Zycie

Róża Żabczyńska - główna bohaterka powieści - udała się w odwiedziny do Marty, swej córki. Drzwi otworzyła jej gosposia (Sabina), która oznajmiła, że pani wyszła. Róża weszła więc do mieszkania, rozebrała się i usiadła w pokoju córki. Dopiero gdy Sabina się oddaliła, poczuła się swobodnie. Zaczęła przechadzać się po pokoju i oglądać rzeczy córki. Jej uwagę przykuł stolik, który przywiozła z Rosji (należał do jej pradziada). Dokładnie go obejrzała, po czym ze złością stwierdziła, że Marta nie szanuje tego mebla o wielkiej wartości sentymentalnej.

Róża Żabczyńska - główna bohaterka powieści - udała się w odwiedziny do Marty, swej córki. Drzwi otworzyła jej gosposia (Sabina), która oznajmiła, że pani wyszła. Róża weszła więc do mieszkania, rozebrała się i usiadła w pokoju córki. Dopiero gdy Sabina się oddaliła, poczuła się swobodnie. Zaczęła przechadzać się po pokoju i oglądać rzeczy córki. Jej uwagę przykuł stolik, który przywiozła z Rosji (należał do jej pradziada). Dokładnie go obejrzała, po czym ze złością stwierdziła, że Marta nie szanuje tego mebla o wielkiej wartości sentymentalnej. W jednym z pokoi dostrzegła też zdjęcie ojca, dziadka Marty. Zdjęła je ze ściany i umieściła w swej torbie.

W pewnym momencie Róża usłyszała piosenkę „Close your eyes”, której melodia dobiegała z ulicy. To ożywiło wspomnienia minionych czasów. Zamyślona bohaterka podeszła do lustra i przyjrzała się swemu swetrowi w pąsowe i srebrne skrzydła. Przypomniała sobie dzień zakupu tej części garderoby. Była wtedy z Martą, która podsunęła jej czarny sweter. Chociaż córka patrzyła na matkę z zachwytem, ta była przekonana, że nie jest to odpowiedni wybór (czuła się w nim staro). Zdecydowała się więc na fioletowy, w czym utwierdziły ją pochwały sprzedawczyni. Następnego dnia dokupiła parasol, gorset, palto i podkreślający talię pas.

Kolejne wspomnienie przeniosło ją w czas, kiedy miała 16 lat. Tego dnia była w mieszkaniu Bądskich w Warszawie i czekała, aż panna Aniela, córka Januarego Bądskiego (wybitnego skrzypka) skończy ćwiczenia. Po chwili do pokoju wszedł Michał Bądski, brat Anieli, i nieśmiało przytulił się do Róży. Dostrzegłszy stojącą pod piecem parę, Aniela przerwała grę. Wtedy Michał powiedział jej, by zwróciła uwagę na piękny nos Róży. Od tego momentu młoda skrzypaczka zmieniła sposób patrzenia na swą urodę, szczególnie dbając o twarz i nos.

Róża szybko zaprzyjaźniła się z Michałem. Często odprowadzał on ją do domu po skończonych lekcjach. Pewnego dnia para udała się na przejażdżkę karetą. Michał wciąż gładził dłonie dziewczyny i szeptał jej komplementy. Po chwili namiętnie się całowali. Nagły wybuch namiętności oszołomił Różę i wycisnął łzy z jej oczu. Tego dnia, będąc już w domu, bohaterka stanęła przed lustrem naga. Uświadomiła sobie wtedy, że jej ciało jest równie piękne jak twarz.

Chociaż bohaterka pokochała Michała szczerym uczuciem, nigdy nie zaznała z nim prawdziwego szczęścia. Ich drogi rozeszły się, kiedy syn Bądskiego wyjechał do Rosji, by objąć tam posadę inżyniera. Wtedy też poślubił moskiewską kursistkę, którą wcześniej uwiódł.

W Warszawie Róża mieszkała od czternastego roku życia. Przebywała wtedy pod opieką ciotki Luizy, która zabrała ją z Rosji, obawiając się całkowitego zruszczenia dziewczyny (przodkowie głównej bohaterki zostali zesłani do Taganrogu po powstaniu listopadowym). Po pewnym czasie dołączyli do nich rodzice Róży. Ich sytuacja ekonomiczna była trudna, ponieważ ojciec bohaterki należał do armii rosyjskiej. Nadziei na poprawę szukano m. in. w małżeństwie Róży z odpowiednio bogatym mężczyzną.

Jednak główna bohaterka, wciąż pamiętając o rozstaniu z Michałem, znacznie się zmieniła. Nie tylko stała się zamknięta w sobie, niedostępna, lecz również postanowiła zemścić się na Polakach. Na swego męża wybrała Adama - syna burmistrza Nowego Miasta, petersburskiego studenta, człowieka skromnego i romantycznego. Róża wiedziała, że przytłoczy go swoją urodą, a on nie będzie mógł ofiarować jej czegokolwiek w zamian.

Ślub Róży i Adama odbył się w Lesznie. Rodzina Adama cieszyła się na myśl o jego małżeństwie, gdyż w ten sposób udało jej się zatrzymać go w Polsce. Jednak już w miesiąc po sakramencie para wyjechała do Saratowa, gdzie Adam objął posadę naczelnika gimnazjum.

Wkrótce młode małżeństwo doczekało się dwojga dzieci. Na świat przyszli Władysław i Kazimierz. Niestety, młodszy z nich zmarł na tyfus, a starszy stał się obiektem zaborczej miłości matki.

Relacje Róży i Adama od początku nie układały się dobrze. Kobieta trzymała męża na dystans, nie okazywała mu miłości ani bliskości. Co gorsza, Róża często kokietowała innych mężczyzn. Któregoś dnia, wróciwszy do domu wcześniej, Adam zastał żonę w towarzystwie Kirylenki, melomana i prezesa sądu. Kobieta grała na skrzypcach, a nieoczekiwany gość siedział przy pianinie. Bohater wyprosił Kirylenkę, po czym Róża wykrzyczała doń: Nikogo nie pokocham nigdy - wszystko, świat cały za mną zatrzaśnięty na wieki!!!

Róża wciąż pamiętała o swym uczuciu do Michała Bądskiego. Za złamane serce chciała zemścić się na mężczyznach. Nienawidziła Polaków, bo tej narodowości był Michał, nienawidziła Rosjan, bo to Rosjanka uwiodła Bądskiego.

Największą troską Żabczyńskiej było starzenie się. Obawiała się każdej nowej zmarszczki, czuła lęk przed zmianami swego ciała.

II

Róża wciąż czekała na Martę. Była już nieco poirytowana nieobecnością córki, szukała dla siebie jakiegoś zajęcia. Sięgnęła więc po druty i postanowiła dokończyć gamasze (męskie getry) dla Adama. Nie poświęciła temu jednak wiele czasu, gdyż postanowiła po raz kolejny przyjrzeć się mieszkaniu córki. Na jednej ze ścian dostrzegła szal, który należał do jej babki. Bohaterka wspomniała rok 1831, kiedy to jej przodkowie zostali zesłani na Sybir za udział w powstaniu listopadowym. Chciała zdjąć szal ze ściany, lecz był on przymocowany gwoźdźmi. Na biurku dostrzegła ulepiony z chleba krzyż (pamiątkę z czasów zesłania) i nożyk. Sięgając po ostre narzędzie, strąciła krucyfiks, który momentalnie się rozsypał. Jednak kobieta nie przejęła się tym zbytnio - wyciągnęła gwoździe i schowała szal do torby.

Po chwili zadzwonił telefon. Róża spodziewała się usłyszeć głos Marty, lecz odezwał się do niej Adam. Nie była zadowolona z tego faktu, podejrzewała go nawet, że chciał wyżalić się córce.

Róża wspominała ciotkę Luizę. Tante ukończyła pensję w Warszawie i Hotel Lambert w Paryżu. Doskonale opanowała kilka języków obcych i zyskała samodzielność. Pozwoliło jej to odrzucić zaloty rosyjskiego opiekuna nazwiskiem Sziszko. Następnie ciotka Luiza, pracując na dworach, zyskała sobie przychylność znamienitych polskich rodów. Któregoś dnia, zgromadziwszy odpowiedni kapitał, udała się do Taganrogu i wraz z ojcem Róży ustaliła, że zabierze dziewczynę do Polski. Po przyjeździe do Warszawy Róża została zapisana do konwersatorium muzycznego i prywatnej pensji. Wciąż miała żal do ciotki, gdyż ta oddzieliła ją od przyjaciół i zainteresowała skrzypcami.

III

Róża usłyszała dzwonek. Za drzwiami stał Adam, który po wejściu do mieszkania córki pocałował żonę w rękę. Przypomniał zdziwionej bohaterce, że sama kazała mu przyjść po gamasze. W końcu oboje usiedli w pokoju, a mężczyzna nazwał Różę Elcią.

Bohaterka przypomniała sobie dzień, w którym ciotka dała jej imię Eveline. Stało się to w wyniku spaceru po Łazienkach. Róża biegała po parku, a tante wołała ją po imieniu. Kiedy dziewczynę zatrzymał strażnik, ciotka stanęła w jej obronie i gotowa była oskarżyć mężczyznę o atak na polskie dziecko. Ludzie jednak zaczęli szemrać między sobą, biorąc imię bohaterki za żydowskie. Od tego dnia ciotka nazywała ją wyłącznie Eveline.

Nowego imienia Róży nie używał nigdy Michał. Z kolei Adam zawsze nazywał ją Eweliną. Te dwa imiona stały się więc dla bohaterki symbolami dwóch okresów jej życia.

Adam próbował przymierzyć gamasze, lecz ze względu na ból krzyża nie było to dlań łatwe. Nagle zorientował się, że Róża śmieje się szyderczo. Bohaterka szydziła z rąk męża, nazywając je tępymi i niezdarnymi. Z jej twarzy biła przy tym nienawiść.

Róża i Adam byli małżeństwem od 40 lat. Początek ich relacji był dla mężczyzny okresem pełnym nadziei. Kochał Różę i miał nadzieję, że wszystko będzie dobrze, chociaż ukochana często zdawała mu się nieobecna. Któregoś dnia, wszedłszy do pokoju, Adam zastał bohaterkę zalaną łzami. Zdziwił się i chciał ją pocieszyć. Wtedy ona pokazała mu zdjęcie innego mężczyzny i powiedziała, że to Michał.

IV

Życie u boku Róży było dla Adama lekcją pokory i cierpliwości. I tym razem spokojnie znosił eksplozję jej gniewu. Żona nadal śmiała się z jego dłoni, uznała je nawet za niezdolne do pokrojenia chleba. Mężczyzna odrzekł, że przecież nigdy nie byli głodni. Jednak Róża zripostowała przypomnieniem mu o konieczności dawania dodatkowych lekcji, kupowania tańszych warzyw, szycia ubrań. Adam odpowiedział, że także ciężko pracował, a razem powinni dziękować Bogu za zdrowie i możliwość zarabiania na siebie i dzieci. To rozwścieczyło Różę, która wciąż pamiętała dzień śmierci swego ukochanego syna Kazia. Chłopcu nie pomogli najlepsi lekarze, a jego ojciec powiedział: Bóg dał, Bóg wziął.

Adam nie mógł znieść ciągłych szyderstw i wyrzutów. Przecież on także cierpiał z powodu śmierci dziecka. Wstał więc i złapał Różę za ramię. Po raz pierwszy dostrzegła ona na jego twarzy nienawiść. Szarpnął nią kilkukrotnie i zagroził, że ją zabije. Kobieta odpowiedziała śmiechem, a po chwili poczuła się słabo. Adam szybko otrzeźwiał i położył ją na łóżku. Kazała mu przygotować herbatę i zadzwonić po Władysława (syna pary).

Ciszę przerwał dźwięk dzwonka. To Zbyszek, syn Marty, wrócił wcześniej ze szkoły. Nie lubił on Róży, którą kojarzyła mu się z awanturami i złością. Większą sympatią darzył za to dziadka. Tytułowa bohaterka również nie żywiła pozytywnych emocji do Zbyszka. Przede wszystkim z rezerwą traktowała Martę, która była podobna do ojca. Kazio i Wacław odziedziczyli urodę po niej, mogła więc wyobrażać sobie, że są dziećmi jej i Michała. Marta i jej syn odziedziczyli po Adamie szpiczastą brodę.

Róża powiedziała do Zbyszka, że wchodząc do domu, powinien powiedzieć dzień dobry. Kiedy chłopiec jej odpowiedział, kazała mu wyjść z pokoju. Wtedy wnuk wykrzyczał do babki, że sama powinna wyjść z jego domu, po czym rozpłakał się i wyszedł. Róza najpierw poczuła satysfakcję, później zalała się łzami. Adam próbował ją uspokoić.