
Kontrowersyjna krytyk twórczości ojca Jacka Mijakowskiego jako rzekomego przeciwnika kaznodziejstwa barokowego na przykładzie dzieła "Kokosz panom krakowianom za kolędę dana"
Kontrowersyjna krytyk twórczości ojca Jacka Mijakowskiego jako rzekomego przeciwnika kaznodziejstwa barokowego na przykładzie dzieła “Kokosz panom krakowianom za kolędę dana” Jacek Marcin Mijakowski urodził się w roku 1597 lub 1603 w średniozamożnej rodzinie szlacheckiej. Zmarł w 15 lub 16 października 1647 roku w Krakowie. Jego ojciec Stanisław herby Ogończyk, był właścicielem m.in. Krasnego, Lasocic i Maryny Balińskiej. W 1617 wstąpił do nowicjatu dominikanów w Krakowie a 11 listopada 1618 roku złożył śluby zakonne.
Kontrowersyjna krytyk twórczości ojca Jacka Mijakowskiego jako rzekomego przeciwnika kaznodziejstwa barokowego na przykładzie dzieła “Kokosz panom krakowianom za kolędę dana”
Jacek Marcin Mijakowski urodził się w roku 1597 lub 1603 w średniozamożnej rodzinie szlacheckiej. Zmarł w 15 lub 16 października 1647 roku w Krakowie. Jego ojciec Stanisław herby Ogończyk, był właścicielem m.in. Krasnego, Lasocic i Maryny Balińskiej. W 1617 wstąpił do nowicjatu dominikanów w Krakowie a 11 listopada 1618 roku złożył śluby zakonne. W latach 1618-1622 studiował filozofię i teologię, na dalsze studia wyjechał do Mediolanu i Bolonii dzięki czemu przyswoił język włoski na poziomie zaawansowanym. Po powrocie do kraju pełnił funkcje lektora w krakowskim studium generalnym dominikanów, już w Polsce uzyskał stopnie magistra a następnie doktora teologii. Jego kariera zawodowa nabierała tempa w 1631 roku został pierwszym lektorem w konwencie wileńskim, rok później kaznodzieją w kościele Dominikanów w Lublinie, po kolejnym roku przeorem warszawskim. W latach 1635-1639 pełnił funkcję definitora prowincji polskiej dominikanów. W roku 1635 przejął również urząd kaznodzieja w kościele Mariackim po Fabianie Birkowskim, który sprawował aż do roku 1643. Piastował również stanowisko dożywotniego kaznodziei kościoła archiprezbiterialnego oraz rady miejskiej Krakowa, a od roku 1645 był kaznodzieją króla Władysława IV. Na kapitule w Walencji, która odbyła się w 1647 roku został nominowany na regensa studium generalnego w Krakowie i kaznodzieję katedry wawelskiej. Niestety nie objął żadnego z tych urzędów, gdyż jego karierę kościelną przerwała jego śmierć. Pomimo jego rozlicznych sukcesów zawodowych nie był on przykładem kaznodzieja barokowego, co więcej pełnione funkcje i zaszczyty, których dostąpił wcale nie przeszkodziły mu zachować swój osąd całej sytuacji i stać się tym samym krytykiem kaznodziejstwa barokowego. Dziełem ukazującym najlepiej jego stosunek do ówczesnego świata i postępowania poszczególnych grup społecznych w tym również duchowieństwa jest „Kokosz panom krakowianom za kolędę dana…” to kazanie noworoczno-stanowe wygłoszone przez ojca Jacka Mijakowskiego w krakowskim kościele Mariackim w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 1637 roku. Ukazało się ono drukiem na wiosnę 1638 roku już jako podarunek wielkanocny ofiarowany świeżo zaślubionej parze, Janowi Mikołajowi Daniłowiczowi i Zofii Tęczyńskiej. Nawiązując do ewangelii czytanej w dniu świętego Szczepana (przypadającego na 26 grudnia czyli drugi dzień świąt Bożego Narodzenia) , w której Chrystus przyrównuje się do kokoszy gromadzącej pisklęta pod skrzydła, autor obdarowuje noworoczną kolędą dziewięć stanów społecznych: każdy z nich otrzymuje alegorycznie upierzoną kokoszkę, odpowiadającą obyczajom, powinnościom lub przywarom typowym dla danej grupy czy profesji. Kazanie obfituje w momenty komiczno-żartobliwe i w realistyczne scenki z życia szlachty, mieszczan, kupców, rzemieślników, dzieci, studentów, akademików, małżeństw, panien na wydaniu i ówczesnych duchownych. Jacek Mijakowski był jednym z najciekawszych kaznodziejów pierwszej połowy XVII wieku. Po wstąpieniu do zakonu dominikanów pełnił rozliczne funkcje kościelne. Głosił nie tylko kazania świąteczne, ale także okolicznościowe, z których największy rozgłos zyskała Kokosz panom krakowianom za kolędę dana… z 1638 roku. Był postacią barwną i popularną w ówczesnym Krakowie, a jego twórczość do dzisiaj wzbudza sprzeczne oceny: od opinii o najbardziej typowym przedstawicielu wszystkich ujemnych cech stylu barokowego, do uznania go za prekursora barokowej poetyki kaznodziejskich efektów. Moim zdaniem Mijakowski łączy w sobie obie te oceny, był zarówno krytykiem kaznodziejstwa barokowego jak i prekursorem nowej poetyki kaznodziejskich efektów. Przez większą część dwóch ostatnich stuleci ojciec Jacek Mijakowski cieszył się wśród historyków dawnego kaznodziejstwa sławą aż nadto kapryśną. Zwłaszcza w zestawieniu ze swymi wielkimi poprzednikami takimi jak: Piotr Skarga czy Fabian Birkowski (po którym to przejął urząd kaznodzieja w kościele Mariackim), traktowany był jako postać niemal będąca liderem i symbolem dla procesu postępującego rzekomego “zepsucia” kaznodziejstwa barokowego, podczas gdy nie był to proces zepsucie czy też obumierania a po prostu ewolucji i zmiany formy dostosowującej się do nowych reali świata. Na przykład Stanisław Tarnowski pisał o “złym smaku” jego kazań, rozwijającym się “bujnie, konceptowo, do ostatniej śmieszności”, a Ignacy Chrzanowski nakreślił na kartach swej Historii literatury pokutujący do dzisiaj wizerunek Mijakowskiego jako “najbardziej typowego przedstawiciela wszystkich ujemnych cech stylu barokowego”, kochającego się “w sztucznych porównaniach i dziwacznych metaforach”. Zdarzały się również i sądy bardziej pochlebne takiej jak: Wilhelma Bruchnalskiego, który pisał, że Mijakowski zasługuje na miano “znamienitego zwiastuna kaznodziejstwa w stylu barokowym, mianowicie zaś jego typu, zwanego konceptowym”, zaś Czesław Hernas uznał go za prekursora “owego nurtu kaznodziejstwa czasów późniejszych, w którym nauka moralna wykładana jest w poetyce żartu”, oceny te są bliższe mojej własnej. Nie sposób więc nie zgodzić się ze zdaniem księdza Wacława Kosińskiego, jedynego jak dotąd monografisty ojca Jacka Mijakowskiego, który przed niemal stu laty pisał: “Człowiek, o którym mamy tyle i tak sprzecznych sądów, choćby nie był utalentowanym, bezsprzecznie jest zjawiskiem ciekawym i oryginalnym w naszej literaturze”. Żywot, działalność i twórczość kaznodziejska ojca Jacka Mijakowskiego związane były przede wszystkim z Krakowem. Tutaj w 1617 roku wstąpił do nowicjatu, tu zdobywał wykształcenie, tutaj wspinał się po kolejnych szczeblach kariery zakonnej – od lektora do przeora. Tutaj też zmarł w 1647 roku. W krakowskiej oficynie Andrzeja Piotrkowczyka wydał większość swych kazań, a prestiżowe stanowisko kaznodziei kościoła Mariackiego powierzył mu krakowski magistrat. Liczne dedykacje dowodzą, że utrzymywał rozległe stosunki z małopolską szlachtą. Nie tylko urzędowe czy duszpasterskie, ale i towarzyskie – w roku 1643 roku został nawet przyjęty w poczet członków Rzeczpospolitej Babińskiej, co rzuca wymowne światło na tak charakterystyczną dla jego pisarstwa poetykę żartu i anegdoty. Skoro więc ówcześnie żyjącym grupą społecznym nie przeszkadzał nie kiedy prześmiewczy i krytyczny charakter kazań, jak można jednoznacznie przekreślić go jako twórcę. Ojciec Mijakowski wygłosił dziesiątki kazań, ale nie pozostawił obszerniejszego ich zbioru. Zaledwie kilka opracował literacko i podał do druku. Znamy ich dzisiaj pięć, w tym trzy wygłoszone w Krakowie, jedno w Lublinie oraz jedno w Pińczowie. Wszystkie trzy kazania wygłoszone w Krakowie powstały w okresie, kiedy ojciec Mijakowski był “kaznodzieją u fary” oraz “przeorem u Świętej Trojce”. Są to: Kokosz panom Krakowianom w kazaniu za kolędę dana – kazanie wygłoszone w kościele Mariackim w 1637 roku, Znaczna w cnotę Matrona… – kazanie pogrzebowe wygłoszone w kościele Świętej Trójcy w 1639 roku i Szczęśliwy w Zakonie Dominikańskim marnotrawca Tomasz z Akwinu… – kazanie wygłoszone w kościele Świętej Trójcy w 1643 roku. Utwory te reprezentują trzy rozmaite odmiany kazań barokowych: kazanie tematyczne, mowę pogrzebową oraz kazanie panegiryczne. Największym zainteresowaniem badaczy cieszyło się kazanie wygłoszone w kościele Mariackim w roku czyli Kokosz panom Krakowianom w kazaniu za kolędę dana… Inspiracje czerpał z czytanej tym dniu Ewangelia świętego Mateusza: “Jeruzalem, Jeruzalem […] ilekroć chciałem zgromadzić syny twoje jako kokosz kurczęta swoje pod skrzydła zgromadza, a nie chciałoś” (Mt 23, 27). Czas świąteczno-noworoczny, związany z obyczajem obdarowywania się kolędą, oraz przywołany werset ewangeliczny pozwoliły autorowi wcielić się w rolę. Kokosz ojca Mijakowskiego zyskuje barwne upierzenie alegoryczne – kaznodzieja, “odwiedzając różne stany z kokoszą w ręce jako prezentem z okazji świątecznej wizytacji, każdy stan w rozmaity sposób przyrównuje do owej kury lub w zwyczajach domowego ptaka odnajduje punkty wyjścia dla rozważań moralistycznych, w przysłowiach o kurze pomysły do formułowania życzeń, w chorobach ptaka paralelę chorób moralnych społeczeństwa”. Takie zdanie o książce podziela między innymi Krzyżanowski.
