Dalszy ciąg historii Skawińskiego oczami nastolatki.

Właśnie się dowiedziałem, że straciłem pracę. Niedobrze, oj niedobrze. Co ja teraz pocznę? Co taki staruszek jak ja może robić? Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie da pracy 70-letniemu człowiekowi. A tak dobrze się zapowiadało, już myślałem, że znalazłem mieszkanie i pracę na resztę życia. A tu taka niespodzianka. Wszystko byłoby dobrze, gdybym wtedy nie dostał książki “Pan Tadeusz” i bym się w niej nie zaczytał, to nic by się nie stało.

Właśnie się dowiedziałem, że straciłem pracę. Niedobrze, oj niedobrze. Co ja teraz pocznę? Co taki staruszek jak ja może robić? Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie da pracy 70-letniemu człowiekowi. A tak dobrze się zapowiadało, już myślałem, że znalazłem mieszkanie i pracę na resztę życia. A tu taka niespodzianka. Wszystko byłoby dobrze, gdybym wtedy nie dostał książki “Pan Tadeusz” i bym się w niej nie zaczytał, to nic by się nie stało. W każdym bądź razie, nie żałuję, ta książka przywołała u mnie emocje nie do opisania. Tak bardzo bym chciał wrócić do swojej ojczyzny, lecz nie mogę. Moje przemyślenia przerwał mi głos:

  • Skawiński, musisz się w tej chwili wynieść.

  • Tak, tak wiem. Muszę opuścić swoją latarnię, zabrałem ze sobą książkę “Pana Tadeusza”. Ta książka stała się dla mnie najcenniejszą rzeczą, jaką posiadam, ponieważ przypominała mi o mojej ojczyźnie i jeszcze bardziej wzbudziła tęsknotę za Polską. Razem z książką wyszedłem z latarni. Dostałem się na statek płynący do Nowego Jorku. Gdy już znalazłem się na pokładzie rozgoryczony i przygnębiony zacząłem rozmyślać co teraz ze mną będzie. Przeraziła mnie myśl, że znowu będę zmuszony stawić czoła złośliwemu losowi. Obwiniałem się, że przez moje skore do wzruszeń serce zaniedbałem obowiązki latarnika. Nagle usłyszałem ciepły, kobiecy głos:

  • Dzień dobry, czy mogłabym się do pana przysiąść ? Podniosłem wzrok i zobaczyłem przed mymi oczami siwowłosą staruszkę. W pierwszej chwili nie mogłem wyjść ze zdumienia, że usłyszałem dźwięk rodzinnej mowy. Po chwili jednak się otrząsnąłem oraz pokiwałem głową na tak. Staruszka zajęła miejsce obok.

  • Jest pan zapewne Polakiem. Pana pochodzenia zdradza książka, którą trzyma pan w dłoni.

  • Rzeczywiście, to Adam Mickiewicz. Zna go pani ?

  • Czy znam? Oczywiście! Napisał dużo pięknych utworów. Ale zdecydowanie moim ulubionym fragmentem jest “Inwokacja”.

  • Naprawdę? Moja także. Chociaż ostatnio nabawiłem się przez niego sporo kłopotów… - w tym momencie coś we mnie pękło, nie wiem dlaczego, ale poczułem nagłą potrzebę opowiedzenia tej kobiecie o mojej historii. Tak długo żyjąc w samotności, nagle spotkałem kogoś, komu mogłem bez oporu opowiedzieć o sobie. Marysia, bo tak miała na imię ta kobieta, także opowiedziała mi nieco o sobie. Oboje nas łączyła tęsknota.

  • Jest pan na wygnaniu, zgadza się? Rozumiem to, co pan czuję. Ja również nie mogę wrócić do Polski, gdyż trzyma mnie tu praca. Z drugiej strony co to za życie z dala od ojczyzny?

  • Fakt, wiem jak to jest. Jak to boli, jak w sercu ciężko. Siedzieliśmy w ciszy. O już przybijaliśmy do brzegu, jak ten czas szybko upłynął.

  • Przybijamy już do brzegu. Tu chyba nasze drogi się rozchodzą. Dziękuję pani za rozmowę.

  • Ja również dziękuję i do zobaczenia. Wysiadłem ze statku. Postanowiłem pochodzić po mieście i zastanowić się nad najbliższą przyszłością. Idąc jedną z ulic zauważyłem, że na szybie jednego ze sklepów jest jakieś ogłoszenie. Było na nim napisane, że poszukiwana jest osoba na stanowisko sprzedawcy. Ciekawe, czy nadal jest aktualne. Postanowiłem wejść i to sprawdzić z nadzieją, że może znajdę pracę. Po dłuższej rozmowie z właściciel postanowił dać mi szansę i mnie zatrudnił. Bardzo się ucieszyłem, może tym razem los się do mnie uśmiechnął. Zamieszkałem w małym pokoju nad sklepem. Pracowałem po 10 godzin dziennie, a czas wolny spędzałem na spacerach po mieście… A jednak los cały czas mi się przeciwstawiał. Pewnego dnia zaspałem do pracy jak tylko się pojawiłem w pracy, dowiedziałem się, że po raz kolejny nie mam gdzie się podziać. Chyba jednak moim przeznaczeniem jest tułaczka. Wyszedłem ze sklepu razem z moją książką. Szedłem ulicami Nowego Jorku, nie wiedząc co teraz robić. Błąkałem się po mieście kilka godzin, aż w końcu znalazłem park i usiadłem na jednej z ławek. Zamknąłem oczy i próbowałem się zrelaksować. Niestety coś mi przeszkadzało. Miałem wrażenie, że ktoś się na mnie patrzy. Moje refleksje przerwał mi niski, męski głos.

  • Przepraszam. Przyglądam się panu od jakiegoś czasu i tak się zastanawiam, czy dobrze się pan czuje.

  • Tak, dobrze się czuję.

  • To uprzejmie przepraszam, ale bardzo rzadko spotykam tak refleksyjnych ludzi jak pan.

  • Jeżeli miałem to potraktować jako komplement, to dziękuję. Wiem pan różne rzeczy mnie spotkały w życiu, więc jest nad czym rozmyślać. Już drugi raz zaufałem nowo poznanej osobie i opowiedziałem mężczyźnie swoją historię. Mężczyzna słuchał mnie z dużym zainteresowaniem, od czasu do czasu notował coś w swoim tajemniczym, czerwonym zeszycie. To właśnie ten zeszyt mnie zaciekawił, a jednocześnie zaniepokoił. W tym momencie pojawiła się wątpliwość, czy powinienem był mówić o tym wszystkim temu mężczyźnie. Cóż, czasu nie da się cofnąć.

  • Przepraszam, czy mógłbym wiedzieć, co pan tam notuje?

  • Bardzo zainteresowała mnie pana historia.

  • Ja nie pytam o to co pan sądzi o tym, co mówię, pytałem o ten tajemniczy zeszycik. W moim głosie dało się wyczuć niepokój, mężczyzna chyba to zauważył, ponieważ uśmiechnął się przyjaźnie.

  • Ojej…przepraszam nie przedstawiłem się, a nie chciałbym, żeby pan potraktował mnie jako człowieka bez kultury, ale..

  • Nic się nie stało.

  • A właśnie się stało, bo to kim jestem, ma duże znaczenie. Nazywam się John Winchester i jestem pisarzem.

  • Miło mi poznać. Moje nazwisko Skawiński, aczkolwiek w dalszym ciągu nie rozumiem, o co w tym wszystkim chodzi.

  • Już tłumaczę, otóż od dawna nie mogę znaleźć inspiracji na nową powieść, a pana historia bardzo mnie zainspirowała. O ile pan się zgodzi, chciałbym napisać o panu powieść. Obiecuję zyski ze sprzedaży.

  • Jasne nie mam nic przeciwko. Uważam, ze obejdzie się bez pieniędzy. Jestem już starszym człowiekiem i po co mi one. Całe życie radziłem sobie bez pieniędzy, więc teraz też sobie bez nich poradzę.

  • Więc jeśli nie chcę pan zapłaty, to może chciałby pan dach nad głową?

  • Moje życie to tułaczka i chęć powrotu do ojczyzny. Próbowałem się osiedlić na stałe, lecz nie wyszło. Widocznie nie jest mi to pisane.

  • Rozumiem. O, późno się już zrobiło. Ja muszę już iść i proszę wyczekiwać książki. Do widzenia.

  • Do widzenia.

        Rok później ukazała się powieść o życiu i losach Skawińskiego. Zaś sam Skawiński swoje ostatnie dni życia spędził w jednym z amerykańskich szpitali. Umierając w cierpieniu, ze świadomością, że już nigdy nie zobaczy swej ojczyzny, pożegnał się z tym światem.