wesoły kierowca

Zrób w Polsce coś, co wykracza poza Twoje obowiązki, jeśli pracujesz w sektorze publicznym. Zrób, I dare you, I double dare you motherfucker. Zrób coś odmiennego od rutynowego modelu zachowania. Coś, co będzie miłe dla ludzi, coś innego od tego, do czego są przyzwyczajeni. I co się stanie? Panie, masakra! Koledzy z pracy źli, szefostwo złe, branża zła. Tylko zaraz. O czym ja w ogóle mówię? A o panu kierowcy autobusu numer 509 linii Gocław - Nowodwory w Warszawie, w stolycy proszę ja was.

Zrób w Polsce coś, co wykracza poza Twoje obowiązki, jeśli pracujesz w sektorze publicznym. Zrób, I dare you, I double dare you motherfucker. Zrób coś odmiennego od rutynowego modelu zachowania. Coś, co będzie miłe dla ludzi, coś innego od tego, do czego są przyzwyczajeni. I co się stanie? Panie, masakra! Koledzy z pracy źli, szefostwo złe, branża zła. Tylko zaraz. O czym ja w ogóle mówię? A o panu kierowcy autobusu numer 509 linii Gocław - Nowodwory w Warszawie, w stolycy proszę ja was. Wszyscy słyszeli co się stało? Ok, nie wszyscy, to opowiem. Kierowca tegoż autobusu, postanowił skorzystać z możliwości technicznych XXI wieku, chociaż w sumie XX, bo mikrofon już dość długo istnieje i wykorzystując nagłośnienie w swoim pojeździe, postanawia umilić ludziom czas, zabawnie komentując sytuacje na drodze, czy w autobusie. “No nie, znów czerwone światło dla moich VIPów. Teraz będę skręcać w lewo, zobaczymy kto na kogo leci. Żegnamy wszystkich wychodzących i panią Iwonkę. " itp. Humor może nie najwyższych lotów, jednak jestem przekonany, że zabieg ten, bardzo pozytywnie zaskakuje ludzi i umila im podróż, która do najprzyjemniejszych nie należy. No chyba, że jesteś koneserem podróży komunikacją miejską, w wolnych chwilach, wsiadasz do tramwaju i jedziesz zwiedzać miasto. Ale wtedy trzeba Cię leczyć, więc nie liczę takich przypadków. Pan Robert Chlimończyk, znany także jako “Wesoły Kierowca”, bo tak go ochrzczono, stał się dość popularny w stolicy, dorobił się nawet strony na Facebooku, którą lubi 61 tysięcy ludzi. Jednak dopiero ostatnio, ktoś nagrał całą sytuację i wrzucił na najlepszy serwis informacyjny naszych czasów, czyli YouTube. Filmik poszedł w viral, prawie 700 tysięcy wyświetleń w ciągu kilku dni (teraz gdy to edytuję, jest to już grubo przeszło 700 tysięcy), więc jest to jedna z najpopularniejszych pozycji na tym serwisie. Zachowanie kierowcy zostało bardzo pozytywnie odebrane wśród naszego społeczeństwa, wręcz pana kierowcę pokochaliśmy. W czym więc problem? Skoro ludzie są zadowoleni, bo na YT (jeśli ktoś nie rozumie tego skrótu, polecam wrócić myślami w wiek XXI, lub zapytać wnuka) stosunek, ale to zabrzmi głupio - łapek w górę do łapek w dół - no przepraszam, tym mierzymy jakość na tym portalu, wynosi 6 tysięcy do 54, czy tam 64. Jeśli coś się podoba społeczeństwu, to chyba najważniejsze, prawda? Ok, żarty na bok, jesteśmy w Polsce. Zachowanie pana Roberta Chlimończyka, spotkało się z dość chłodnym odezwem ze strony innych kierowców jak i ZTM (Czekajcie, sprawdzę w google. Zarząd Transportu Miejskiego - mogłem się domyślić). Dlaczego? O tym chcę wam dziś opowiedzieć i na tym się zastanowić. Bo wbrew pozorom, tu rodzi się mały dylemat. O ile zarzuty zwierzchników pana Roberta o to, że pewnych treści nie powinien wypowiadać, jak choćby żartu, że ma około trzy promile w krwi, ale od piątku dużo mu zeszło. Czy jego opinii o drugiej linii metra, postaram się zacytować: “…otwarli druga nitkę, ale zaraz ją zamkną bo tak zwykle bywa w naszym kraju…”, są dla mnie głupie. Po prostu głupie. Rozumiem, że pełni on funkcję zbliżoną do publicznej, ale Chryste Panie, nie jest to jakiś polityk, czy celebryta i to co mówi, jest jego prywatną opinią. Chyba nikt nie pomyślał, że wesoły kierowca naprawdę jedzie “na podwójnym gazie”, a jeśli tak, to proponuję wyciągnąć głowę z dupy i nabrać dystansu do siebie i otoczenia. To co mówił, nie jest też tak kontrowersyjne, aby rzecznik, powtarzam, RZECZNIK prasowy ZTM, musiał wypowiadać się w tej sprawie dla mediów. Można było to załatwić po cichu, między zarządem a kierowcą. No ale ok, jest popularny temat, no to trzeba było zająć jakieś stanowisko. Tu jeszcze nie mamy dylematu, mamy natomiast przykład jak absurdalnie poważny mamy kraj. Ale o tym chyba wszyscy wiemy, mimo, że przy tym, w naszym kraju dzieją się takie jaja, że najstarsi górale takich nie pamiętają, no ale oficjalnie, nasz kraj jest bardzo stateczny, ułożony i poważny. Wspominany wcześniej dylemat pojawia się, gdy na sprawę popatrzymy przez pryzmat pewnego czynnika. Podaję hasło: nie, nie okoń - bezpieczeństwo. Ja swoje zdanie na ten temat mam, jednak postaram się wyjawić je dopiero później, żeby pomóc wam spojrzeć na sprawę z dość ciekawego oraz neutralnego punktu widzenia, po prostu nie chcę, żeby ktoś sugerował się moimi odczuciami. Mianowicie, pan kierowca autobusu, taki zwyczajny, odpowiada za zdrowie i życie pasażerów. W ruchu miejskim, musi jechać ostrożnie i uważnie, a nie jest to wcale łatwe. Głównie dlatego, że na drogach mamy masę dzikich kierowców, którzy myślą, że “jak jedziesz poniżej 100 km/h toś cipa”, ogrom brawurowych kierowców rajdowych, dziesiątki spieszących się gdzieś ryzykantów, chmarę niepewnych tego, że jadą (idę, albo nie idę) filozofów i cały szereg ludzi, którzy prawo jazdy dostali na osiemnastkę, na koszt taty. Przez to taki kierowca musi być cholernie skupiony. Pan Robert, jak sądzę, czuje się na tyle pewnie, że może sobie pozwolić na podwójną uwagę, na drodze i na żartach które opowiada. Zapewne przychodzi mu to na tyle łatwo, że po prostu mówi, nie myśli nad tym zbytnio. Jednak w naszym kraju (trochę dziś narzekam na ten “nasz kraj”, ale nie myślcie, że go nie kocham, bo uwielbiam Polskę mimo wszystko), jeśli coś przynosi sukces lub korzyść, jest automatycznie powielanie. Dam przykład który ostatnio usłyszałem. Rzecz dzieje się na wsi. Chłop sadzi se kapustę. Zasadził, zebrał, sprzedał i jeb! Piniondze się z nieba sypią! Kupił nowy traktor, stodołe odnowił, no żyć nie umierać. Za rok też zasadził kapustę. Bo jeszcze dom trzeba wyremontować. No ale niestety, kapusta staniała jak diabli. Rolnik zdziwiony, co to się stanęło? A no, bo jak sąsiad zobaczył, że kapusta taka opłacalna, to też posiał (posadził? Cholera nawet nie wiem.), drugi sąsiad też, sąsiad sąsiada również i tak cała wieś. No ale jak to się ma do tej sytuacji? To akurat dość oczywiste. Przez tą całą historię, na pewno znajdzie się nie jeden kierowca autobusu, który też postanowi spróbować sił w komedii i zabawić ludzi swoim poczuciem humoru. To zaś, podnosi ryzyko, że znajdzie się wśród nich taki, który nie za dobrze czuje się za kierownicą Solarisa czy innego tego typu pojazdu no i wjedzie z ludźmi do rzeki czy gdzieś tam. Będzie tragedia, a ludzie zaczną szukać przyczyny. No i dojdą do naszego wesołego “autobusisty”. Padnie wtedy standardowe pytanie: “Jak można było temu zapobiec?! No jak? Panie premierze, no jak!?” A nie, bo my przecież teraz mamy panią premier. Ale to już tak dobrze nie brzmi. Cóż, odpowiedzią na to pytanie, będzie domniemanie, że jeśli pan Robert siedziałby cicho, to nic takiego nie miałoby miejsca. Więc dochodzimy do miejsca, gdzie musisz zapytać siebie, czy przypadkiem ZTM nie ma racji w tym, że takie zachowanie potępia. Może nie w sposobie w jaki to robi, ale w idei jaką się kieruje. Ja sądzę, że mimo wszystko, zarząd racji nie ma. Raz, że ktoś w naszym kraju w końcu wyszedł poza ramy normy i zrobił to w naprawdę fajny sposób. Ktoś pokazał, że można milej, bardziej zabawnie i mniej na poważnie podejść do swojej pracy, do otoczenia, do życia po prostu. Bo niestety “poważnie”, często jest stawiane na równi z “gburowato” a tego Ci u nas dostatek. Oczywiście nie w każdym przypadku, przystoi takie lekkie podejście. Nie chciałbym być na pogrzebie, na którym trebacz zamiast “Ciszy” zagrałby “I feel good” Jamesa Browna. Jednak jest masa, masa ludzi, którzy poprzez takie zachowanie, mogłaby wnieść świeżą i bardzo fajną jakość w społeczeństwo. To sobie zapamiętajcie, bo to akurat jest mądre. Zapiszcie, czy coś. Dwa, jeśli mielibyśmy zaniechać czegoś, bo ktoś to może powielić, robiąc to gorzej, czy komuś to może przynieść jakieś negatywne skutki, to siedzielibyśmy w jaskiniach, Pudzian byłby królem plemienia, a Mozart byłby wirtuozem kamienia i patyka. Każdy myśli za siebie, odpowiada za swoje czyny i ponosi ich konsekwencje. Jeśli Jacuś zjechał na sankach ze stromej górki i nic mu się nie stało, a Maciuś jadąc zaraz po nim, prawie wyzionął ducha, to który z nich na dostać zjebę od mamy Maciusia? No właśnie. Dlatego ja popieram takie działania. Można łatwo zmienić rzeczywistość. Troszeczkę, bo troszeczkę, ale mała zmiana jest lepsza niż brak zmiany. Jeśli rano uśmiechem pożegnasz panią przy kasie, która właśnie zaczyna ciężki dzień, to może po paru uśmiechach i ona zacznie się do ludzi cieszyć? Wtedy, gdy do niej wrócisz wieczorem, to nie rzuci Ci reszty na ladę i nie powie “idź pan w chuj”. Simple as that. Reasumując, nie mówię, żeby każdy z nas brał przykład z pana Roberta, bo wtedy takie rzeczy staną się zbyt pospolite, przy czym mniej zauważalne. Jednak nie potępiajmy takich prób zmiany szarej rzeczywistości. Jeśli ktoś ma ochotę bliżej przyglądnąć się temu fenomenowi, zapraszam do wyszukania na Facebooku “Wesoły Kierowca”. Znajdziecie tam jego fanpage. Na nim zdjęcia tego sympatycznego mężczyzny z fanami i różne zabawne rzeczy, co wam będę reklamować. Mi nie pozostaje nic innego, jak stać się jednym z jego fanów. Bo każdy, kto w jakimś stopniu, kreatywnie i pozytywnie, próbuje zmienić szarą, polską rzeczywistość ma mój szacunek. Oby tak dalej, oby takich ludzi więcej. A teraz piosenka! Staram się wam tutaj polecić kawałki, które są mniej znane, czy mniej znane z tytułu, a słyszał je prawie każdy. Dziś spokojna rockowa ballada, ale taka naprawdę spokojna. Neil Young i jego cholernie klimatyczne “Cortez The Killer”. Śpiew zaczyna się w połowie piosenki, czyli po 3 minutach, ale wcześniej mamy bardzo przyjemne i delikatne gitarowe solo, coś idealnego na wyciszenie się po ciężkim dniu, na chwilę zadumy. Sam tekst jest wart przeczytania, opowiada o odkryciu Ameryki, jednak jest to ogólna alegoria do społeczeństwa, dużo mądrych myśli, no i ta gitara, melodia, śpiew, no cudo. Polecam choć raz posłuchać. Cóż, to tyle. Mam nadzieję, że się podobało. Nadal utrzymujemy ciągłość z czego jestem bardzo zadowolony. Dzięki temu, że tylu z was mnie czyta, bardzo chce mi się pisać. Mimo, że czas stoi mi na przeszkodzie, to nie chce was, jak i siebie zawieść. A teraz idźcie, głoście dobrą nowinę i zapamiętajcie to, co mieliście zapamiętać. Ja zapomniałem co to było. Coś, o byciu dobrym? A nie wiem. W każdym razie to nie ja miałem to pamiętać.