Rozważ czy współczesna afryka potrzebuje wsparcia państw wysoko rozwiniętych.

Kontynent Afrykański obejmuje największą liczbę państw najmniej rozwiniętych, mimo że od dziesiątek lat kraje wysoko rozwinięte ładują ogromne sumy w rozwój Czarnego Lądu. W pomoc Afryce angażują się wszyscy. Niestety bezskutecznie – Afryka jest nadal biedna i nadal głoduje. W poniższej pracy postaram się rozważyć czy Afryka potrzebuje pomocy. Z powodu przedłużających się konfliktów zbrojnych i kryzysów humanitarnych, kontynent obłożony jest ciężarem długów zagranicznych, niekorzystnych uwarunkowań handlu międzynarodowego i słabą możliwością eksportu swoich produktów na rynki światowe.

Kontynent Afrykański obejmuje największą liczbę państw najmniej rozwiniętych, mimo że od dziesiątek lat kraje wysoko rozwinięte ładują ogromne sumy w rozwój Czarnego Lądu. W pomoc Afryce angażują się wszyscy. Niestety bezskutecznie – Afryka jest nadal biedna i nadal głoduje. W poniższej pracy postaram się rozważyć czy Afryka potrzebuje pomocy. Z powodu przedłużających się konfliktów zbrojnych i kryzysów humanitarnych, kontynent obłożony jest ciężarem długów zagranicznych, niekorzystnych uwarunkowań handlu międzynarodowego i słabą możliwością eksportu swoich produktów na rynki światowe. Kraje tego kontynentu, których gospodarka w wielu przypadkach pozostaje niestabilna, są narażone na katastrofalne skutki zmian klimatycznych, które najbardziej dotykają niezamożne państwa afrykańskie. Organizacja humanitarna Oxfam International oraz dwa stowarzyszenia pacyfistyczne Saferworld i IANSA w 2007 roku oszacowały ekonomiczne i społeczne koszty konfliktów zbrojnych w Afryce. Z ich raportu wynika, że w wyniku wojen kontynent afrykański stracił w ciągu 15 lat prawie 300 mld USD. To niemal równowartość udzielonej mu pomocy. Z drugiej jednak strony zauważa się, że w kontynencie afrykańskim tkwi ogromny potencjał przyspieszenia wzrostu gospodarczego i rozwoju. Pomoc jaką udzielają kraje wysoko rozwinięte krają biednym i zacofanym, dzieli się na dwa typy. Pierwsza metoda pomocy to danie ludziom “wędki”, czyli danie im możliwości rozwoju i samodzielnego poradzenia sobie z problemem, np. głodu poprzez dostarczenie im pewnego sprzętu i wiedzy, który pomoże im w osiągnięciu celu. Przykładem takiego działania może być przekazanie do Afryki ziaren zbóż odpornych na suszę oraz nauka miejscowych rolników jak należy gospodarować zasobami naturalnymi. Przez takie działanie ludzie dostają środki, dzięki którym mogą osiągnąć cel lecz osoby, którym jest udzielana pomoc typu “wędki” muszą włożyć wysiłek w osiągnięcie zamierzonych efektów. Natomiast metoda “ryby” polega na daniu potrzebującym to czego im brakuje. Na przykład przez dostawy żywności z innych krajów. Metoda “ryby” jest mniej opłacalna, ponieważ uzależnia ludzi potrzebujących od ofiarodawców. Gdy ich zabraknie ludzie potrzebujący pomocy nie będą w stanie samodzielnie dać sobie radę. Rozwiązuje problem wyłącznie chwilowo. Natomiast w przypadku metody “wędki” nawet gdy zabraknie ofiarodawców ludzie potrzebujący dadzą sobie radę sami. Posłużę się sytuacją z Ghany, który ukazuje absurd pomocy dla Afryki. Wielkie obszary Czarnego Lądu przeznaczane są od zawsze pod hodowlę bydła. Krowy są dla mieszkańców Afryki wyznacznikiem bogactwa, przedmiotem kultu, a nie raz członkami rodziny – wszystkim, tylko nie tym czym są dla nas – dostarczycielami mleka i mięsa. W niektórych krajach, właściciele ogromnych stad bydła wędrują wiele kilometrów do ośrodków rozdzielających pomoc po to, by otrzymać tam kilkanaście puszek wyprodukowanego w Europie mleka. Nawet nie wyobrażają sobie, że mogliby sami wydoić krowę i wypić jej mleko, bo krowa nie jest przecież do tego stworzona. Miliardowa pomoc dla Afryki w tym wypadku jest po prostu bezsensowna. Nie zmienia mentalności Afrykańczyków i niczego ich nie uczy. Bilion dolarów pomocy wpompowany w Afrykę w ciągu ostatnich 25 lat nie przyniósł żadnego efektu. Głosy o wstrzymaniu akcji pomocowej coraz częściej pochodzą z samej Afryki. Ekonomiści wskazują na kompletną nieskuteczność dotychczasowych form pomocy. Popierają swoje zdanie tym, że dla państw wysoko rozwiniętych niesienie pomocy potrzebujących oznacza, ze trzeba dawać im pieniądze – jest to metoda „ryby”. Pomoc udzielana krajom trzeciego świata jest często krótkoterminowa. Idea pomocy dla Czarnego Lądu narodziła się tuż po wojnie. Pomysłodawcy założyli, że podobny sukces można osiągnąć gdzie indziej. Nie wzięli przy tym pod uwagę tego, że Europa miała za sobą epokę przemysłową i tysiąc lat wspólnoty kulturowej, że instytucje i przemysł europejski trzeba było odbudować, a nie stworzyć z niczego, jak to miało miejsce na wielkich obszarach Afryki. Idea byłą jednak tak piękna, że nie sposób było ją porzucić. W praktyce okazało się jednak, że pomoc dla krajów na Czarnym Lądzie grzęźnie w bagnie lokalnych wojen, plemiennych obyczajów. Pomoc ta służyła, jakże często, na wspieranie lokalnych reżimów, i propagandę polityczną. Najgorzej z jej wykorzystywaniem było w latach zimnej wojny kiedy Afryka stała się polem rywalizacji pomiędzy USA i ZSRR. Pomoc przeznaczona na zakup żywności dla najbiedniejszych była otwarcie wykorzystywana dla utrzymania przy władzy prezydentów i rządów sprzyjających jednej lub drugiej stronie. Krytyka pomocy płynącej z Zachodu ma jeszcze jeden aspekt, który bardzo wiele mówi o oczekiwaniach Afrykańczyków. Przy widocznej aż nazbyt dobrze klęsce europejskiego altruizmu błyszczy jasno coraz mocniej obecny w Afryce chiński pragmatyzm. Niejaki Dambisa Moyo w swojej książce otwarcie nawołuje do tego, by postawić na Chiny. Kraj ten poszukuje coraz większej ilości surowców dla dynamicznie rozwijającego się przemysłu, Chiny rozglądają się także za ziemią uprawną, której nie mają zbyt wiele. Te wszystkie dobra Afryka posiada w nadmiarze. Są one ciągle jeszcze słabo wykorzystane. Chińczycy mają poza tym jeszcze jeden atut, który wróży im zwycięstwo nad białymi – nigdy nie byli kolonistami. Oni nie czują się winni wobec Afryki i nie kierują nimi emocje. To ważne, bo tylko w takiej atmosferze można robić interesy. Altruistyczny Zachód przegra z pragmatycznym Wschodem. To Chińczycy a nie Amerykanie czy Brytyjczycy dźwigną Afrykę z kolan i już teraz warto się zastanowić co Europa i kraje naszego kręgu kulturowego powinny zrobić, kiedy moment ów nastąpi. Podsumowując Afryce potrzebna jest jak najbardziej pomoc. Przede wszystkim infrastruktura, a tej nie zbudują lokalne plemiona. Zrobić to mogą zespoły ludzi, które potrafią mierzyć się z wielkimi wyzwaniami i są świadome swych interesów. Najprawdopodobniej to Chińczycy ucywilizują dzikie obszary wokół równika. Na pewno nie stanie się to od razu. Spośród wielkich światowych mocarstw tylko Chiny są zainteresowane wzmacnianiem Afryki, jako potencjalnego rynku zbytu dla ich produktów i wielkiego rezerwuaru surowców.