APOLOGIA

APOLOGIA Świat bywa przeciwnikiem wiary. A niekiedy nawet przejawia wobec niej agresję. W tej sytuacji nie należy ulegać. Nie należy też uciekać przed rzeczywistością w iluzję idealistycznej wiary. Trzeba te miejsca ataku na wiarę rozpoznawać i obmyślać linię obrony. Należy to czynić nie tylko ze względu na naszą osobistą wiarę, na wymóg wolności jej wyznania, ale też ze względu na konieczność obrony prawa młodych ludzi do poznania, wyznania i pogłębienia ich wiary.

APOLOGIA

Świat bywa przeciwnikiem wiary. A niekiedy nawet przejawia wobec niej agresję. W tej sytuacji nie należy ulegać. Nie należy też uciekać przed rzeczywistością w iluzję idealistycznej wiary. Trzeba te miejsca ataku na wiarę rozpoznawać i obmyślać linię obrony. Należy to czynić nie tylko ze względu na naszą osobistą wiarę, na wymóg wolności jej wyznania, ale też ze względu na konieczność obrony prawa młodych ludzi do poznania, wyznania i pogłębienia ich wiary. Potrzeba zwrócić uwagę i bardzo skrótowo zarysować kilka spośród pól, na których we współczesnym świecie toczy się walka między wiarą a jej przeciwieństwem. Pierwsze z tych pól jest zakreślone przez postmodernistyczny charakter współczesnej kultury popularnej, uchylającej pytanie o prawdę i sens, wytwarzającej klimat luzu, nieustannej zabawy, groteski, nieodpowiedzialności. W takiej atmosferze przebywają także katechizowani. Tak to formułują media, przemysł niskiej rozrywki. Kwestia ta domagałaby się szerszego opisu, sięgającego do filozoficznych i socjologicznych podstaw tej sytuacji5 , w tym miejscu wystarczy jednak stwierdzić, że tak jest, i zwrócić uwagę na fakt, że w związku tym konieczne jest chronienie sacrum i powagi wiary. Tylko wiara przeżyta poważnie, co nie znaczy, że bez radości, może wskazać na zobowiązania i doprowadzić do spotkania z Bogiem i adoracji Boga, który jest Panem. To pole obrony wiary trzeba uznać za zasadnicze, bo dotyczy ono sposobu postrzegania świata i myślenia o problemach życia. W tym miejscu można popełnić błąd, polegający na powiedzeniu choćby, że taka młodzież jest, tak ją wychowują media, to się im podoba, to akceptuje wielu rodziców. Zatem nic nie da się zrobić, można co najwyżej się dostosować. Ale spytajmy: Dostosować do czego? Do wygłupu i groteski w sprawie tak poważnej, jaką jest wiara? Czyli, co mamy robić? Uczyć modlitw, które dla tych ludzi nic nie znaczą, nie pociągają przede wszystkim za sobą żadnej powinności, nie wywołują posłuszeństwa wiary? Zapraszać na nabożeństwo, które nie jest liturgią, a happeningiem, bo wszystko musi bawić, bo radość to bezmyślna rozrywka? Czym w takim ujęciu jest wiara? Jeszcze jedną opcją, prawdę powiedziawszy nie do przyjęcia, skoro świat jest taki zabawny. Otóż, jeśli mówimy o wierze katolickiej, to nie da się przyjąć takiej opcji. Trzeba podjąć wysiłek pójścia pod prąd i przebudowania myślenia katechizowanych o sprawach fundamentalnych. Jak to zrobić? Zwróciłbym uwagę na pięć przykładowych dróg. Pierwsza to włączenie katechizowanych w dzieła miłosierdzia. Działalność ta pozwala dotrzeć do drugiego człowieka, potrzebującego pomocy, i ułatwia odnalezienie sensu. Udział w pomocy charytatywnej, bezpośredniej, systematycznej, wytrwałej, a nie związanej z jednorazową akcją czy happeningiem, uczy także odpowiedzialności za drugiego i zmusza jakoś do stawiania fundamentalnych pytań. Druga droga to dotarcie przez media: poważ- ny, religijny film czy poważną i mądrą literaturę. Nie jest bowiem prawdą, że młodzież absolutnie nie czyta. Owszem, dzisiaj młody człowiek czyta mniej, ale przede wszystkim czyta byle co, a dzieje się to z tego powodu, być może, że nauczyciele i rodzice nie stymulują kontaktu z dziełami bardziej ambitnymi, zmuszającymi do myślenia. Trzecia droga, ważna, niekiedy nieodzowna, to przyjacielski kontakt, który zaczyna się od wysłuchiwania tego, co uczniowie chcą nam powiedzieć. Na tej drodze katecheta ma stać się świadkiem, ale niepotrzebne jest skracanie dystansu, które często dokonuje się i z tego powodu, że dorośli chcieliby poczuć się młodsi. Ważne jest, by było to świadectwo nauczyciela, człowieka obdarzonego większym doświadczeniem. Nie chodzi tu o styl pouczający, ale potrzebne jest, by zgodzić się na bycie autorytetem, to znaczy, by dorastać do tego zadania i by uczyć, że wiara jest czymś poważnym, zobowiązującym, bo Bogu, do którego ona prowadzi, należy się posłuszeństwo. Czwarta droga to czytanie Biblii. Dokonuje się ono w trakcie katechezy, która ma przygotować do lektury w jedności z Kościołem, również osobistej, i wskazać na autorytet Boga, który przemawia na kartach Starego i Nowego Testamentu. Piąta droga to droga liturgii, dobrze przygotowanej, sprawowanej z pietyzmem, z szacunkiem dla dziedzictwa wspólnoty wierzących, ale i rozporządzeń Kościoła. Trzeba zatem zerwać z mitem o tym, że dzieci zawsze i wszędzie lubią zabawę, zaś młodzież spontaniczność. Otóż, jeśli liturgia ma stać się adoracją Boga, a tylko wtedy doceni powagę wiary i ochroni sacrum, musi stać się dla katechizowanych nie miejscem zabawy, spontanicznej kreatywności, ale uczestnictwem w tajemnicy Paschy Jezusa Chrystusa. A to już nie jest temat rozrywkowy, choć z całą pewnością budzi radość w życiu człowieka wierzącego. Zaś katechizowani doceniają i autentycznie potrzebują poważnego mówienia o sprawach najważniejszych, bo każdy człowiek chce być potraktowany poważnie. Oczywiście, jest jeszcze wiele innych dróg, na które należy wejść wraz z katechizowanymi; te, które wymieniłem, są jednak dla budzenia powagi wiary i zachowania sacrum, moim zdaniem, bardzo istotne, wręcz nieodzowne. Postmodernizm, uchylając pytanie o sens, wypychając prawdę z centrum życia człowieka, nie jest w stanie zlikwidować ludzkiego dążenia do spotkania z nadprzyrodzonością. Stąd duchowość, oparta w chrześcijań- stwie na realności kontaktu z Bogiem żywym, zastępowana jest pseudo- -duchowością pogaństwa, poszukiwaniem bożków, których człowiek wymyśla, których panteon konstruuje wedle własnych zachcianek, kłamliwie nazywanych potrzebami. Apologia wiary jest obroną przed nowym pogań- stwem, wyrażanym przez przesąd, wiarę w horoskopy, wykonywanie praktyk magicznych. Co więcej, nierzadko, choćby w związku z koncertami zespołów muzycznych, związanych z niektórymi subkulturami, dochodzi do inicjacji okultystycznych. Potrzeba zatem, by apologia wiary uwzględnia- ła w mądry sposób tematy demonologiczne: tych zagadnień pomijać nie można, choć należy wystrzegać się przesady, która prowadziłaby albo do dualizmu, uznającego szatana za siłę równoważną wobec Boga, albo też doszukiwania się pierwiastków satanistycznych we wszystkich rzeczywistościach, które nie są stricte chrześcijańskie, jak legendy, podania, baśnie, fantastyka. Jednakże równie problematyczne jest uleganie rozmaitym formom gnostycyzmu. W wersji zasadniczej, wiąże się on z rytuałami, o których mowa była powyżej, w wersji popularnej przejawiać może się w niedojrzałym rozumieniu wtajemniczenia chrześcijańskiego, a więc szukaniu w wierze nadzwyczajności, wystawianiu Boga na próbę, uprawianiu duchowości pychy, czyli takiej, w której własna modlitwa jest powodem do chlubienia się sobą i pogardzania innymi, którzy modlą się inaczej. Zagadnienie to odnosi się zwłaszcza do ludzi, którzy są zaangażowani w chrześcijaństwo, często nowo nawróconych, także tych, którzy zerwali z dotychczasowymi formami pobożności. W tym kontekście apologia wiary oznacza pogłębienie rozumienia, czym jest wtajemniczenie i modlitwa chrześcijanina, docenienie pobożności ludowej6 , w formach liturgicznych zachowanie hermeneutyki ciągłości, wreszcie nakazuje pewną rezerwę zarówno w ocenie, jak też w proponowaniu uczestnictwa w Mszach o uzdrowienie, modlitwach charyzmatycznych etc. Nie twierdzę, że te ostatnie formy są do odrzucenia, ale domagają się one pewnego przygotowania, jeśli chodzi o uczestników, i rozumienia w kontekście całości życia Kościoła, by nie prowadziło do postaw sekciarskich, gnostyckich. Jak zauważa Bruno Forte, „wierzy nie ten, kto oczekuje znaków, lecz kto daje znaki miłości niewidzialnemu Miłującemu, który wzywa”7 . Problemem wielu ludzi młodych zawsze była i jest niecierpliwość, stąd łatwo biorą oni udział w rozmaitych wydarzeniach jednorazowych, ale mających posmak cudowności, tymczasem przed postawą poszukiwania nadzwyczajności należy młodych ludzi chronić, bowiem, jak zauważa papież Franciszek w encyklice Lumen fidei, „wiara ze swej natury wymaga wyrzeczenia się chęci natychmiastowego posiadania, (…) jest zaproszeniem, by otworzyć się na źródło światła, szanując tajemnicę Oblicza, które zamierza objawić się osobiście i w odpowiednim czasię”8 . Kolejnym zagrożeniem dla wiary jest postawa praktycyzmu. Zgodnie z nią, należy czynić to, co jest opłacalne, co przynosi wymierną korzyść. Bł. Jan Paweł II w encyklice Fides et ratio definiował ją jako „sposób myślenia tych, którzy dokonując wyborów, nie widzą potrzeby odwołania się do refleksji teoretycznej ani do ocen opartych na zasadach etycznych”9 . Postawa praktycyzmu związana współgra z postmodernistycznym uchylaniem się od poszukiwania prawdy, a jej katalizatorem staje się dziś mentalność techniczna. Tak tę kwestię diagnozuje papież Franciszek w encyklice Lumen fidei: „We współczesnej kulturze często występuje tendencja do przyjmowania za jedyną prawdę tę związaną z techniką: prawdziwe jest to, co człowiek potrafi zbudować i zmierzyć dzięki swojej wiedzy; jest to prawdziwe, bo funkcjonuje, a tym samym czyni życie wygodniejszym i łatwiejszym. Dzisiaj wydaje się to jedyną prawdą pewną, jedyną, którą można podzielić się z innymi, jedyną, o której można dyskutować i wspólnie się w nią zaangażować”10. Praktycyzm przyjmuje czasem formę fałszywej pokory i znajduje, niestety, oparcie w pewnych nurtach teologicznych, przed którymi przestrzegał w adhortacji Catechesi tradendae bł. Jan Paweł II, stwierdzając, że „bardziej ukryte niebezpieczeństwo rodzi się czasem z samego sposobu pojmowania wiary. Pewne współczesne szkoły filozoficzne, które zdają się mieć wpływ na niektóre zasady i opinie teologów, a poprzez nie na praktykę duszpasterską, z upodobaniem głoszą, że zasadniczą postawą umysłu ludzkiego jest ustawiczne poszukiwanie; i że to poszukiwanie nie osiąga nigdy swego celu. Pogląd ten, jeśli się go przyjmie w teologii, prowadzi niechybnie do twierdzenia, że wiara nie jest pewnością, lecz jakimś pytaniem, nie jest jasnością, lecz ciemnością, w którą się wkracza”11. Stąd bierze się niekiedy pogarda dla postawy wiary bez zastrzeżeń, praktycznego przyjęcia postawy wyrażonej słowami: „Jestem katolikiem, ale”. Warto też wskazać na dwie, wymieniane przez Josepha Ratzingera, płaszczyzny ujawniania się pragmatyzmu w kościelnej codzienności, powodujące, że pozornie wszystko jest w porządku, w rzeczywistości wiara wyczerpuje się i niknie. Pierwsza to próba rozszerzenia zasady większości na wiarę i obyczaje. Druga to dowolne zmienianie liturgii. Odpowiedź jest następująca: „Wiara, którą sami możemy ustanowić, nie jest wiarą. (…) Wiara i praktyka religijna albo pochodzą od Pana i otrzymujemy je przez Kościół i Jego sakramenty, albo nie ma ich wcale”12. Wobec praktycyzmu konieczne jest stosowanie właściwie rozumianej zasady dialogu katechetycznego, która prowadzi do ukazania korelacji mię- dzy sytuacją człowieka i jego pytaniami a odpowiedzią wiary. Stosowanie tej zasady zakłada ze strony katechezy fundamentalny brak akceptacji dla mentalności rynkowej, wyrażającej się w zgodzie na uznanie kryterium opłacalności jako zasadniczego. Innymi słowy, chodzi o takie wychowanie w wierze, które już na wstępie buduje na pewności wiary i autorytecie Boga. Jest to bardzo trudne zadanie, ale konieczne do podjęcia. W innym bowiem wypadku lekcja religii stanie się nośnikiem propozycji niezobowiązującej i będzie ze swym przekazem trafiać w próżnię. Z praktycyzmem współgra psychologizm. Warto pamiętać, że chęć psychologicznego opisu, stawiania diagnozy, podejmowania terapii, to wszystko wynika z nastawienia, by skutecznie przeciwdziałać trudnościom w sferze psychicznej. Samo to dążenie nie jest niczym zdrożnym. Psychologizm, tak jak go tutaj rozumiem, polega jednak na czymś innym, mianowicie zawłaszcza sfery, które nie dadzą się opisać psychologii, ani modyfikować się za pomocą terapii. W ten sposób psychologia staje w opozycji do duchowości i zamiast stać się użyteczna, staje się szkodliwa, wręcz, że użyję języka, jakim chętnie posługują się psychologowie, toksyczna. Psychologia staje się w ten sposób zastępnikiem religii. To zjawisko może oddziaływać bezpośrednio na nauczanie religii w szkole z dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego, że w wielu poradnikach dotyczących duchowości została ona zastąpiona opisem psychologicznym, zamiast kierownictwa duchowego uprawia się raczej poradnictwo psychologiczne. Po drugie, nauczyciele religii uczestniczą w rozmaitych szkoleniach i przynajmniej w sferze szkolnej są one silnie ukierunkowane na uniwersalność oddziaływań i terapii psychologicznych. Tymczasem praktyka wskazuje, iż oddziaływania te często są po prostu nieskutecznie, bo wyrastają z ideologii13. Jako przykład ideologicznego traktowania religii można podać teksty Anselma Grűna, autora dość popularnego, którego książki bywają wykorzystywane przez katechetów14. W jednej ze swoich prac sugeruje on, by ewangeliczną perykopę o wskrzeszeniu Łazarza (J 11, 17-44) interpretować następująco: „Można by Łazarza i obie jego siostry postrzegać jako rodzeń- stwo żyjące w nie najlepszych układach, w których Łazarz jest na straconej pozycji. Obie siostry zdominowały go. (…) Dla Łazarza nie ma już miejsca. (…) W atmosferze przemożnego matkowania już nie jest w stanie żyć. Musi umrzeć”15. Interpretacja ta jest autorowi potrzebna, gdyż chce on uzasadnić konkretne tezy, zakładane przez pewne ujęcie psychologiczne. Niemniej jednak ma ona niewiele wspólnego z odczytaniem orędzia zawartego w tej ważnej i klasycznej katechezie chrzcielnej o Jezusie Chrystusie, Panu życia. Na tym przykładzie widać, jak bardzo zideologizowane ujęcie psychologiczne ogranicza zakres oddziaływania orędzia ewangelicznego. Ten sam autor stosuje podobne ujęcie w odniesieniu do angelologii, dochodząc do takiego, na przykład, wniosku, że „Gabriel jest aniołem żeńskim, najbardziej chyba erotycznym aniołem, o jakim mówi nam Biblia (…) Gabriel chciałby, byśmy byli zapłodnieni jak Maria, aby także nasza dusza stała się brzemienna słowem Boga, aby jego słowo stało się w nas ciałem. Gabriel odpowiada za erotyczny wymiar duchowości”16. Takie ujęcie, łączące znowu jedną ze szkół psychologicznych z danymi teologii prowadzi wyraźnie do banalizacji, a nawet wypaczenia treści orędzia ewangelicznego. W odniesieniu do psychologizmu trzeba jasno postawić sprawę, że jest on niezwykle szkodliwy dla wyznawania wiary, sprowadza bowiem rzeczywistość wiary do poziomu naturalnego, a ponieważ rzeczywistość ta bardzo wyraźnie jest niesprowadzalna do mechanizmów psychicznych, wskazuje na Boga i Jego łaskę, stąd danymi wiary zaczyna się manipulować. Czyż nie jest to wypełnienie programu oświeceniowej redukcji wiary, któ- ry tak dobitnie opisuje papież Franciszek w encyklice Lumen fidei: „Przestrzeń dla wiary otwierała się tam, gdzie rozum nie mógł oświecić, gdzie człowiek nie mógł mieć pewności. Pojmowano więc wiarę jako ucieczkę spowodowaną przez brak światła, pod wpływem ślepego uczucia, albo jako subiektywne światło, zdolne być może rozpalić serce, dostarczyć prywatnej pociechy, ale którego nie można zaproponować innym jako obiektywne, wspólne światło oświecające drogę”17. Obrona obiektywności, nadprzyrodzoności wiary, a przez to jej zobowiązywalności, jest zasadniczym zadaniem apologii wiary. Ale zanim prawda ta zostanie przekazana uczniom, musi być przekonaniem samego katechety. Wymienione uprzednio zagrożenia wiary łączą się w pewien system ideologiczny, zwany sekularyzmem. Polega on na traktowaniu „świata, człowieka i kultury jako jedynej rzeczywistości, z wyeliminowaniem Boga i Jego praw”18. U źródeł sekularyzmu stoi oskarżanie Boga, czynienie przestrzeni dla niewiary i wchodzenie w tę przestrzeń rozmaitych współczesnych bałwanów. O problemie tym pisze Romano Guardini następująco: „Bogiem może stać się kultura, postęp, siła. Bóstwa docierają do nas zewsząd, z początku nie mają żadnej postaci, ale mogą ją przybrać. Mogą mieć postać, imię, świątynię i cześć. Tam, gdzie się wprowadzą, nie ma miejsca dla żywego Boga”. I dodaje: „Bóstwa te są elementami klątwy świata oraz otchłanią cierpienia i najgłębszej rozpaczy. Siła ta musi zostać pokonana, a chwała zabrana przez fałszywych bogów, musi zostać zwrócona Temu, któremu się ona należy”19. We wszystkich sytuacjach zagrożenia wiary istnieje wspólny mianownik: jest nim świat, który jest skażony grzechem, przeciwny Bogu. Wierzący musi swoją wiarą, wiernością jej, dba- łością o nią, pokonać świat i przywrócić go Bogu. Bo wszędzie tam, gdzie wiara człowieka zostaje ochroniona, przybliża się Królestwo Boże. I to, jak się zdaje, jest podstawową formą apologii wiary w obliczu sekularyzmu.