
rola natury w JC
Bohater utworu Conrada jest zawodowym marynarzem, przyzwyczajonym do zmagania się z żywiołem. Jego stosunek wobec natury jest daleki od upajania się pięknymi czy egzotycznymi widokami. Rozumie on, że natura potrafi być groźna i dlatego należy wobec niej zachowywać ostrożność. Afrykę Marlow odbiera jako nieokiełznaną i nieoswojoną przez białego człowieka naturę. Ściana dżungli sprawia wrażenie monotonnego, niezmiennego krajobrazu - nieprzenikniona budzi w nim przekonanie, że kryje się za nią ciemność. Upały i tropikalny klimat dla Europejczyka są zabójcze – mało kto potrafi to znosić.
Bohater utworu Conrada jest zawodowym marynarzem, przyzwyczajonym do zmagania się z żywiołem. Jego stosunek wobec natury jest daleki od upajania się pięknymi czy egzotycznymi widokami. Rozumie on, że natura potrafi być groźna i dlatego należy wobec niej zachowywać ostrożność. Afrykę Marlow odbiera jako nieokiełznaną i nieoswojoną przez białego człowieka naturę. Ściana dżungli sprawia wrażenie monotonnego, niezmiennego krajobrazu - nieprzenikniona budzi w nim przekonanie, że kryje się za nią ciemność. Upały i tropikalny klimat dla Europejczyka są zabójcze – mało kto potrafi to znosić. Rzeka, po której płynie jest pełna niebezpieczeństw w postaci zwalonych pni i mielizn. Jest to budząca lęk przyroda Opisy Afryki utrzymane są w dość ponurej kolorystyce, jest albo mgła albo noc, i przytłaczający busz po obu stronach rzeki. Atmosfera nie napawa radością ani optymizmem. Mroczność opisów przyrody jest dopełnieniem tego, co rozgrywa się we wnętrzu człowieka. Charakterystyczny jest mrok wyłaniający się z opisów, gęstość zieleni, mgły i obcość eksplorowanego właśnie lądu. Podróż w górę rzeki była jak wędrówka do najwcześniejszych początków świata, kiedy roślinność kłębiła się na ziemi, a wielkie drzewa były królami. Pusty nurt, wielka cisza i potężna puszcza. Powietrze było ciepłe, gęste, ciężkie, muliste. Nie istniała tu radość słonecznego blasku. Długie odcinki naszego szlaku biegły samotnie, w ponurym cieniu.** Zmrok wśliznął się tam sporo przed zachodem słońca. Nurt biegł gładko i wartko, ale na brzegach osiadł milczący bezruch. Żywe drzewa, powiązane z sobą pnączami i przeróżnymi krzewami niższych partii lasu, wyglądały jak skamieniałe aż do najcieńszej gałązki, najlżejszego listka. Nie sprawiało to wrażenia snu - to był stan nienaturalny, jak jakiś trans. Znikąd nie dochodził nawet najcichszy dźwięk. Człowiek patrzył zdumiony i zastanawiał się, czy nie ogłuchł, a potem naraz zapadła noc, a wraz z nią przyszła ślepota.*** Rzeka – rzeka Kongo niegdyś była dla Europejczyków swoistym kluczem do Afryki. Pozwalała bowiem wpłynąć do serca kontynentu bez konieczności przemierzania go pieszo. Innymi słowy umożliwiała białemu człowiekowi separację od tubylców w drodze do centrum czarnego lądu. Z pokładu parowca Afryka wydaje się być dwuwymiarowa, ogranicza się jedynie do niesamowicie gęsto porośniętej linii brzegowej. Jednak rzeka wcale nie ma zamiaru ułatwiać Europejczykom podboju czarnego lądu. Silny prąd, a także zdradzieckie mielizny powodują, że żegluga jest bardzo trudna, powolna i mozolna. Co ciekawe, droga powrotna, czyli w kierunku ku cywilizacji, jest już bardzo szybka i łatwa.



