobie. Większość z Was-czytelników patrzy pewnie właśnie  na napis "made in China/India/Turkey/Bangladesh", ale co właściwie się za tym kryje? Tutaj dochodzimy do sedna sprawy, za tymi małymi literkami możemy zobaczyć ludzi często wykorzystywanych do ciężkiej pracy w złych warunkach za bardzo małe pieniądze, często też z długimi zmianami (około 14 godzin). Rok temu po jednej z katastrof, rząd w Bangladeszu "łaskawie" podniósł płacę minimalną do 38 dolarów miesięcznie. Dla nas ta suma wydaje się być śmieszna, ale oczywiście nie wiemy za ile można wyżyć miesiąc w tym kraju. W jednym z innych artykułów, przeczytałam, że jest to 25% tego, za co można wyżywić rodzinę. Być może zgłosili się oni z własnej woli do tego zawodu, ale nie sądzę żeby w grę wchodziło jakiekolwiek powołanie, raczej wykarmienie za coś najbliższych. Możemy pomyśleć, przecież jak kupimy sukienkę za trzysta złotych, to więcej pieniędzy zostanie przekazane dla pracowników. Nic z tych rzeczy, im więcej kosztuje ubranie, tym więcej idzie dla koncernu, bynajmniej dla tych, którzy uszyli odzież. Co więcej, zawalenia, pożary takich zakładów zdarzają się co parę miesięcy.  (Poniżej widzimy zdjęcie szwalni po katastrofie z zeszłego roku w Bangladeszu).

Wszyscy producenci o tym wiedzą, ale przymykają na to oko, to się bardziej opłaca, przecież każdy chce kupić tanio. Oczywiście każda firma zachowuje pozory moralności, kiedy przedstawiciel danego koncernu przyjeżdża, aby sprawdzić warunki pracy, pokazywane mu są tak zwane wzorcowe fabryki. Potem są zaobserwowane fakty zapisywane w raportach. Trzeba jednak pamiętać, o tym, że przecież ubrania mogą być szyte przez poddostawców, tam już nikt niczego nie sprawdza, czy fabryka to nowoczesny budynek czy zawalająca się rudera - nieważne. Nie możemy jednak obwiniać tylko producentów, ale także tych którzy chcą tanio kupić, czyli w gruncie rzeczy nas.

Rozwiązania:

Co możemy właściwie zrobić? Od razu nasuwa się odpowiedź - patrzmy na metki. Jednak koncerny mają na to sposób, jeśli nawet mała część danej rzeczy, np sznurówki są wyprodukowane dajmy na to we Włoszech, można już określić całe buty stwierdzeniem "made in Italy". Niestety nie jesteśmy w stanie po prostu patrząc wywnioskować "ta podeszwa jest na pewno zrobiona w Chinach!". Dalej jesteśmy uwikłani. Wciąż kombinujemy - jest tyle nowych polskich marek, a tam szyją oczywiście projektanci. Tak, to jest rozwiązanie, w Polsce coraz modniejsze showroom (https://showroom.pl). Ale czy wszystkich ludzi stać na, nie kryjmy, raczej drogie ubrania? Nie. Znowu jesteśmy w punkcie wyjścia, ale jest jeszcze jeden sposób, otóż jest pewna strona (), na niej znajdziemy tylko te marki, które zapewniają dobre warunki swoim pracownikom. Wydaje nam się - problem rozwiązany, ale najgorsze jest to, że jak przestaniemy kupować rzeczy wyprodukowane w tak zwanym trzecim świecie, to im przecież nie pomożemy albo nawet zaszkodzimy. Gdyby na przykład zakazać w całym państwie sprowadzania odzieży z niepewnych źródeł, to  skąd mamy wiedzieć, czy sytuacja szyjących się jeszcze nie pogorszy? Czy będą mieli jakiekolwiek pieniądze? Powoli dochodzimy do końca, czyli do tego, że tak naprawdę jako jednostka nie jesteśmy w stanie w ogóle pomóc rozwiązać tego rozwijającego się problemu. Nie mamy żadnego wpływu, a jeśli myślimy, że robimy coś dobrze, to nie mamy pojęcia o wywołanych skutkach. Dlatego zostaje nam tylko świadomość.
Pamięć o tym jest ważna. Dobrze, gdyby więcej ludzi zwracało uwagę na ten problem, bo pomoże to bardziej niż życie w nieświadomości. Jeśli chcielibyście sobie to bardziej uzmysłowić zachęcam do przeczytania książki Francesco D'Adamo "Iqbal" o dzieciach niewolniczo wykorzystywanych do tkania dywanów. Żeby nie nadawać tak pesymistycznego wydźwięku, pamiętajmy, że skoro umieliśmy doprowadzić do takiej sytuacji, to na pewno jest sposób na wybrnięcie z niej. Dlatego trzeba pamiętać o takich wartościach jak współpraca i solidarność międzyludzka.