chlopi fragment

A stara, że to już jego nie stało, wsiadła na Jagnę i hajże jazgotać,a wypominać wszystko co miała na wątpiach… Jaguś siedziała cicho, aż zmartwiała ze strachu , ale kiedy słowa matki dojęły ją do żywego… przecknęła , schowała głowę w pierzynę i buchnęła płaczem i wyrzekaniami… rozżalowana była srodze… bo przecież nic temu nie winna… nie zwoływała go do chałupy… sam przyszedł… a na zwiesnę , co matka wypominają… to … spotkał ją przy przełazie … mogła się to wyrwać takiemu smakowi?

A stara, że to już jego nie stało, wsiadła na Jagnę i hajże jazgotać,a wypominać wszystko co miała na wątpiach… Jaguś siedziała cicho, aż zmartwiała ze strachu , ale kiedy słowa matki dojęły ją do żywego… przecknęła , schowała głowę w pierzynę i buchnęła płaczem i wyrzekaniami… rozżalowana była srodze… bo przecież nic temu nie winna… nie zwoływała go do chałupy… sam przyszedł… a na zwiesnę , co matka wypominają… to … spotkał ją przy przełazie … mogła się to wyrwać takiemu smakowi? … kiej ją tak ozebrało , że … a potem mogła się to ognać przed nim?… zawsze się z nią tak dzieje, że nikt kto a ostro spojrzy na nią albo i ściśnie mocno … to się w niej wszystko trzęsie moc ją odchodzi i tak mdli w dołku, że już o niczym nie wie … co ona winowata? A żadnej radości w sobie nie czuła żadnej. Myślała jedno ,że się wytańcuje a muzyki nasłucha i śpiewów na co łakoma była. Była jak ten dzień jasny , roziskrzony ,a martwy jesienią i ogłuchły. Żeby jej wszystko nie przypomniało że to wesele dzisiaj nie baczyłaby o tym. Boryna wczoraj na rozpleciny dał jej osiem sznurków korali wszystkie jakie mu ostały po nieboszczkach… Leżały na dnie skrzynki nawet ich nie przymierzała … Nie stała o nie nie stała dzisiaj o nic… Leciałaby tylko gdzieś przed się choćby w cały świat … ale gdzie ? Abo to wiedziałą! Mierziło się jej wszystko, a do głowy wciąż wracało powiedziane matczyne o Antku… -Jakże on by wygadywał on ?.. Nie mogła wierzyć nie chciała … bo aż się jej na płacz zbierało !… A może /..[..] […] Nie , nie poradziła tego , mierziło się jej życie coraz bardziej i jakoś nieopowiedziana tęskność rozrastała sie w duszy wiedziała co za czym? Za zło płaciła złem prawda ale w sobie była zestrachana ciągiem pokrzywdzona wielce i tak rozżalona że nieraz przepłakała całe noce, aż poduszka była mokra a nieraz te dnie swarów kłótni tak sie jej przykrzyły iż była gotową uciekać choćby w cały świat ! Ale gdzie to pójdzie dokąd ? Dookoła stał świat otwarty ale tak straszny tak nieprzenikniony tak obcy i głuchy że zamierała z bojaźni jako ten ptaszek kiej go chłopaki przychwycą i pod garnczek wsadzą.