
Legenda o pannie na dnie potoku
Opowiada ją Węgiełek podczas wędrówki z Izabelą i Wokulskim do ruin zamku w Zasławiu. Niegdyś wokół zamku płynął potok, na którego dnie spoczywał wielki kamień, który jak się okazało, pełnił funkcję tajnego przejścia do podziemi. W podziemiach tych na złotym łóżku w pięknym i bogatym ubraniu spała śliczna panna, być może księżniczka lub hrabina. Panna miała złotą szpilkę wbitą w głowę i dlatego spała. Ocknąć mogłaby się tylko wtedy, gdyby ktoś wyjął jej szpilkę z głowy.
Opowiada ją Węgiełek podczas wędrówki z Izabelą i Wokulskim do ruin zamku w Zasławiu.
Niegdyś wokół zamku płynął potok, na którego dnie spoczywał wielki kamień, który jak się okazało, pełnił funkcję tajnego przejścia do podziemi. W podziemiach tych na złotym łóżku w pięknym i bogatym ubraniu spała śliczna panna, być może księżniczka lub hrabina. Panna miała złotą szpilkę wbitą w głowę i dlatego spała. Ocknąć mogłaby się tylko wtedy, gdyby ktoś wyjął jej szpilkę z głowy. Zadanie to jednak nie było łatwe, ponieważ dostępu do panny pilnowały rozmaite, olbrzymie stwory, których zęby były wielkości pięści (Węgiełek zapierał się, że widział ząb na własne oczy, bo znalazł go jego dziadek i przyniósł do domu). Nie tylko panna interesowała miejscowych, lecz także drogocenne skarby, którymi była otoczona.
Być może niektórzy je nawet widzieli, ponieważ kamień samoistnie usuwał się dwa razy do roku – na Wielkanoc i na św. Jana, wtedy można było zajrzeć w otchłań i ujrzeć piękną pannę, otoczoną bogactwami.
Pewnej wielkanocy nad potokiem stanął kowal z nadzieją, że kamień ustąpi, gdy tak się stało, kowal ujrzał wory pieniędzy, misy ze szczerego złota i mnóstwo drogiej odzieży. Najbardziej zachwyciła go jednak uroda panny, która śpiąc, wzdychała z bólu i płakała, a każda jej łza zamieniała się w klejnot. Kowal osłupiał z wrażenia i nie zdążył wejść do podziemi – kamień znów się przemieścił i zamknął przejście.
Po ujrzeniu ślicznej panny, kowal nie mógł przestać o niej myśleć – nie szła mu praca, nie mógł znaleźć sobie miejsca i wszędzie widział potok i pannę. Gdy już nie mógł wytrzymać z tęsknoty, poszedł do zielarki, prosić o radę. Kobieta powiedziała, że skoro tak bardzo zależy mu na pannie, musi wrócić nad potok, wejść do otchłani i wyjąć szpilkę z jej głowy. Wtedy się z nią ożeni i będzie bogatym, wielmożnym panem. Są jednak dwie trudności – jedna to potwory, z którymi kowal będzie musiał się zmierzyć, druga, to konieczność przeczekania dwóch miesięcy do św. Jana, aż kamień się odsunie. Zielarka poradziła też kowalowi, żeby się nie bał, gdy już dotrze do podziemi, bo zło nie trzyma się nielękającego człowieka.
W dniu św. Jana, kowal był przygotowany na konfrontacje z poczwarami. Gdy tylko kamień się przesunął, wskoczył w jamę. Kowal widział tam ropuchę wielką jak kamień, węża, który plątał mężczyźnie nogi, a gdy ten go uderzył siekierą, zaczął płakać ludzkim głosem, wilki, których piana z pyska zamieniała się w ogień.
Wszystkie te stwory siadały mu na plecach, ciągnęły go za rękawy i wołały: „zginiesz tu, kowalu!”. Nie skrzywdziły go jednak, bo kowal się nie bał.
W końcu odważny mężczyzna stanął przed złotym łożem swojej panny, tu nawet potwory nie miały dostępu, stały tylko wokół i patrzyły. Kowal zaczął wyjmować szpilkę z głowy panny, polała się krew, a kobieta zapłakała i powiedziała: czego mi ból robisz, człowieku!
I dopiero wtedy kowal poczuł lęk i dreszcze na całym ciele. Strachy wykorzystały okazję i rzuciły się na biedaka, który oczywiście nie przeżył ataku.
Od tej pory kamień już nigdy się nie usunął, potok wysechł, a panna z otchłani, na wpół przebudzona, płacze tak głośno, że czasem można ją usłyszeć na polach. I będzie tak płakać po wieki, wieków.
Oczywiście panna symbolizuje Łęcką, której uczucia, serce są uśpione i których rozbudzić nie sposób, jest to niemożliwe, gdyż ona sama tego nie chce.
Kowalem jest Wokulski, który gotów jest poświęcić swoje życie – stoczyć walkę ze stworami, byleby tylko zdobyć serce Łęckiej.
