Analiza krytyczna - George F. Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek. AMF+, W-wa 2009.

Autorem książki Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek jest amerykański politolog i futurolog George Friedman. Autor jest absolwentem City College of New York, doktorat uzyskał na Cornell University. Jest założycielem i Dyrektorem Generalnym Stratfor. Zajmuje się geopolityką i współczesną doktryną wojenną. Pracował jako doradca w kwestiach bezpieczeństwa dla czołowych amerykańskich dowódców wojskowych. Autor kilku książek, m.in: The Future of War, The Intelligence Edge, America’s Secret War oraz “Następne 100 lat.

Autorem książki Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek jest amerykański politolog i futurolog George Friedman. Autor jest absolwentem City College of New York, doktorat uzyskał na Cornell University. Jest założycielem i Dyrektorem Generalnym Stratfor. Zajmuje się geopolityką i współczesną doktryną wojenną. Pracował jako doradca w kwestiach bezpieczeństwa dla czołowych amerykańskich dowódców wojskowych. Autor kilku książek, m.in: The Future of War, The Intelligence Edge, America’s Secret War oraz “Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek. Obecnie jest liderem w dziedzinie prywatnej inteligencji. Dr Friedman w Stratfor zajmuje się prognozowaniem strategicznej wizji, pomagając kształtować długofalowych prognozy geopolitycznych firmy. Książka Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek, była wydania 27 stycznia 2009. Tłumaczem który przełożył pracę Friedman jest Maciej Antosiewicz. Książka zawiera dedykację, motto, wykaz map, krótkie wprowadzenie do ery amerykańskiej, trzynaście rozdziałów: 1. Świt ery amerykańskiej, 2. Trzęsienie ziemi: Wojna z islamistami, 3. Ludność, komputery i wojny kulturowe, 4. Nowe linie uskokowe, 5. Chiny lat dwudziestych: Papierowy tygrys, 6. Rosja lat dwudziestych: Rewanż, 7. Amerykańska potęga i kryzys lat trzydziestych, 8. Wyłania się nowy świat, 9. Lata czterdzieste: Preludium do wojny, 10. Przygotowania do wojny, 11. Wojna światowa: Scenariusz, 12. Lata sześćdziesiąte: Złota dekada, 13. Lata osiemdziesiąte: Stany Zjednoczone, Meksyk i walka o światową dominację, epilog oraz na końcu podziękowania W  swojej pracy dr Friedman opiera się na eksploracji historycznych i geopolitycznych wzorów sięgających setki lat, aby wyjaśnić, gdzie i dlaczego przyszłe wojny będą wybuchać i jak będą walczyli przeciwnicy, które kraje zyskają i stracą władzę gospodarczą i polityczną, i jak nowe technologie i jak trendy kulturowe zmienią sposób oraz jak będziemy żyć w nowym stuleciu. W swojej książce George Friedman spogląda w przyszłość, przedstawiając błyskotliwą, świetnie napisaną przepowiednię dotyczącą zmian, jakich możemy oczekiwać na świecie w dwudziestym pierwszym stuleciu. Wyjaśnia, jak i dlaczego będą wybuchały przyszłe wojny (i jak będą prowadzone), które kraje zyskają, a które stracą potęgę gospodarczą i polityczną, i jak nowe technologie i trendy kulturowe zmienią nasz sposób życia w nowym stuleciu. Książka Następne 100 lat zawiera fascynującą interpretację historii i wzorów geopolitycznych na przestrzeni kilkuset lat. Friedman dowodzi, że obecnie, po raz pierwszy od pięciuset lat, stoimy u progu nowej ery, która przyniesie wiele zmian: - zakończy się wojna Stanów Zjednoczonych z islamistami, rozpocznie się natomiast nowa zimna wojna z Rosją; - Chiny popadną w przewlekły wewnętrzny kryzys, a Meksyk stanie się nowym światowym mocarstwem; - około połowy stulecia wybuchnie nowa wojna światowa pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a nieoczekiwaną koalicją krajów Europy Wschodniej, Eurazji i Dalekiego Wschodu, lecz armie będą znacznie mniejsze, a wojny znacznie mniej niszczycielskie; - technologia skupi się na przestrzeni kosmicznej – w poszukiwaniu nowych zastosowań wojskowych oraz nowego źródła energii, które wywrze znaczący wpływ na środowisko naturalne; - w drugiej połowie stulecia Stany Zjednoczone wkroczą w złotą epokę swojego rozwoju. Napisana z wielkim wyczuciem i zmysłem analitycznym, który przyniósł George’owi Friedmanowi sławę uznanego eksperta w dziedzinie geopolityki i prognozowania, książka Następne sto lat przedstawia fascynującą wizję tego, co nas czeka. W książce Friedmana szczególne miejsce przypada Polsce. Scenariusz przewiduje, że wiek XXI będzie czasem wzrostu pozycji Stanów Zjednoczonych, osłabienia Rosji, Niemiec, Francji i Chin i pojawienia się nowych potęg, jak Japonia, Turcja i Polska. Celem napisania książki było zrozumienie i przewidzenie przyszłości jak również przyszłych wydarzeń, tendencji oraz technologi w okresie następnych stu lat. Autor chciał przekazać istotę przyszłości. George Friedman podkreśla, że może się mylić w wielu szczegółach, ale głównym celem jest uchwycenie głównych tendencji – geopolitycznych, technologicznych, demograficznych, kulturowych, militarnych oraz zarysowanie najważniejszych wydarzeń, które mogą nastąpić. Friedman chce również wyjaśnić jak funkcjonuje dzisiejszy świat i jak wypłynie to na funkcjonowanie w przyszłości w następnych stu latach. Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek zawiera scenariusze zaskakujące, czasem wręcz szokujące. Sam autor przypomina, że należy być gotowym na niespodzianki. Kto w 1800 r. przewidział, że sto lat później Stany Zjednoczone będą światową potęgą; kto w 1970 r. przewidział, że w 2007 r. Chiny znajdą się na czwartym miejscu w świecie pod względem PKB? Historia dostarcza wielu dowodów, że tak zwany zdrowy rozsądek to zwykle kiepskie narzędzie przewidywania przyszłości. W książce Friedmana prominentne miejsce przypada Polsce. Jego scenariusz przewiduje, że wiek XXI będzie czasem umacniania się pozycji Stanów Zjednoczonych, osłabienia Rosji i Chin i pojawienia się, już w połowie wieku, nowych potęg, spośród których Japonia, Turcja i Polska odegrają rolę szczególną. Wbrew obiegowym tezom era dominacji USA dopiero się zaczyna, twierdzi Friedman. Dziś ich PKB jest wciąż większy niż Japonii, Chin i Niemiec razem wziętych. Amerykańska marynarka wojenna jest silniejsza niż łącznie flota reszty świata. Stulecie USA zaczęło się, pisze Friedman, w grudniu 1991 r., kiedy upadł Związek Sowiecki, ale XXI w. zaczął się naprawdę dziesięć lat później - 11 września 2001 r. Od tego czasu mówi się, że Ameryka i świat muzułmański będą zmagać się ze sobą przez stulecie i uważa to za bzdurę. Celem al Kaidy było nie tylko pokazanie słabości Ameryki, ale podważenie rządów w krajach muzułmańskich, które współpracują z Ameryką, takich jak Egipt, Arabia Saudyjska, Pakistan czy Indonezja. I to się nie powiodło, niezależnie od tego, jak chaotyczna i często nieefektywna była amerykańska odpowiedź. Dziś te zmagania wydają się konfliktem na generacje, ale za kilkanaście lat inne wyzwania usuną go w cień. Potencjalnych źródeł geopolitycznych trzęsień ziemi w bieżącym stuleciu Friedman upatruje w pięciu regionach. Podczas swego spektakularnego rozwoju Chiny stały się wielkim importerem surowców i gigantycznym eksporterem. Każde osłabienie popytu zewnętrznego boleśnie dotyka tę gospodarkę i może doprowadzić do destabilizacji kraju, którego różne części niewiele ze sobą łączy. Interesy Szanghaju i innych ośrodków przemysłu na chińskim wybrzeżu zależą bardziej od tego, co się dzieje w Nowym Jorku czy Londynie, niż od Pekinu czy dalekiego interioru. Reżim opiera się na dwóch filarach: biurokracji oraz kompleksie wojskowo-policyjnym. Trzeci filar, jakim była ideologia, praktycznie zniknął. Lojalność albo się kupuje, albo do niej zmusza. W razie poważnego kryzysu gospodarczego, który pociągnie za sobą nieuchronnie napięcia społeczne, rząd odwoła się do nacjonalizmu. Najpierw Chiny zwrócą się przeciwko USA i Japonii, historycznym wrogom. Ale prawdopodobieństwo, że ta konfrontacja przybierze charakter militarny, jest znikome. Chiny mają zbyt słabą flotę. Z tego również powodu inwazja Tajwanu, nęcąca w teorii, w praktyce jest mało realna. Najbardziej realny scenariusz dla Chin to zdaniem Friedmana osłabienie władzy centralnej w wyniku różnic interesów między prowincjami. Efektem byłby powrót do sytuacji sprzed Mao, którą charakteryzowała konkurencja, a nawet konflikty między prowincjami. Chinom nie starczy sił na agresywną politykę zewnętrzną. Pod ciężarem własnych problemów będą się raczej bronić przed innymi, niż atakować. Inaczej w przypadku Rosji, która czuje się zagrożona i mocno przegrana w wyniku geopolitycznych zmian w minionych dwóch dekadach. Rosja będzie w nadchodzących latach agresywnie spoglądać na zewnątrz - już dziś stanowi bezpośrednie strategiczne zagrożenie dla Europy. Nie jest zainteresowana jej podbojem, ale odzyskaniem kontroli nad terytorium dawnego ZSRR. Z rosyjskiego punktu widzenia jest to krok defensywny - próba ustanowienia pewnej minimalnej strefy wpływów. Ale taki krok miałby ogromny wpływ na losy co najmniej trzech krajów bałtyckich - członków UE. Oczywiście kraje Europy Wschodniej nie chcą dopuścić do restauracji pozycji Rosji. Kluczową kwestią jest to, co może, i co zechce uczynić reszta Europy, a zwłaszcza Niemcy. W świecie głodnym energii rosyjski eksport ropy i gazu działa jak heroina. Uzależnienie jest obustronne. Rosja użyje swych bogactw, aby odbudować potencjał militarny, odzyskać bufory chroniące ją przed resztą świata, stworzyć nową równowagę sił w Europie. Swe wysiłki skupi w trzech regionach: Kaukaz, Azja Centralna i Europa. Rosja nie wyobraża sobie bezpiecznego bytu bez kontroli nad Białorusią i Ukrainą. Myśl o Ukrainie jako członku NATO jest dla niej nie do przyjęcia. Aby takiemu scenariuszowi zapobiec, nie musi mobilizować armii. Wystarczy wywiad, służby specjalne i szantaż ekonomiczny. Zdaniem Friedmana to tylko kwestia czasu, kiedy Moskwa zyska kontrolę nad Kijowem, a następnie także nad krajami bałtyckimi. Konfrontacja nie dokona się nagle, ale będzie postępować aż do chwili, gdy w końcu drugiej dekady rosyjskie siły zbrojne będą w stanie zagrozić każdemu w Europie. Rosja stoi twarzą w twarz z grupą krajów, które nie są w stanie same się obronić, i NATO, które jest skuteczne tylko wówczas, gdy Ameryka jest gotowa do użycia siły. Istota polityki USA w Eurazji jest prosta: nie dopuścić do dominacji jakiegokolwiek mocarstwa. Jeśli Chiny poważnie się osłabią, a Europejczycy będą słabi i podzieleni, w interesie Ameryki będzie uniknąć globalnej wojny, skupiając uwagę Rosji na Polsce i krajach bałtyckich. Najlepszy na to sposób to transfer technologii. Pod koniec nadchodzącej dekady ta metoda zyska na efektywności, gdyż nowa technologia militarna zmniejszy znaczenie liczebności wojsk. Granica z Polską i krajami bałtyckimi okaże się najlepszym sposobem hamowania rosyjskich ambicji. Rosjanie nie zdecydują się na bezpośredni atak. Będą natomiast wywierać presję na USA w innych częściach Europy, na przykład próbując destabilizować kraje na swej zachodniej granicy, takie jak Słowacja czy Bułgaria. Ale głównym celem Rosji będzie rozbicie NATO i izolacja Europy Wschodniej. Kluczem do tego celu są Niemcy, a potem Francja. Żaden z tych krajów nie chce konfrontacji z Moskwą. Niemcy potrzebują rosyjskiej energii. Moskwa będzie przekonywać Berlin, że Ameryka próbuje go użyć jako pionka dla powstrzymania Rosji, a przecież Rosję i Niemcy łączy wspólny interes - stabilny, neutralny bufor między nimi w postaci Polski. Rosja może nawet zaoferować krajom bałtyckim autonomię w kontekście szerokiej federacji, zaś Polsce gwarancję bezpieczeństwa w zamian za redukcję sił zbrojnych i neutralność. Alternatywa - wojna - nie leży ani w interesie Niemiec, ani Francji. Ten argument, zdaniem Friedmana, zapewne zadziała. Ale konsekwencje okażą się daleko inne od zamierzonych. Gdy Niemcy zawetują w NATO poparcie dla Europy Wschodniej, Rosjanie będą oczekiwać, że Polacy i reszta nie będą mieć wyboru. Tymczasem stanie się inaczej, ponieważ Waszyngton zwiększy poparcie dla tego regionu. Powstanie blok krajów wspieranych przez Amerykę, a odpowiedzią Rosjan będzie presja w innych częściach świata. Około 2020 r. ten konflikt urośnie do rangi głównego globalnego problemu. Ameryka przyspieszy poszukiwanie alternatywnych źródeł energii, podczas gdy Rosja skupi się na modernizacji swego potencjału wojskowego. Niezależnie jednak od tego, co zrobi reszta Europy, Polska, Czechy, Węgry i Rumunia nie poddadzą się rosyjskiej presji. Północne równiny Polski staną się główną linią konfrontacji. Rosja, z kurczącą się ludnością, gospodarką opartą na eksporcie surowców oraz wewnętrznymi napięciami, zacznie na początku trzeciej dekady tracić wolę walki - twierdzi Friedman. Rozpad Rosji spowoduje chaos w Eurazji. Utrata kontroli przez centralny rząd w Moskwie doprowadzi do secesji całych regionów, nawet tak rzadko zaludnionych jak rejon Pacyfiku. To samo spotka Czeczenię i inne regiony muzułmańskie, a także Karelię, powiązaną ze Skandynawią. Jednocześnie proces dezintegracji będzie przebiegał w Chinach. Eurazja stanie się “rajem dla kłusowników”. Trzy kraje w szczególności zdołają to wykorzystać. Na celowniku Tokio znajdą się rosyjskie rejony Pacyfiku i wschodnie Chiny. Turcji da to okazję do umocnienia pozycji na Kaukazie, a nawet dalej. Wreszcie koalicji krajów Europy Wschodniej pod przywództwem Polski umożliwi to nie tylko powrót do dawnych granic, ale także budowę barier przeciwko ewentualnej restauracji państwa rosyjskiego. Procesy te wzmocnią pozycję USA, ponieważ Japonia, Turcja i Polska to ich sojusznicy. Ale czas wystawi te sojusze na ciężkie próby. Aby kontrolować tereny od Władywostoku i Sachalina do Szanghaju, Japonia zbuduje silniejszą flotę. Nowa asertywność Tokio zaniepokoi Koreę i Chiny, a także podważy dotąd niekwestionowaną dominację floty USA na Pacyfiku. Doprowadzi to w końcu do sojuszu Korei (do tego czasu zapewne zjednoczonej), Chin i Ameryki. W tym samym czasie Turcja stanie się najsilniejszym państwem świata islamu i zacznie odgrywać rolę lidera regionu. Wprawdzie Arabowie nie mają powodów, by darzyć Turków sympatią, ale zważywszy że pozostałe liczące się potęgi w rejonie Bliskiego Wschodu to Izrael i Iran, Turcja będzie w sumie bardziej do zaakceptowania. Amerykanie powitają to z radością. Będzie to nagroda dla bliskiego sojusznika, a ponadto przyniesie stabilizację w tradycyjnie niespokojnej części świata. Pod tureckim wpływem Zatoka Perska stanie się też bardziej przewidywalnym źródłem zaopatrzenia w energię. Wreszcie Turcja będzie blokować ambicje Iranu. Ale z czasem natura relacji ulegnie zmianie. Ameryka nie przepada za regionalnymi hegemonami. Z drugiej strony Turcja zacznie postrzegać USA jako zagrożenie dla swoich interesów w tym rejonie. Od chwili upadku imperium otomańskiego kraj sekularny, ale o odradzających się siłach religijnych, Turcja może zaprząc energię muzułmańską na rzecz forsowania własnych interesów i ustawić się w roli islamskiego superpaństwa. Z pozycji biernych sojuszników kraje muzułmańskie popchnie to na pozycje energicznych udziałowców w tureckiej ekspansji, co z kolei wywoła niepokój Ameryki. We wschodnim rejonie Morza Śródziemnego pojawiłby się bowiem groźny rywal. Europa Wschodnia, w obliczu słabości i częściowego rozpadu Rosji, nie zdoła okiełznać pokusy marszu na wschód. Dla Ameryki najważniejszą sprawą stanie się przyszłość basenu Pacyfiku. Coraz bardziej agresywna polityka Japonii w stosunku do Chin i Syberii będzie budzić irytację w Waszyngtonie. Z kolei fakt, że USA staną się protektorem bezpieczeństwa Chin, będzie przedmiotem irytacji w Tokio. Niestabilność w Syrii i Iraku, a także na Bałkanach zachęci Turcję do odnowy swych wpływów na tych terenach z czasów imperium otomańskiego. Na Bałkanach Turcja będzie wchodzić w konflikt z Węgrami i Rumunią, sojusznikami Ameryki. Zdobędzie kontrolę nad Kanałem Sueskim, co otworzy jej drogę na Półwysep Arabski, i zacznie rozszerzać swe wpływy w Afryce Północnej. Silna pozycja Turcji w Zatoce Perskiej, rejonie o krytycznym znaczeniu dla zaopatrzenia Japonii w energię, doprowadzi te dwa kraje do ścisłej współpracy, co jeszcze bardziej zaniepokoi Amerykę. Tymczasem w centralnej Europie Niemcy, uginające się pod ciężarem starzejącego się społeczeństwa, nie będą miały siły stawić czoła „polskiemu blokowi” - by użyć terminu Friedmana. Polska zasymilowała i rozwinęła ekonomicznie zachodnie tereny dawnego imperium rosyjskiego i w trakcie tych działań stworzyła silny blok gospodarczy. Podstawowa słabość tego bloku to ograniczony dostęp do mórz. Dysponuje wprawdzie portami bałtyckimi, ale niewiele trzeba, aby je zablokować. Jedyną alternatywą będzie szukanie portu na Adriatyku. Ale Turcja nie będzie przyglądać się spokojnie, jak Polska zbliża się do Morza Śródziemnego. Polski blok zderzy się z Turcją także w Rosji, gdyż tureckie wpływy sięgną Ukrainy. W tej sytuacji Polacy będą bardzo potrzebować wsparcia Ameryki, która postawi na transfer technologii. Polska zabierze się do rozbudowy potencjału morskiego i powietrznego. Do 2045 r. polski blok zapewni sobie kontrolę nad Rijeką i powiększy się o Słowenię i Chorwację. Oba te kraje będą szukać w Warszawie wsparcia w rywalizacji z Serbią i Bośnią. Niemcy będą się temu przyglądać z niepokojem, po cichu popierając Turków. Mogliby zablokować Bałtyk, odcinając szlaki z Ameryki do Polski. Musieliby jednak być najpierw pewni zwycięstwa Turcji. Ponieważ takiej pewności mieć nie będą, zagrają na zwłokę. Tymczasem Amerykanie będą zbroić Polskę, wzmacniać Indie, Koreę i Chiny oraz własne siły na Pacyfiku i Morzu Śródziemnym. Uczynią wszystko, aby zdusić Turcję i Japonię, samemu się bezpośrednio nie angażując. Ograniczą import towarów japońskich i tureckich, a także eksport technologii, zwłaszcza o potencjalnej wartości militarnej. Poprzez polski blok poprą rosyjskie i ukraińskie ruchy nacjonalistyczne na terenach kontrolowanych przez Turcję. Do eskalacji napięć dojdzie wówczas, gdy USA, przekonane o swej dominacji w powietrzu, po zainstalowaniu nowej rewolucyjnej technologii militarnej opartej na systemach umieszczonych w przestrzeni kosmicznej zażądają od Turcji i Japonii wycofania wszystkich sił zbrojnych na tereny wewnątrz ich oryginalnych granic oraz zagwarantowania prawa żeglugi przez Morze Czarne, Bosfor i Morze Japońskie. Takie rozwiązanie podważyłoby całą strukturę gospodarki Japonii i w praktyce oznaczałoby to oddanie przez Turcję Polsce Bałkanów, Ukrainy jak również południowej Rosji. Ameryka nie będzie oczekiwać, że Turcja i Japonia skapitulują w obliczu takiego ultimatum, ale raczej, że powstrzymają się przed dalszą ekspansją. Ale adresaci tych żądań inaczej je odbiorą i zaczną wspólnie przygotowywać się do wojny. Sojuszowi turecko-japońskiemu bardzo będzie zależeć na wsparciu ze strony liczącej się sił w Europie, najlepiej Niemiec. Berlin zachowa jednak wstrzemięźliwość w obawie, że jego przyłączenie się do osi Tokio - Stambuł sprowokuje USA do działania. Niemcy pomyślą także, że w razie przegranej Polski sami staną w obliczu Turków nad Dunajem, i taka perspektywa dodatkowo ostudzi ich zapał. Postanowią znów poczekać. O ile do tej pory Friedman skupiał się na prognozach geopolitycznych, nie zagłębiając się w szczegóły, to zasadniczo zmienia styl narracji, gdy przychodzi do opisu wojny w połowie stulecia. Aby to uczynić, powiada, “muszę udawać, że wiem więcej, niż wiem. Muszę udawać, że znam czas i daty bitew i szczegóły tego, jak się będą rozgrywały”. Jest to jego zdaniem niezbędne, aby zrozumieć naturę nowego typu wojen. Armie XXI w. będą znacznie mniejsze niż w przeszłości, wyposażone w technikę, która zapewni szybkość i dokładność. Pozwoli to oddzielić żołnierza od cywila, uniknąć sytuacji, gdy niszczy się całe miasta, aby zburzyć jeden budynek. Krytyczną rolę w wojnie połowy stulecia odegrają systemy satelitów, nawigacji i ataku z powietrza. Ich obsługą zajmą się stacje umieszczone na stałe w przestrzeni pozaziemskiej. Ważnym elementem amerykańskiej strategii militarnej staną się również bezzałogowe pojazdy o prędkości ponaddźwiękowej, a na Ziemi – roboty. Spadnie natomiast znaczenie broni nuklearnej. Do tego czasu minie przeszło sto lat od chwili jej wynalezienia i nie będzie tajemnicą, jak ją zbudować i przenosić do celu. Ale intencją w wojnie będzie obrona narodowych interesów, a nie narodowe samobójstwo.  W scenariuszu Friedmana wojnę rozpocznie nieoczekiwany i zmasowany atak Japonii na amerykańskie strategiczne cele w przestrzeni pozaziemskiej 24 listopada 2050 r., w Święto Dziękczynienia. Zaskoczenie będzie kompletne i w ciągu kilku godzin większość systemów zniszczona. Pół godziny później do akcji wkroczy Turcja. Jej rakiety, wystrzelone również z pojazdów bezzałogowych, trafią w amerykańskie siły w Europie i Azji. Polski blok poniesie jeszcze większe straty w pierwszych godzinach wojny. Ale te cywilne będą niewielkie. Koalicji (termin, który Friedman rezerwuje dla sojuszu japońsko-tureckiego, do którego później przyłączą się Niemcy) zależy na zmuszeniu Ameryki do akceptacji strefy wpływów Tokio i Stambułu. Choć USA i sojusznicy poniosą ogromne straty w pierwszych godzinach wojny, Waszyngton odrzuci ofertę, jaką wieczorem 24 listopada złoży mu Koalicja. USA rozpoczną kontratak z eksperymentalnych stacji na Księżycu, które przetrwają, i z tajnych stacji na Ziemi zbudowanych kilkanaście lat wcześniej, zanim Japonia dysponowała systemem satelitów wywiadowczych. Jednocześnie za pośrednictwem neutralnych do tej pory Niemiec Waszyngton będzie sondować możliwości negocjacji z Tokio i Istambułem, grać na zwłokę i ruszy z odbudową zniszczonego potencjału. W tym czasie Japonia podejmie próby aneksji nowych terenów w Chinach, ale będzie mniej agresywna niż w Europie Turcja, dla której celem stanie się zniszczenie polskiego bloku. Tureckie siły lądowe ruszą na północ z Bośni w kierunku na Słowację, Ukrainę i Rumunię. Okupacja Węgier otworzyłaby drogę na Polskę. Jeśli Polacy zdecydują się na koncentrację sił na równinach węgierskich, aby bronić Budapesztu, do akcji wkroczy tureckie lotnictwo. Warszawa poprosi Waszyngton o szybkie wsparcie, aby powstrzymać Turków wcześniej, jeszcze w Chorwacji. Ale Amerykanom zabraknie rezerw. Turcy w ciągu kilku tygodni podbiją Węgry. Rumunia skapituluje. Cała południowo-wschodnia Europa, łącznie z Ukrainą, wpadnie w ręce Turcji. Zostanie tylko Polska. W lutym 2051 r. USA zaangażują znaczną część sił powietrznych w zmasowany atak na Turków, od południowej Polski aż po centra logistyczne w Bośni i dalej na południu. Turcja poniesie duże straty i zacznie wątpić, czy jest w stanie wygrać wojnę. Złoży ponownie propozycję Niemcom. Tym razem w zamian za pomoc w walce z Polską zaoferuje, że po wojnie wycofa się na Bałkany, zatrzymując dla siebie tylko Rumunię i Ukrainę. Resztę zostawi Berlinowi. Niemcy postanowią podjąć to ryzyko. Porażka Turcji oznaczałaby potężną Polskę w sojuszu z USA na zachodniej granicy. Zmobilizują swe siły i wiosną 2051 r. uderzą na Polskę. Pozyskają do tego przedsięwzięcia Francję i kilka innych krajów, choć ich uczestnictwo będzie miało raczej charakter polityczny a nie militarny. Wielka Brytania nie ma ochoty angażować się w wojnę, ale zdaje sobie sprawę, że nie ma już miejsca na neutralność. Wizja kontynentu zdominowanego przez Niemcy, tym razem u boku Turcji, stanowi dodatkowy doping, aby po cichu wesprzeć Amerykę i Polskę. Londyn przeniesie sporą część swych nielicznych, ale nietkniętych sił powietrznych do Ameryki, gdzie będą bezpieczniejsze. Amerykańskie, brytyjskie, chińskie i polskie dowództwo wypracuje strategię, w myśl której Polska stawia opór i powoli ustępuje, gra na czas, którego alianci bardzo potrzebują. Turcy i Niemcy początkowo oszczędzają polski system energetyczny, ponieważ sądzą, że polski prąd przyda się po zwycięstwie. Polacy natomiast wycofując się, niszczą własną sieć, zmuszając Turcję i Niemcy do transportowania ogromnych ilości energii do zasilania ofensywy. Wreszcie latem 2051 r. Koalicja rozpoczyna ataki powietrzne na polski system energetyczny.  Polaków wesprze wtedy kilkanaście tysięcy żołnierzy amerykańskich, a w końcu 2051 r. z pomocą przyjdzie lotnictwo brytyjskie. Wszystko to zwolni ofensywę turecko-niemiecką. Krytyczne stanie się zaopatrzenie Polski w energię. Po raz pierwszy w historii na taką skalę Amerykanie użyją nowej technologii generowania energii. W krótkim czasie rozmieszczą na terenie Polski tysiące przenośnych odbiorników energii mikrofalowej emitowanej z przestrzeni powietrznej. Zmieni to całą architekturę zaopatrzenia energetycznego armii. To tak jakby telefony komórkowe nagle zastąpiły tradycyjną telefonię kablową. Turcy i Niemcy będą zdezorientowani. Nie będą w stanie przełamać przewagi, jaką siły polsko-amerykańskie zyskają w sferze zaopatrzenia w energię. Latem 2052 r. Ameryka będzie gotowa do decydującego uderzenia. Zmasowane ataki powietrzne zniszczą potencjał militarny Japończyków, Turków i Niemców. Problemem stanie się teraz nie zwycięstwo, ale uniknięcie ataku nuklearnego ze strony zdesperowanej Koalicji. Ameryka nie zażąda więc bezwarunkowej kapitulacji. Celem nie będzie zniszczenie wroga, ale ustanowienie akceptowalnego nowego układu sił. W myśl ustaleń pośpiesznie zwołanej konferencji pokojowej Turcja wycofa się na południe Bałkanów, zostawiając Chorwację i Serbię jako strefę buforową, zaś Japonia wyjdzie z Chin. Zwycięzcy nie wszystko zyskają, a pokonani nie wszystko stracą. Podczas gdy II wojna światowa kosztowała życie blisko 50 milionów ludzi, ofiar wojny 2050 r. będzie około 50 tys., większość w Europie i Chinach. Najważniejszy rezultatem wojny będzie traktat przyznający Stanom Zjednoczonym wyłączność na militarne użycie przestrzeni kosmicznej.  Polska wyjdzie z tej wojny jako wielki wygrany, jednak jej straty będą sięgać kilkudziesięciu tysięcy ludzi, a infrastruktura będzie poważnie zniszczona. Polska przejmie port w Rijece i bazy w zachodniej Grecji, aby powstrzymać ewentualne zapędy Turcji. Z punktu widzenia terytorialnego odzyska imperium, które miała w XVII w., i jeszcze do niego doda.  Ale Amerykanie nie będą zadowoleni z polskiej dominacji w Europie. Zachęcą więc Wielką Brytanię, aby wzmocniła swą rolę na kontynencie. Londyn weźmie na siebie organizację bloku przypominającego odrobinę NATO, z zadaniem odbudowy zachodniej Europy i powstrzymania ewentualnej ekspansji Polski na zachód od Niemiec, Austrii czy Włoch. Ameryka będzie zabiegać o poprawę relacji z Turcją, a Stambuł, w obawie przed Polską, chętnie się na to zgodzi. Polska poczuje się zdradzona przez USA, ale te zrozumieją, że wspierając Wielką Brytanię i Turcję, budują korzystną dla siebie równowagę w Europie. Zwycęstwo w wojnie i nowy układ sił zbiegnie się w czasie z boomem gospodarczym i technologicznym. Postępy genetyki wyeliminują szereg chorób i wydłużą ludzkie życie. Wiele z tych zdobyczy nauki wzbudzi jednak kontrowersje natury moralnej i na tym tle powstaną napięcia społeczne w kraju. Reszta świata będzie postrzegać USA jeszcze bardziej jako kraj niebezpieczny, brutalny i zdradliwy, ale jednocześnie z uwagi na swą siłę budzący respekt i zazdrość. Dość nieoczekiwanie źródłem kłopotów stanie się w ostatniej kwarcie stulecia asertywność południowego sąsiada, Meksyku. Szybkiemu wzrostowi proporcji Latynosów w populacji USA towarzyszyć będą żądania zwrotu Meksykowi terenów anektowanych w 1848 r. Autor rzetelnie podszedł do analizy naukowej i - patrząc chociażby na obecny stan stosunków międzynarodowych - ciężko odmówić mu racjonalnych i trafnych analiz. Jego wizja jest warta refleksji, zwłaszcza gdy tyczy to Polski. Był taki czas w historii, gdy Polska była potęgą od morza do morza. Zapewne nęci nas scenariusz Polski mocarstwowej. Polski przepowiedziane jest władanie portami Adriatyku i walka z koalicją Niemiec i Turcji, ale czy tak naprawdę się stanie dowiemy się w przyszłości.