
Wspomnienia bezsennej nocy
I znowu to samo. Kolejna bezsenna noc. Noc owiana mgłą, gdzie Planty wyglądają niczym na obrazie Wyspiańskiego. Pustka. Ciemność. Samotność. Dookoła jak i w sercu. Chłód docierający z każdej strony, jak i niechciane myśli. Myślałby kto, że kogoś interesuję. Idę sam, od czasu do czasu mijając kogoś, kto przejdzie obok mnie , nie zwracając na mnie żadnej uwagi. Ciemne oczy wpatrujące się w przestrzeń. Przestrzeń, w której nic nie ma. Dzień, za dniem.
I znowu to samo. Kolejna bezsenna noc. Noc owiana mgłą, gdzie Planty wyglądają niczym na obrazie Wyspiańskiego. Pustka. Ciemność. Samotność. Dookoła jak i w sercu. Chłód docierający z każdej strony, jak i niechciane myśli. Myślałby kto, że kogoś interesuję. Idę sam, od czasu do czasu mijając kogoś, kto przejdzie obok mnie , nie zwracając na mnie żadnej uwagi. Ciemne oczy wpatrujące się w przestrzeń. Przestrzeń, w której nic nie ma. Dzień, za dniem. Miesiąc… Rok… Właściwie każdy taki sam. Ciągła rutyna. Nic się nie dzieje. Człowiek popada w melancholię? Sam nie wiem jak to nazwać. Każdy zmienia się w jakąś pieprzoną maszynę. Wstaje, je, ubiera się, idzie do szkoły, pracy, wraca do domu, idzie spać i tak w kółko. Zamknięta przestrzeń z której nie da się wyrwać na dłuższą metę. Idę, mijając puste ławki i blask latarni rozświetla mi drogę. Włócząc się bez celu po mieście sam nie wiem, co chce osiągnąć. Do jakiego dotrzeć celu. To wszystko jest bezcelowe. Całe nasze istnienie. Rodzimy się, by umrzeć. Taka prawda. Nie staniemy się nieśmiertelni. Nie będziemy żyć wiecznie. Prawda jest taka, że na każdym kroku możemy zakończyć nasz żywot. Nie my o tym decydujemy. To Fortuna zarządza naszym losem. Nie zmienimy nic. Przeszłość. Teraźniejszość. Przyszłość. A co dalej? Sam nie wiem, co będzie za minutę, za pięć, za tydzień, czy za rok. Mogę mieć plany, marzenia… Ale gdyby się nad tym zastanowić, to jest to takie głupie, że mam ochotę wybuchnąć głośnym śmiechem w środku nocy. Sam nawet nie wiem, w jakim kierunku płyną moje myśli. Nie wiem co robię i po co. Jestem tylko człowiekiem. A może i aż. Lecz wśród tylu ludzi żyjących na ziemi jestem tylko niewielką, nic nie znaczącą mrówką w ogromnym mrowisku. Jakiś bezdomny śpi na ławce, a ja ledwo zwracam na niego uwagę. O ironio! Jakie to życie musi być niesprawiedliwe. I niech mi ktoś teraz powie, że podziały klasowe zniknęły. Szlachta, mieszczaństwo… Teraz to raczej politycy, biznesmeni, milionerzy, robole… Oj, chyba mamy teraz więcej warstw społecznych niż kiedyś. Każdy gdzieś się odnajdzie, czyż nie? A na mojej twarzy pojawił się właśnie drwiący uśmieszek. Ile osób tak naprawdę odnajdzie się w tym świecie? Utożsami z czymkolwiek. Ja na pewno nie. Stoję na krawędzi jednego, drugiego, trzeciego i pieprzonego pięćdziesiątego “świata”. Czyż to nie cudowne? Samochód przejeżdża gdzieś obok, ja dalej krocze przed siebie i wracam do tego, czemu ta noc jest bezsenna. Zastanawiam się, myślę i nie wiem. Kolejny nocny spacer, gdzie kilka przecznic dalej ludzie bawią się i piją, wręcz do nieprzytomności. Chcą oderwać się od rzeczywistości i zawisnąć gdzieś w czasoprzestrzeni. Można i tak, ale mi to nie pomaga. Ja tak nie potrafię. Wolę brnąć jakieś cztery kilometry Plantami dookoła, starając się uporządkować swoje myśli, których uporządkować się nie da. Ile razy już próbowałem i za każdym razem nie udaje mi się tego osiągnąć. Jestem nikim w tym wielkim świecie, zaplątanym we własne myśli i lęki. Jestem nic nie znaczącym człowiekiem wśród wielu innych podobnych istnień. Nikogo nie interesuje to, co się ze mną dzieje. Co robię, czy nawet to, kim jestem. Bo przecież to nie ma żadnego znaczenia. Czyż nie? Kto przejmie się facetem, który samotnie, w środku nocy przemierza miasto. Docieram na Sienną, gdzie widzę ludzi ledwo trzymających się na nogach. Oderwali się od tego, lecz tylko na chwilę. Rano powróci do nich bolesna rzeczywistość. Karetka przecina mi drogę. Gdzieś cienka granica pomiędzy życiem, a śmiercią została zachwiana. Znowu. Przecież to takie proste. Idę dalej przemierzając ciemną noc. Idę dalej do swojego prywatnego piekła. Nikt mnie nie zatrzyma. Głos wolności, zwycięstwa i lęku… Tak gdzieś to ostatnio słyszałem, lecz teraz stoję na krawędzi upadku i nędzy. Myśli w mojej głowie znowu zaczynają wariować, a tak bardzo chcę od tego uciec. Lecz nie potrafię. Jestem bezsilny. Poddaję się temu. Nie mam wyjścia. Nie mam wyboru. To znowu się stało. Powoli tracę władzę nad własnym życiem…
