Miłość z przypadku

-Nie mam pomysłu na pierwszą stronę. Wyleją mnie rozumiesz, nie będzie dodatkowych punktów. – powiedziałam do Belli a ta wywróciła oczami. Sądzi że za bardzo wyolbrzymiam i powinnam się skupić na czymś innym niż tylko szkoła. -Nie przesadzaj dobra? Nie na tym świat się kończy, poza tym dzisiaj idziemy na imprezę. -Oszalałaś? Jutro sprawdzian z geografii. – Nie ma mowy abym ruszyła się z domu w środku tygodnia, nie chodzę na imprezy, to życie to nie dla mnie.

-Nie mam pomysłu na pierwszą stronę. Wyleją mnie rozumiesz, nie będzie dodatkowych punktów. – powiedziałam do Belli a ta wywróciła oczami. Sądzi że za bardzo wyolbrzymiam i powinnam się skupić na czymś innym niż tylko szkoła. -Nie przesadzaj dobra? Nie na tym świat się kończy, poza tym dzisiaj idziemy na imprezę. -Oszalałaś? Jutro sprawdzian z geografii. – Nie ma mowy abym ruszyła się z domu w środku tygodnia, nie chodzę na imprezy, to życie to nie dla mnie. Wstałam od stolika i ruszyłam korytarzem w poszukiwaniu jakichś newsów do gazetki. Ostatnio tracę czytelników, nic ciekawego tu się nie dzieje, bo skąd mam brać wiadomości skoro tu jest zwyczajnie nudno. Co chwila ktoś potyka się nierówną płytę na korytarzu, która niewiadomo czemu w ogóle jest krzywo. I oto mógłby być nowy artykuł „Szkolny cmentarz nastolatków – czyli płyta, która kiedyś zabije”, ale kto chce czytać o tym co jest na korytarzu nie tak z podłogą. Ruszyłam na salę gimnastyczną aby posiedzieć gdzieś w ciszy a trybuny są do tego doskonałe. Akurat trafiłam na ćwiczenia drużyny koszykarskiej, jeden z graczy potknął się, a bynajmniej stracił równowagę i poleciał jak długi na prawe ramię. Temat do gazetki spadł mi jak z nieba. Przyjrzałam się graczowi, wił się z bólu trzymając prawą rękę. Zrobiło mi się go żal. Jeremy Stevens, takie nazwisko widniało na jego koszulce, wiedziałam że to zdarzenie musi się znaleźć jutro na pierwszej stronie. Zrobiłam zdjęcie i wyszłam z sali myśląc nad nagłówkiem. „Czy drużyna da sobie radę – Jeremy Stevens kontuzjowany” albo „Jeremy Stevens nie zagra na meczu” . Ruszyłam do redakcji rozpisując w notatniku całe zdarzenie. Jeremy, nigdy o nim nie słyszałam, poza tym ja w ogóle o nikim z drużyny nie słyszałam. Wysoki, ciemne włosy, wysportowany i niesamowicie przystojny z niego gościu, ale po drugie, jest w drużynie, na sto procent ma dziewczynę i jak każdy facet na świecie myśli że jest pępkiem świata i ma siano w głowie. Czemu ja się w ogóle nad tym zastanawiam? No super moje myśli trafiły na papier, nawet nie spostrzegłam gdy zaczęłam pisać to wszystko w notatniku. Uchyliłam drzwi pomieszczenia w którym odbywa się całe pisanie, składanie stron, układ zdjęć gazetki. Było tam jak zwykle cicho i wszystko stało tam tak jak to zostawiłam wczoraj. Fotel przy biurku pod lewą ścianą, regał z segregatorami pod ścianą naprzeciwko drzwi, drukarki, kserokopiarki pod prawą ścianą a na środku pomieszczenia stół na którym stała moja wczorajsza herbata w termosie. Z okna przy regałach sączyło się jasne światło zachodu słońca. Tak zachodu, jest zima i słońce zachodzi zdecydowanie za szybko bo gdy jestem już w domu jest strasznie ciemno i Dylan – mój brat– właśnie wtedy wraca do domu, i jak to facet nie umie sam sobie zrobić posiłku więc siedzę w kuchni. Jest ode mnie starszy o dwa lata a jednak zawsze nam mówią że wyglądamy jak bliźniaki czego nie lubimy bo sami nie dostrzegamy podobieństwa. Jasne, obydwoje mamy blond włosy, czarne oczy i jesteśmy bladzi, tylko że, on jest wysoki a ja niska-mam zaledwie metr sześćdziesiąt osiem wzrostu, jeżeli nie mniej i jestem najniższa w klasie. Dylan i ja dogadujemy się jak każde normalne rodzeństwo, strasznie się o mnie troszczy zwłaszcza, że mama nie żyje a ojciec nas zostawił. Mój brat starał się o prawo opieki nade mną i jestem szczęśliwa że mu się udało, gdyby nie on to dom dziecka stałby dla mnie otworem. Jak na dziewiętnaście lat jest bardzo dojrzały. Chodzi na ostatni rok technikum, które jest na drugim końcu miasta, dojeżdża tam naszym małym gruchotem, szczerze oddałabym tego pickupa na złom ale wtedy nie mielibyśmy żadnego dojazdu. Zadzwonił dzwonek a ja wiedziałam że cały artykuł będę pisać w domu. Zabrałam potrzebne mi rzeczy i zakluczyłam redakcję kierując się na matematykę - ostatnią lekcję dzisiaj.