Esej - "Świat. Doskonały twór Boga-artysty?"

Nowy Rok. Wydaje mi się, że jego początek jest czasem, który najbardziej oddziałuje na nasze postrzeganie tego, z czym mamy do czynienia. To przecież wtedy nachodzą nas „filozoficzne” pytania. Zastanawiamy się, co przyniesie nam przyszłość, co do tej pory osiągnęliśmy, a także myślimy o otaczającym nas świecie. Zaczynamy kwestionować niektóre prawdy wpajane nam od dziecka, takie jak istnienie Boga. W moim przypadku nigdy nie miało to miejsca, ale wiem, jak wielu ludzi tak właśnie myśli; jak wielu z nich to ateiści, wierzący tylko w naukę i niedopuszczający możliwości istnienia Stwórcy świata.

Nowy Rok. Wydaje mi się, że jego początek jest czasem, który najbardziej oddziałuje na nasze postrzeganie tego, z czym mamy do czynienia. To przecież wtedy nachodzą nas „filozoficzne” pytania. Zastanawiamy się, co przyniesie nam przyszłość, co do tej pory osiągnęliśmy, a także myślimy o otaczającym nas świecie. Zaczynamy kwestionować niektóre prawdy wpajane nam od dziecka, takie jak istnienie Boga. W moim przypadku nigdy nie miało to miejsca, ale wiem, jak wielu ludzi tak właśnie myśli; jak wielu z nich to ateiści, wierzący tylko w naukę i niedopuszczający możliwości istnienia Stwórcy świata. Nie mogę jednak przyznać im racji. Cały świat, cała jego harmonia i dokładność nie mogły być dziełem przypadku. Wszystko jest cząstką większej całości, która idealnie ze sobą współgra. Czy mimo to istnieją jakieś skazy, błędy? Na pewno większość z nas bez wahania odpowie na to pytanie za pomocą prostego „tak”. Idąc tą drogą, pozostaje jedna kwestia: co skłania nas do takiego myślenia?

Kilka tygodni temu, podczas codziennego przeglądania najnowszych wiadomości na Internecie, natknęłam się na całkiem intrygujący filmik. Jego tytuł brzmiał: „Istnienie Boga”. Ja, jako osoba wierząca, bez dłuższego namysłu postanowiłam go obejrzeć. Moim oczom ukazała się scena z salonu fryzjerskiego - do fryzjera przychodzi starszy mężczyzna, witają się, klient siada na fotelu i oddaje swoje włosy w ręce profesjonalisty. Czas spędzony na otrzymywaniu nowej fryzury postanawia umilić sobie czytaniem Pisma Świętego. Widzimy, jak właściciel lokalu podczas obcinania włosów z niesmakiem patrzy na lekturę siedzącego jegomościa. Po skończonej robocie zatrzymuje go słowami: „Ja nie wierzę, że Bóg istnieje”, a następnie pyta: „Jak Bóg może istnieć, skoro na świecie jest tylu chorych ludzi, tyle bólu i cierpienia? Jeżeli On istnieje, to dlaczego pozwala, aby to wszystko miało miejsce?”. Oglądając ten moment, zdałam sobie sprawę, że perfekcyjnie nawiązuje on do obecnej sytuacji na Ziemi, do której już uprzednio nawiązałam. Całe to zwątpienie, niepewność i wątpliwości, które ktoś postanowił wyjaśnić w tym niepozornym filmiku. Oglądałam dalej. Zapytany mężczyzna przez chwilę wyglądał, jakby miał zamiar coś powiedzieć, ale powstrzymał się. Zabrał swoje Pismo Święte i wyszedł przez drzwi ze słowami pożegnania i serdecznym uśmiechem na ustach. Jednak gdy tylko opuścił lokal, zauważył nieopodal młodego mężczyznę z niechlujnymi długimi włosami. Widać było, że przyszedł mu do głowy jakiś pomysł. Następna scena pokazywała, jak starszy pan wraz z napotkaną osobą wchodzi do salonu, staje przed fryzjerem i mówi: „Fryzjerzy nie istnieją.” Na to rozmówca odpowiada: „Jak to? Fryzjerzy istnieją, przecież sam nim jestem.” Były klient uparcie stawia na swoim: „Fryzjerzy nie istnieją. Bo jeśli by istnieli, to nie było by ludzi z długimi włosami, tak jak ten młody człowiek.” Lekko zdenerwowany właściciel mówi: „Oni istnieją, ale problem jest taki, że ci ludzie do nich nie przychodzą.” Słysząc to, starszy mężczyzna uśmiecha się i rzecze: „I to jest klucz. Bóg istnieje. Sęk w tym, że ludzie nie przychodzą do Niego. Dlatego właśnie jest tyle bólu na świecie.”

Sięgając do najstarszych źródeł, a konkretnie do Księgi Rodzaju, świat stworzony przez Boga był „dobry”, co podkreślają liczne powtórzenia owego słowa. Podsumowanie całego aktu stworzenia zawiera się w tym niewielkim cytacie: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre.” (Rdz 1,31) Pytanie brzmi, czy On już wtedy wiedział, co się stanie z Jego dziełem? Czy był świadom tego, jak bardzo splugawią je wszelkie choroby, kataklizmy i katastrofy? Prawda jest taka, że zło nie weszło na świat dlatego, że Bóg tak chciał. I to nie On stworzył zło. Świat stworzony przez Niego był pełen harmonii, doskonały i dobry, co już wcześniej podkreśliłam. Również człowiek, którego Pan Świata stworzył na swoje podobieństwo, odzwierciedlał Bożą chwałę i mądrość. Sam Szatan, największy przeciwnik Boga i ludzkości, na początku był aniołem światłości - jego imię, Lucyfer, oznacza „niosący światło”. Nasuwa się pytanie: czy Bóg, skoro jest wszechwiedzący, nie mógł przewidzieć tego, co się stanie? On jednak znał przyszłość i wiedział, że człowiek od Niego odejdzie. Już przed początkiem istnienia świata stworzył On plan mający na celu przywrócenie relacji z ludźmi. Dokonało się to wraz z przyjściem na Ziemię Jezusa Chrystusa, który zgodnie z Bożym zamysłem umarł za nas na krzyżu. Jego ofiara była dowodem sprawiedliwości i miłosierdzia Stwórcy: “Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.” (Jn 3,16)

Malowidłem, które najbardziej kojarzy mi się ze stworzeniem świata, jest dzieło zatytułowane „Stworzenie Adama”. Wybitnie uzdolniony malarz, Michał Anioł Buonarroti, wyeksponował moment tchnienia życia przez Boga w pierwszego człowieka. Księga Rodzaju podkreśla, że Pan stworzył go na swój obraz i podobieństwo oraz zatroszczył się, by jak najlepiej tego dokonać. Miłość, jaką w to przelał, miała na celu ukształtowanie ideału. Nawet na samym fragmencie fresku widzimy, że kształty oraz ułożenie przedstawionych postaci są do siebie bardzo zbliżone. Artysta kładzie szczególny nacisk na bliską relację pomiędzy nimi. Sposób, w jaki Adam wyciąga swą dłoń, zaznacza jego słabość i niepewność. Dopiero dotyk Pana Wszelkiego Stworzenia ma mu dać pełnię siły. Jego ręka jest pewna i silna, a jej Właściciel zdaje się być świadomy tego, że obdarowuje swoje dzieło wspaniałym darem - życiem oraz możliwością władania światem. Jednak poprzez grzech, człowiek zapomniał o tym wszystkim i oddalił się od Boga. Grzech jest głównym powodem zepsucia perfekcji panującej niegdyś na świecie. To zaburzenie harmonii, tak wyraźnie widocznej na fresku Michała Anioła. Wydawać się może, że dzieło pobudza odbiorców do głębszej refleksji, do utwardzenia, odnowienia lub nawet zbudowania więzi ze Stwórcą, któremu tak wiele zawdzięczamy.

Obraz Boga-artysty pojawia się przede wszystkim w literaturze renesansu. Jest On przedstawiony jako budowniczy świata, dawca wszelkich łask, dobrotliwy ojciec, który wie, co dla człowieka jest najlepsze, ale i również, choć rzadziej, jako Bóg-reżyser. Jest On wtedy obojętny na sprawy ludzkie, a nawet się z nich śmiejący. Nie da się nie zauważyć, że wątpliwości co do Niego były wszechobecne w praktycznie każdej epoce. Tego typu zastrzeżeń możemy się doszukać nawet w okresach uważanych za najbardziej skupione na religii. Kilka różnych obrazów Boga możemy znaleźć w twórczości Jana Kochanowskiego, a konkretnie w jego trenach i hymnach. Przykładem jest hymn „Czego chcesz od nas, Panie…”. Standardowo zostaje w nim poruszony motyw Stwórcy. Podmiot liryczny wyraża wdzięczność i miłość względem Niego, wychwala Jego potęgę, składa Mu hołd za wszystko, co uczynił; za zadbanie o możliwość przetrwania roślin, zwierząt i ludzi, uporządkowanie przestrzeni i czasu. Uważa, że dzieło stworzenia dowodzi niewyobrażalnej mądrości i życzliwości, zachwyca się jego pięknem, co wyraża między innymi słowami: „Tyś Pan wszytkiego świata, Tyś niebo zbudował I złotymi gwiazdami ślicznieś uhaftował. Tyś fundament założył nieobeszłej ziemi, I przykryłeś jej nagość zioły rozlicznemi.” To uwielbienie uzyskuje wyjątkowy charakter modlitwy, podkreślonej licznymi zwrotami do Władcy Wszechświata, a także wyrazem wdzięczności i zapytaniami podmiotu lirycznego o to, jak my, zwykli ludzie, możemy odwdzięczyć się za te łaski: „Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary? Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary?”

Nagły kryzys światopoglądowy wdziera się w twórczość poety podczas pisania słynnych trenów. Zdać się może, że człowiek tak kochający i wychwalający Stwórcę nie ugnie się pod niczym. A jednak Kochanowski po śmierci córki Urszulki jest pogrążony w bólu i ma pretensje do samego Boga. Przywołajmy teraz „Tren X” - osiemnastowersowy utwór, będący wyrazem niepokoju i zagubienia. Podmiot liryczny wątpi w życie pozagrobowe, nasuwają mu się liczne pytania na ów temat. Dotychczasowa stabilna chrześcijańska wiara ulega zachwianiu: „Gdziekolwiek jest, jeśliś jest, lituj mej żałości.” Szczyt kryzysu napotykamy natomiast w „Trenie XI”. Podmiot liryczny stwierdza, że w sprawy ludzkie wmieszał się wróg, prawdopodobnie Szatan. Kieruje swój żal do Boga, w którego istnienie zaczyna paradoksalnie wątpić. Neguje Jego sprawiedliwość słowami: „(…)kogo kiedy pobożność jego ratowała?” Całe to zestawienie sprawia, że ukazana w tych trenach koncepcja Pana Wszechświata zupełnie odbiega od typowej, renesansowej wizji, wykorzystywanej przez innych twórców tej epoki.

Twórczość Kochanowskiego, pomijając widoczne załamanie w wierze, od razu przywodzi mi na myśl samo piękno Boskiego Stworzenia. W doskonały, aczkolwiek zniewalająco prosty sposób oddaje to wiersz księdza Jana Twardowskiego pt. „Podziękowanie”. Będący także modlitwą dziękczynną utwór wymienia i opisuje wszystkie te rzeczy, z którymi mamy do czynienia na co dzień: „Dziękuję Ci, że nie jest wszystko tylko białe albo czarne za to, że są krowy łaciate bladożółta psia trawka kijanki od spodu oliwkowozielone” Podmiot liryczny wychwala ich wyjątkowość zawartą w pospolitości. Wie, że wszystko zostało stworzone i powołane do życia po to, aby spełniać swoją unikalną rolę. Podziwia wszelką różnorodność i rozmaitość, niestałość i zmienność. Oprócz tego jest wdzięczny stwórcy za to, że każdy z nas jest ludzki i popełnia błędy - z pozoru nie można doszukać się w tym nic idealnego czy dobrego, jednak ta wolna wola i możliwość nauki na pomyłkach jest zarazem cudem, jak i darem. Ks. Twardowski, jako jeden z niewielu, potrafił się doszukać w tych niedoskonałościach planu Bożego, który zawiera w sobie głębszy sens.

Niezwykle często napotykam stwierdzenie, że ludzie dzielą się na dwa typy. Jest to podział poglądów zarówno w codziennych, jak i w bardziej skomplikowanych kwestiach. Myślę, że podobnie jest w tym wypadku. Niektóre osoby, a konkretnie pesymiści chodzący po Ziemi, będą widzieli na niej tylko i wyłącznie zło. Inni tymczasem zrozumieją, że świat i życie człowieka jest wielką sztuką. Aby było ono pełne, konieczna jest inspiracja do poszukiwania relacji z samym sobą i z Bogiem. Spotkanie z Nim sprawi, że odnajdziemy to wewnętrzne i niezniszczalne piękno. Pewne jest, że nie wszyscy będą do tego dążyć z powodu osobistych przekonań. We współczesnej kulturze, literaturze i sztuce obraz Stwórcy zdaje się zanikać, co znacznie utrudnia nam Jego poznanie. Nawet deklarując swoją wiarę, dopuszczamy się strasznych czynów, a tym samym zaciskają się wokół nas sidła grzechu. Tak łatwo zapominamy o tym, komu zawdzięczamy istnienie zarówno świata, jak i nas samych. Ciągły pośpiech, codzienne sprawy i hierarchia wartości zamyka nasze oczy i serca na to, co naprawdę ma znaczenie. Nie potrafimy doszukać się sensu i piękna w wszystkim tym, co nas otacza. Najważniejsze jest to, żebyśmy zrozumieli, że nic nie dzieje się bez powodu i każde doświadczenie jest częścią naszej ziemskiej wędrówki. Świat może być idealny. Warunkiem jest dostrzeżenie tego faktu oraz umiejętność wykorzystania go poprzez życie w zgodzie z Bogiem.